Między młotem, a kowadłem

Ważne artykuły prasowe na temat dążeń Niemiec i Rosji do współpracy ponad interesem Europy i Polski.

W tej zakładce będe publikował interesujące głosy z różnych gazet na temat działań Niemiec  z putinowską Rosją, mających na celu robienie wspólnych interesów ponad interesami Świata, Europy i Polski.

 Kontekst tego wszystkiego jest taki, że za miesiąc otwieramy Mierzeję i tego typu artykuły się nasilą. Te wszystkie argumenty o tym, że się nie da, że to bez sensu, że za dużo, że nikt nie wpłynie, są inspirowane z Moskwy i z Berlina.

Jeśli chodzi na przykład o terminal kontenerowy w Świnoujściu, absolutnie Berlin jest zainteresowany tym, żeby nie powstał terminal i nowy port sto kilometrów w linii prostej od portu w Wismarze, w Rostocku, czy w Sassnitz. A my nie będziemy się oglądać na Moskwę, czy Berlin, tylko będziemy realizować swoje interesy” – mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Grzegorz Witkowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury komentując jeden z artykułów uderzających w przekop Mierzei Wiślanej.” mówi wiceminister Witkowski.

Wszystkie te argumenty odnośnie do ekologicznego zagrożenia, katastrofy ekologicznej, są pisane na Kremlu. W interesie Rosji i Niemiec jest to, żeby w Polsce nie było żadnej tego typu inwestycji. To się tyczy zarówno przekopu Mierzei Wiślanej. To dotyczy Centralnego Portu Komunikacyjnego, ale też uczulam na temat głębokowodnego terminala w Świnoujściu, gdzie land Meklemburgia-Pomorze Przednie już rości sobie prawa do blokowania tej inwestycji. A taki terminal głębokowodny w Świnoujściu odbiera połowę ładunków niemieckim portom w Hamburgu, w Bremerhaven, w Wilhelmshaven, w Rostocku, w Wismarze. A jeśli odbiera połowę ładunków, to te kontenery będą przypływały do Świnoujścia i gdzie będą płacić cło? W Polsce. I o to toczy się ta gra.

Te wszystkie argumenty o tym, że się nie da, że to bez sensu, że za dużo, że nikt nie wpłynie są inspirowane z Moskwy i z Berlina. Jeśli chodzi na przykład o terminal kontenerowy w Świnoujściu, absolutnie Berlin jest zainteresowany tym, żeby nie powstał terminal i nowy port sto kilometrów w linii prostej od portu w Wismarze, w Rostocku, czy w Sassnitz. A my nie będziemy się oglądać na Moskwę, czy Berlin, tylko będziemy realizować swoje interesy.

08.08.2022

 

Wieczorem 1 sierpnia 1944 r. wieść o wybuchu powstania w Warszawie dotarła do Berlina. O tym wydarzeniu poinformował Hitlera Reichsführer SS Heinrich Himmler:

„Powiedziałem: Mein Führer, moment jest niesympatyczny. Z punktu widzenia historycznego jest jednak błogosławieństwem, że ci Polacy to robią. W ciągu pięciu–sześciu tygodni pokonamy ich. Ale wtedy Warszawa – stolica, głowa, inteligencja tego niegdyś szesnasto-, siedemnastomilionowego narodu Polaków – będzie starta. Tego narodu, którzy od siedmiuset lat blokuje nam Wschód i od pierwszej bitwy pod Tannenbergiem (Grunwald) ciągle nam staje na drodze. Wtedy polski problem dla naszych dzieci i dla wszystkich, którzy po nas przyjdą, a nawet już dla nas – nie będzie dłużej żadnym wielkim problemem historycznym.

Polska traktowana była jako przeszkoda w realizacji idei zdobycia przestrzeni życiowej na wschodzie. Ważnym celem Niemców byli Polacy rozsiani na Śląsku i w tzw. Kraju Warty. Zniemczenie tych obszarów miało poprzedzić pełną germanizację Generalnego Gubernatorstwa. Lokalne działania machiny niemieckiego terroru, takie jak masowe mordy i wysiedlenia Polaków z Pomorza Gdańskiego czy Zamojszczyzny, mogą być traktowane jako przykład realizacji tych idei oraz zapewnienia sobie trwałego panowania na Wschodzie.

Po tych historycznych relacjach sprzed 78 lat, jakże łatwiej czyta się to co poniżej napisał Jan Parys, jest ciągłość…..

 

 

 

Niemcy, by kontynuować kooperację z Rosją, są gotowi wywoływać poważne konflikty z Polską.

04.08.2022 Jan Parys

Wojna na Ukrainie przyniosła m.in. wzrost międzynarodowego znaczenia Polski. Jednocześnie nastąpiło widoczne osłabienie pozycji międzynarodowej Niemiec. To jednak nie znaczy, że politycy w Berlinie chcą szukać porozumienia z Polską. Przeciwnie.

Niemcy widzą w Polsce główną przeszkodę w realizacji swojej dotychczasowej polityki zagranicznej i gospodarczej w Europie. Polska jako główny sojusznik USA w Unii Europejskiej kwestionuje bowiem ich prorosyjską politykę zagraniczną. Nasz kraj jest liderem wśród państw tworzących Trójmorze oraz w grupie tzw. Bukaresztańskiej Dziewiątki. Obie te struktury utrudniają RFN zajmowanie pozycji dominującej w Europie.

Niemcy nie działają wprost przeciwko Polsce, jednak zrobią wszystko, by uzależnić nas od Unii, w której mają głos decydujący. Zaraz po czerwcowym szczycie NATO w Madrycie nastąpił kolejny frontalny atak Brukseli na Polskę. Pełne uzależnienie Polski od UE jest warunkiem, by powrócił dawny układ sił w Europie, dzięki któremu Niemcy razem z Rosją mogły osłabiać wpływy USA na Starym Kontynencie.

Szczyt NATO w Madrycie był sukcesem USA. Wszystkie państwa paktu podpisały nową koncepcję strategiczną, w której Rosję określono jako zagrożenie. Niemcy nie mogły się uchylić od akceptacji tego aktu, bo groziłoby to izolacją polityczną. Jednak cały czas politycy niemieccy nie wyobrażają sobie architektury bezpieczeństwa w Europie bez Rosji. Delegacji niemieckiej w Madrycie nie udało się powstrzymać pomocy militarnej dla Ukrainy, by w ten sposób wymusić na władzach w Kijowie zawarcie rozejmu z Rosją. Brak udzielania pomocy wojskowej przez Berlin dla walczącej Ukrainy jasno świadczy o tym, że Niemcy były i są sojusznikiem Rosji, nawet kiedy trwa wojna. Nie jest też przypadkiem, że Niemcy blokują wypłaty środków z UE dla Polski, kiedy nasz kraj broni Europy przed rosyjską agresją.

Jedyna droga, by Niemcy mogły kontynuować politykę prorosyjską, to uderzenie w sojuszników USA w Europie. W niektórych państwach sprawę wzięli w swoje ręce agencji rosyjscy. Ostatnio doszło do perturbacji politycznych w Wielkiej Brytanii, Słowenii, Estonii i we Włoszech. W Polsce zmiany polityczne są inspirowane przez Berlin przy użyciu Komisji Europejskiej jako fasady. Wymiana władzy w Polsce jest w przygotowaniu i ma być dokonana przed wyborami parlamentarnymi przez naciski polityczne, atak propagandowy i szantaż finansowy. W tej chwili główną siłą wykorzystywaną do inicjowania przewrotu politycznego za pomocą szantażu finansowego w Polsce jest KE.

Politycy niemieccy mają świadomość, że wskutek uzależnienia energetycznego stracili zdolność do suwerennych decyzji. Są na łasce Moskwy, która odcinając dostawy surowców, może w każdej chwili wywołać w Niemczech potężny kryzys gospodarczy i polityczny. Przewrócenie rządu PiS jest nie tylko w interesie Niemiec. To także gwarancja dla Rosji, że wróci rosyjsko- -niemieckie kondominium w Europie.

RFN od chwili zjednoczenia obu państw niemieckich prowadzi politykę, która ma im zapewnić pozycję globalnego gracza. Dzięki tanim surowcom z Rosji i wykorzystaniu parasola militarnego USA Niemcy mogły rozwinąć swój przemysł i stać się mocarstwem eksportowym. Politycy niemieccy dobrze pamiętają, że to przez udział Stanów Zjednoczonych w II wojnie światowej III Rzesza ją przegrała. Stąd w Berlinie od dawna podejmowane są inicjatywy, by osłabiać międzynarodową pozycję USA. Polityka wspierania Rosji ma dla RFN uzasadnienie zarówno polityczne, jak i gospodarcze – pozwala Niemcom osłabiać USA rosyjskimi rękoma. Zatem nikt nie powinien się dziwić, że Berlin nie udziela pomocy wojskowej walczącej Ukrainie. To nie jest przypadek, lecz część długofalowej strategii wspierania Rosji.

Atak KE na polski system prawny w lipcu 2022 r. jest częścią globalnej polityki Niemiec – wynika z postrzegania swoich interesów wobec USA i Rosji. Tu idzie nie tylko o to, że RP chce utrzymać swoją suwerenność, a Berlin chce nas widzieć jako państwo uzależnione. Chodzi o to, że Polska jest główną siłą proamerykańską w Europie. To widać na przykładzie obrony Ukrainy przez USA, która bez zaangażowania Polski nie byłaby możliwa.

Nasz kraj znalazł się w trudnej sytuacji. Główne państwo UE i nasz sąsiad prowadzi od zakończenia zimnej wojny politykę prorosyjską. Dla nas jest to skrajnie niebezpieczne. Polska wobec zagrożenia ze strony Rosji nie ma wyboru, musi szukać sojuszników wśród państw zdolnych do oporu wobec rosyjskiej dominacji. Zatem Polska jest zmuszona do odrzucenia kooperacji z Niemcami, dopóki Berlin będzie kontynuował politykę prorosyjską. Dziś taka współpraca nie ma sensu, bo stanowi zagrożenie egzystencjalne dla państwa polskiego. Obecnie władze Niemiec, a za nimi władze UE, zawsze wybiorą interes Rosji, lekceważąc bezpieczeństwo państw Europy Wschodniej. 

W obliczu dominacji Niemiec w Unii Polska nie ma szans na poprawne i uczciwe relacje z władzami w Brukseli, te nie prowadzą negocjacji z Polską w dobrej wierze. KE wykonuje zadanie zlecone przez Berlin, by doprowadzić do całkowitego podporządkowania RP pod względem prawnym i politycznym. To, czy do tego dojdzie przez obalenie obecnego rządu, czy przez złamanie kręgosłupa politycznego władzy PiS, jest dla polityków z Berlina obojętne.

Ewentualna zmiana polityczna w Polsce będzie miała wpływ na układ sił w Europie i na pozycję USA na naszym kontynencie. Polska przestanie odgrywać rolę głównego obrońcy flanki wschodniej przed Rosją. Nasz kraj przestanie wspierać Ukrainę politycznie, materialnie i wojskowo. Nowa władza w Warszawie zacznie prowadzić dokładnie taką politykę jak Berlin, czyli werbalnie prozachodnią, a w rzeczywistości prorosyjską. Warto pamiętać, że rząd Platformy Obywatelskiej, kierowany przez premiera Tuska w 2008 r., odrzucił projekt budowy tarczy antyrakietowej w Polsce, bo było to zgodne z interesem Niemiec. Po dojściu do władzy Platforma wróci do prowadzenia polityki zagranicznej wyłącznie w interesie Berlina.

           W lipcu 2022 r. KE dała Polsce dwa miesiące na rezygnację z suwerenności, tj. uznanie, że polska konstytucja jest podrzędna wobec unijnego prawa, a orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mogą być anulowane przez władze Unii. Te żądania nie mają podstaw w traktacie o UE, który podpisała Polska. Jest to jedynie wynik nacisków niemieckich. Szef rządzącej partii Jarosław Kaczyński odpowiedział krótko: „Dosyć tego”, czyli że na to zgody nie będzie. Jesienią br. ma być opublikowany w czterech językach raport o niemieckich zbrodniach w Polsce w czasie II wojny światowej oraz o poniesionych przez nasz kraj stratach materialnych. Będą także złożone pozwy sądowe wobec RFN o odszkodowania za tę wojnę. Takie odszkodowania RFN wypłaciła wielu krajom, ale nie chce wypłacić Polsce.

Wygląda na to, że wskutek agresji prawnej, którą KE organizuje wobec Polski, w Europie rozpocznie się polityczna wojna. W 1939 r. Niemcy chciały pozbawić Polskę suwerenności przez odebranie Gdańska i tzw. korytarz. Dziś chcą odebrać Polsce suwerenność przez uzależnienie naszego kraju od niemieckich marionetek w Brukseli. Taki rozwój wydarzeń wpłynie na sytuację wewnątrz UE i NATO. Z inicjatywy Berlina dojdzie do osłabienia Zachodu, czyli do wydarzeń w interesie Rosji. Dla Polski jest to spór o podstawy egzystencji i tak jak w 1939 r. nie może ona ulec czyimkolwiek żądaniom ograniczającym suwerenność. W XX w. Niemcy, współpracując z Rosją, doprowadziły do wybuchu II wojny światowej. Niestety, jak widać historia niczego nie nauczyła polityków z Berlina. Dziś, by kontynuować kooperację z Rosją, są gotowi wywoływać poważne konflikty z Polską i doprowadzić do destrukcji obecnych struktur europejskich. Widać, że (Berlin) zarówno Polskę, jak i Europę traktują wyłącznie instrumentalnie, jako narzędzie do realizacji własnych egoistycznych interesów.

Komisja Europejska nie jest właścicielem żadnych funduszów, a mimo to szantażuje RP, wstrzymując wypłatę środków finansowych. KE dysponuje środkami tylko dlatego, że Polska i inne kraje zobowiązały się spłacić zaciągane przez nią kredyty. Zatem Komisja zachowuje się wobec Polski jak kasjer, który jest złodziejem i nie wypłaca tego, co się komuś należy. Bo według KE Polska ma spłacać pożyczki, których nie otrzyma. I na dodatek, mimo że podżyrowaliśmy pożyczkę, to mamy spełniać wiele pozafinansowych żądań wymyślonych w Berlinie.

Jeżeli UE wymusi zmianę władzy w Polsce, nasz kraj zacznie odgrywać rolę głównych aktywów w prorosyjskiej polityce Niemiec. W tym sensie operacja, którą prowadzą Niemcy wobec Polski rękoma Unii, ma znaczenie międzynarodowe. Polityka UE wobec RP nie ma znaczenia bilateralnego i nie prowadzi jedynie do przewrotu wewnętrznego. To ma być według polityków z Berlina duży przewrót geopolityczny na terenie Europy. Ma powstać układ sił już bez wpływów USA na naszym kontynencie, czyli stanie się coś ważniejszego niż wojna na Ukrainie.

Znany Arcymistrz szachowy Kasparow:

„Polacy są jedynymi, który uważają, że to również ich wojna”

Garri Kasparow były mistrz świata w szachach, a obecnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych rosyjskich opozycjonistów, dosadnie wypowiada się o postawie zachodnich polityków oraz o stanowiskach poszczególnych państw wobec reżimu Władimira Putina i prowadzonej przez niego wojny. „Europejscy politycy pomagają Ukrainie, bo tak wypada, a z drugiej strony boją się jej zwycięstwa, ponieważ porażka Rosji stworzy sytuację, w której nie widzą dla siebie miejsca; Polacy są jedynymi, który uważają, że to również ich wojna” – uważa Kasparow.

Rosyjski opozycjonista twierdzi również, że spośród wszystkich krajów w Europie jedynie kilka – Polska, Litwa, Łotwa i Estonia i Finlandia – wiedzą ze względu na historyczne zaszłości „z czym i z kim mają do czynienia”, lecz jedynie Polacy uważają, że na Ukrainie toczy się również ich wojna. Reszta Europy nie zdaje sobie sprawy, z czym ma do czynienia – twierdzi Kasparow.

Kasparow nie szczędzi też słów krytyki pod adresem unijnych polityków. Jako kraj najbardziej zdecydowany w działaniach w związku z inwazją Rosji na Ukrainę Kasparow wskazuje Litwę, która wprowadziła zakaz tranzytu rosyjskich towarów przez swoje terytorium, lecz pod naciskiem Komisji Europejskiej musiała zrewidować swoje stanowisko. Podkreśla, że Litwa jest jedynym państwem, który sprzeciwia się nie tylko rosyjskiej agresji na Ukrainę, lecz również chińskiemu ekspansjonizmowi, co wyraża się między innymi tym, że jako jedyny kraj w Europie pozwoliła na otwarcie przedstawicielstwa Tajwanu z używaniem nazwy tego państwa; w innych krajach przedstawicielstwa funkcjonują jako biura Tajpej.

Ostra krytyka polityki Angeli Merkel

Kasparow przypomniał, że przez osiem lat, które upłynęły od aneksji Krymu, aż do rozpoczęcia przez Rosję wojny na pełną skalę Europa i USA nic nie zrobiły w kwestii Ukrainy. Na tle pozornych sankcji budowano Nord Stream 2, a Francja i Niemcy sprzedawały Rosji tzw. towary podwójnego przeznaczenia, czyli de facto pomagały w dozbrajaniu armii rosyjskiej.

Według rosyjskiego opozycjonisty polityka Niemiec pod kierunkiem Angeli Merkel odegrała bardzo ważną rolę w tym, że Europa „zawisła na gazowym kurku Putina, a przez 16 lat karmiono nas bajkami o tym, że nie ma żadnych innych wariantów. Teraz jednak okazało się, że nie od razu, ale za rok, może dwa, Europejczycy mogą całkiem zrezygnować z rosyjskiego gazu, a to oznacza, że przez wiele lat byli oszukiwani”.

Kasparow podkreśla, że przewidział to w swoim artykule z 2006 roku, czyli krótko po objęciu władzy w Niemczech przez Merkel.

Prognozowałem, że tani rosyjski gaz może stworzyć sytuację, w której górę weźmie imperialny instynkt Putina. Wystarczyło tylko słuchać tego, co on mówi. (…) A on już 2006 roku powiedział, że NATO powinno wrócić do granic sprzed roku 1997. Powiedział to mając pełnię władzy, w sytuacji, kiedy było już wiadomo, że tej władzy nie odda. Lata, kiedy można było go powtrzymać, zostały stracone.
– stwierdził Kasparow.

Wyraził również opinię, że polityka Merkel wobec Rosji wyglądała tak, jakby prowadził ją rosyjski agent. W pewnym momencie Kasparow zaczął się również zastanawiać, co też może być w jej teczce w archiwum Stasi.

O obecnych przywódcach państw zachodnich Kasparow również wypowiada się krytycznie:

Zachodem rządzą menadżerowie, a nie politycy, którzy są gotowi podejmować decyzje z odpowiedzialnością wobec historii. Obecna sytuacja jest logiczną kontynuacją historii z Merkel. Jednak po 24 lutego pojawił się czynnik, który nawet tę słabą, powiedziałbym, impotentną władzę zmusił do pewnych ruchów, a czynnikiem tym jest opinia publiczna. Pojawiły się straszne reportaże z Ukrainy, relacjonowanie praktycznie online zbrodni wojennych. (…) Zachodni politycy zmuszeni zostali do wejścia w ten nurt, dlatego powstała sytuacja, w której z jednej strony wiadomo, że trzeba pomagać Ukrainie, bo stoi ona na pierwszej linii frontu walki z totalitaryzmem, a z drugiej strony istnieje strach przed jej zwycięstwem, ponieważ porażka Putina stworzy nową rzeczywistość geopolityczną, w której ci ludzie nie widzą dla siebie miejsca.
– stwierdza Kasparow.

Krytycznie wypowiada się o Olafie Scholzu jako trzeciorzędnym polityku, który został kanclerzem Niemiec jedynie dlatego, że Merkel „wytępiła” polityków chadecji, wskutek czego o urząd kanclerza walczył Armin Laschet i przegrał z Scholzem, którego jedyną zasługą jest to, że „nosił teczkę za Schroederem”. Twierdzi, że niewyobrażalne jest, by taki polityk zajmował fotel, w którym zasiadali Konrad Adenauer, Willy Brandt, Helmut Kohl, czy nawet Merkel.

Zamiast spijać nektar z przewodniczenia krajowi, który jest liderem europejskiej gospodarki i zarabiać na Nord Stream 2 musi myśleć o wysyłaniu czołgów na Ukrainę i walce z Rosją.
– oświadczył Kasparow i dodał, że w takiej sytuacji jest wielu europejskich polityków.

 

Kryzys energetyczny nie osłabił agresji ekonomicznej Niemiec. Berlin przygotował zamach na polski przemysł

Kiedy z kryzysu pandemicznego polska gospodarka wyszła jako najmniej dotknięta skutkami covidowych obostrzeń, Niemcy patrzyły na to z niepokojem. Zmniejszył się bowiem dystans ekonomiczny między obydwoma krajami. I chociaż w dyspozycji Polaków nie ma tak dużego kapitału, jak mają Niemcy, to prężny rozwój wiele w tej materii obiecuje. Tymczasem Niemcy zafundowały sobie kryzys, który nie tylko ma potencjał pozbawienia obywateli posiadanych zasobów pieniężnych, ale również doprowadzenia do upadku wielu gałęzi niemieckiego przemysłu. Wydaje się, że to właśnie zagrożenie legło u podstaw zamachu m.in. na polski przemysł w postaci prób nałożenia przez Komisję Europejską obowiązku redukowania produkcji, a co za tym idzie popytu na gaz.

Niemcy mają naprawdę poważny kłopot. Wielkie plany biznesowe związane z rosyjskim błękitnym paliwem okazały się pułapką, z której teraz niełatwo im wyjść nie tylko dlatego, że zaniedbali inwestycje infrastrukturalne, ale przede wszystkim ze względu na doznany mentalny szok. Niełatwo jest im przyzwyczaić się do myśli, że cała koncepcja gospodarcza legła w gruzach. Nadal liczą, że Władimir Putin kurek Nord Stream 1 jednak odkręci i stąd zapewne wypowiedzi niemieckich polityków o potrzebie „zamrożenia” wojny na Ukrainie. Ewidentnie jednak Berlin stara się nie dopuścić, aby niemiecki kryzys pozwolił innym krajom, w tym przede wszystkim Polsce, na wzmożony rozwój. Stąd też zabójcza dla gospodarek wszystkich państw członkowskich propozycja redukcji produkcji.

O ile w okresie transformacji gospodarczej w Polsce Niemcy wykupywali polskie zakłady, by później je zamykać, robiąc tym samym miejsce na rynku niemieckim produktom, teraz sięgają po inne, zupełnie dla nich bezkosztowe narzędzia w postaci rozporządzeń Komisji Europejskiej. Cel jest jeden: skoro niemiecka gospodarka jest w recesji, to gospodarki innych państw członkowskich mają „solidarnie” również wpędzać się w recesję. Przypomina to trochę narkomana, który chce, żeby bliskie mu osoby również wyniszczały się narkotykami, aby znalazły się w takiej samej sytuacji i lepiej go rozumiały. Czysty obłęd!

Kurs euro spada, niemieckie obligacje tracą na wartości, a obywatele już w tej chwili mają reglamentowane dostawy ciepłej wody. Strach pomyśleć, co będzie zimą. Niemcy jednak zafundowały sobie tę skądinąd nie do pozazdroszczenia sytuację na własne życzenie. Mało tego – usiłowały wciągnąć w to całą wspólnotę dokładnie z taką samą bezwzględnością, jak teraz chcą rozłożyć na nią skutki ich własnego, wewnętrznego kryzysu. Absolutnie żaden kraj członkowski nie powinien się zgodzić na taki dyktat.

Wprawdzie pojawiają się obawy, że jeżeli państwa Unii Europejskiej nie zdecydują się przyjąć niemieckich zaleceń kolportowanych via Bruksela, Niemcy uruchomią Nord Stream 2. Pobudka! Niemcy i tak uruchomią drugą nitkę gazociągu północnego, jak tylko będą mieli taką możliwość. Gwarantuję przy tym, że wcale nie będą oglądać się na protesty krajów wspólnoty.

Najbardziej w propozycjach KE mierzi to, że domagając się od państw członkowskich, w tym również Polski, zwijania gospodarek i działania wbrew żywotnemu interesowi obywateli, w sposób urągający przyzwoitości Berlin via Bruksela odwołuje się do „unijnej solidarności”. Domaga się tym samym „solidarnego”, zbiorowego samobójstwa gospodarczego.

Najpierw patologiczny ETS, prawny bałagan i agresja instytucjonalna, a teraz to… „Titanic” o nazwie Unia Europejska właśnie tonie. Tym samym potrzeba stworzenia alternatywnej struktury o zdrowych zasadach staje się coraz bardziej paląca. Polska ma szansę i potencjał być tym krajem, wokół którego będą jednoczyć się inni. Nie zmarnujmy tej szansy. Pozwólmy Niemcom ponieść konsekwencje dotychczasowej polityki, odrzućmy „zielone” pomysły eurokratów i uwolnijmy gospodarkę od nałożonych jej sztucznie, zupełnie irracjonalnych, rabunkowych ciężarów. Jeżeli teraz tego nie zrobimy, kryzys, który nas dotknie przeżyjemy o wiele gorzej niż Niemcy, ponieważ w przeciwieństwie do nich nie posiadamy oszczędności, którymi moglibyśmy się ratować

Scholz bezczynny w sprawie dostaw broni. FAZ: Prawie nic nie zostało dostarczone na Ukrainę

Kanclerz obiecał ciężką broń, ale do tej pory prawie nic nie zostało dostarczone na Ukrainę. Na liście dostarczonej broni ciężkiej znajduje się tylko siedem samobieżnych haubic. Żaden kraj nie ma większej luki pomiędzy zobowiązaniami a dostawami. Opozycja jest niezadowolona – pisze gazeta „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Natomiast Ringtausch z Polską, który miał zastąpić prawie 300 czołgów T-72 (dostarczonych przez Polskę Ukrainie – PAP) jest najwyraźniej na skraju niepowodzenia – pisze FAZ.

Prawie trzy miesiące temu Bundestag wezwał rząd, by także poprzez Ringtausch („pierścieniowa” wymiana broni z krajami, które przekazują starsze modele ze swoich zasobów Ukrainie, a w zamian mają otrzymać broń z Niemiec – PAP) dostarczał Ukrainie „ciężką broń i kompleksowe systemy” do walki z rosyjskimi agresorami – przypomina gazeta. „Na aktualnej liście dostarczonej broni ciężkiej rządu niemieckiego znajduje się tylko siedem samobieżnych haubic. Według Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii, żaden kraj nie ma większej luki pomiędzy zobowiązaniami a dostawami. Sama Polska dostarczyła około sześć razy więcej materiałów wojskowych niż Niemcy”.

Ringtausch z Polską, który miał zastąpić prawie 300 czołgów T-72 (dostarczonych przez Polskę Ukrainie – PAP) jest najwyraźniej na skraju niepowodzenia – pisze FAZ. Polityk partii CDU ds. bezpieczeństwa Roderich Kiesewetter dowiedział się, że „oferta” Niemiec obejmowała 20 starszych czołgów Leopard „z dostawą jednego miesięcznie od kwietnia 2023 r. i trzech miesięcznie od października 2023 r. 20 za prawie 300, co zdaniem Kiesewettera było „dalekie od oczekiwań”.

Przemówienia i działania są w przypadku kanclerza dalekie od siebie

— powiedział szef frakcji CDU/CSU Thorsten Frei, cytowany przez FAZ. „Olaf Scholz zapowiada dostawy broni i mówi w całości o aktywnym wsparciu dla Ukrainy. W rzeczywistości jednak prawie nic się nie dzieje. Zamiast pomagać, rząd federalny zakazuje niemieckim zakładom zbrojeniowym dostarczania odpowiednich materiałów”.

Frei stwierdził, że swoją „grą w chowanego” koalicja narusza uchwałę Bundestagu, która wyraźnie wzywała do dostarczenia ciężkiej broni. „Jeśli kanclerz nadal pozostanie bezczynny, musimy jak najszybciej rozwiązać ten konflikt na szczeblu parlamentarnym”.

Niemiecka wojna hybrydowa wobec Polski, realizowana jest za pomocą organów Unii Europejskiej.

Nasi sąsiedzi zza Nysy Łużyckiej i Odry bardzo bowiem lubią, gdy Niemcy są traktowane jako normalne państwo demokratyczne, sympatyczne i przyjazne wobec innych państw i narodów. W tym celu robią bardzo wiele, aby wzmacniać niemiecki soft power na świecie. A więc wizję państwa pokojowego, nastawionego na udzielanie pomocy ludziom z całego świata, tolerancyjnego, o wysoko rozwiniętej kulturze itp. Paradoks jednak polega na tym, że pomimo wszechstronnych starań, obraz Niemiec i Niemców na świecie jest fatalny. Zasadniczą przyczyną jest oczywiście historia. Niemcy to kraj o  długiej przeszłości przenikniętej militaryzmem, szowinizmem i co najgorsze także hitlerowskim nazizmem. Po wojnie Republika Federalna Niemiec zrobiła bardzo niewiele, aby rozliczyć się z brunatną przeszłością. Ukarano jedynie ułamek procenta zbrodniarzy hitlerowskich. Ci zaś którzy jednak trafili do więzienia z wyrokami dożywocia lub wieloletniego więzienia wychodzili po kilku latach „ze względu na stan zdrowia”. Klasa polityczna, elita intelektualna, wolne zawody pełne były dawnych funkcjonariuszy reżimu hitlerowskiego, teraz przefarbowanych na demokratów. Jeśli chodzi o odszkodowania i reparacje to jedynym państwem, który dostał znaczące sumy był Izrael i ofiary Hitlera pochodzenia żydowskiego. Rozliczenia z Polską nie przeprowadzono!

Drugim, obok historii czynnikiem wpływającym na fatalny obraz Niemiec na świecie jest polityka prowadzona przez ten kraj, zwłaszcza w ostatnich dziesięcioleciach. Dążenie do dominacji, ekspansywność i lekceważenie innych. To wszystko nie budzi sympatii, mimo usilnych prac nad kształtowanie przyjaznego oblicza państwa niemieckiego. W ostatnim czasie Niemcy notują absolutną zapaść swojego wizerunku i autorytetu. Jako kraj współodpowiedzialny za agresję rosyjską na Ukrainę i świadomie uzależniony od Kremla szaleńczą polityką energetyczną (rurociągi pod dnem Bałtyku) a w dodatku lansujący idiotyczny program ekologiczny „Fit for 55”, który doprowadzi Europę do zapaści ekonomicznej, politycznej i kulturowej, Niemcy uważane są za państwo wstępujące w okres izolacji i zmarginalizowania.

Osobny problem to relacje polsko-niemieckie. O tym, że podczas wojny Niemcy zabili blisko 6 milionów obywateli polskich, a  Polska została celowo przez Niemców zniszczona, okradziona i zrujnowana, Republika Federalna udawała, że nie pamięta. W dodatku w Niemczech trwa od dziesiątków lat głęboka antypolskość, połączona z pogardą wobec nas. Polacy w Niemczech traktowani są lekceważąco i nie zostali uznani dotąd za mniejszość narodową. W dodatku realizowana jest konsekwentnie polityka odbierania polskim rodzinom dzieci przez specjalne urzędy (Jugendamty). Dzieci te następnie poddawane są germanizacji. Niemcy prowadzą też fałszywą politykę historyczną próbując obarczyć winą za zbrodnie wojenne tzw. „nazistów” (których wbrew prawdzie wcale nie utożsamia się z Niemcami) oraz Polaków. Obecnie Niemcy prowadzą swoistą wojną hybrydową wobec Polski realizowaną za pomocą organów Unii Europejskiej (głównie Komisji Europejskiej). Polega ona na prześladowaniu nas za rzekomy brak praworządności (która jest u nas na wielokrotnie wyższym poziomie niż w Niemczech, wykazujących obecnie cechy państwa autorytarnego, np. pozbawionego w praktyce wolnej prasy). Na Polskę nakładane są wielomilionowe kary, a należne nam pożyczki i dotacje wysokości 70 miliardów euro na odbudowę kraju po epidemii covidowej zostały zablokowane. Niemcy bezwzględnie ingerują w nasze sprawy wewnętrzne, wykorzystując do tego organy Unii Europejskiej.

Od wielu lat w Niemczech lansowana jest teza o wyższości kulturowej Niemców nad Polakami i mieszkańcami innych krajów Europu Środkowej. Teza ta budzi wręcz przerażenie swoją absurdalnością. Niemcy, to kraj o rzeczywiście starej i bogatej kulturze (podobnie jak Polska), który jednak w okresie hitleryzmu stał się kulturalną i moralną pustynią. Do dzisiaj trwa odbudowa niemieckiej kultury i jest to proces bardzo powolny. Do tego dochodzi głęboka demoralizacja społeczna Niemców. W kraju który dokonał niesłychanej barbarzyńskiej zbrodni na milionach Żydów dzisiaj szerzy się antysemityzm. O Polakach zaś opowiada się w telewizji głupie prymitywne dowcipy. Samo zachowywanie się niektórych niemieckich turystów w Polsce (butne, zarozumiałe, pogardliwe wobec mieszkańców naszego kraju) budzi wśród Polaków zażenowanie.

Ostatnio okazało się, że Niemcy niechęć do Polaków przenoszą także na… zwierzęta pochodzące z Polski. Nasz kraj słusznie chlubi się ocaleniem gatunku żubra. W roku 2017 liczba tych pięknych zwierząt w Polsce wynosiła 1873 osobniki. Największe stado żyje oczywiście w Puszczy Białowieskiej. Wymaga ono systematycznego dokarmiania (jest zbyt wielkie jak na areał puszczy), co czyni się od lat dużym nakładem środków finansowych. Zdarzają się w Polsce żubry, które podejmują wędrówkę po kraju. Taki osobnik, nie bojący się ludzi, dotarł do województwa lubuskiego. Budził on duże zainteresowanie, był obserwowany przez wiele osób i dokarmiany, o jego obecności mówiono nawet w miejscowych programach informacyjnych. Żubr stał się wręcz ulubieńcem mieszkańców okolicznych miast i wsi. Niestety – król puszczy popełnił duży błąd, przepłynął Odrę i wkroczył na terytorium Niemiec. Na portalu internetowym „wPolityce.pl” czytamy:

Do zdarzenia doszło w środę [13 września 2017 r.] po południu w okolicach miejscowości Lubusz (niem. Lebus) nad Odrą, na północ od Frankfurtu. Zwierzę zastrzelili niemieccy myśliwi, ponieważ rzekomo „było niebezpieczne dla mieszkańców oraz ruchu na drogach”. Teraz głowa zwierzęcia ma trafić… do lokalnego muzeum.

Mięso żubra zostało zjedzone na miejscowym festynie grillowym (w formie gulaszu). Dodajmy, że żubr, także w Niemczech, jest formalnie zwierzęciem chronionym.

Przy tej bezwzględnej i wrogiej wobec Polski linii politycznej Republiki Federalnej Niemiec w środkach masowego przekazu w Niemczech stosuje się swoistą lukrowaną nowomowę, osiami narracji są określenia typu: „pojednanie”, „partnerstwo”, „współpraca”. Równocześnie Niemcy prowadzą politykę, która traktuje nasz kraj jako wroga, który należy maksymalnie osłabić gospodarczo i podporządkować sobie w charakterze neokolonialnej prowincji. Musimy zrobić wszystko, żeby obronić się przed agresją niemiecką, która ma (jak już podkreślałem) charakter nie wypowiedzianej wojny hybrydowej. A do sumy 850 miliardów dolarów reparacji musimy doliczyć jeszcze ze 200 miliardów dolarów kary za pogardę okazywaną przez Niemców Polakom w latach wojny i potem!

 

 

„Polityka niemiecka jako dążenie do osłabiania Polski, głównie na gruncie ekonomicznym”

Były już niemiecki ambasador w Polsce Arndt Freytag von Loringhoven w pożegnalnym wywiadzie udzielonym pod koniec czerwca „Rzeczpospolitej” stwierdził, że relacje między Berlinem i Warszawą mocno się pogorszyły od chwili wybuchu wojny na Ukrainie. Jako główną przyczynę zapaści wskazał prowadzoną od 2015 r. politykę rządu PiS.

Jeśli spojrzeć na to z perspektywy Berlina, to być może rzeczywiście można odnieść takie wrażenie. Polska, wcześniej potulna i niesprawiająca kłopotów, nagle zaczęła wierzgać. Tyle że to tylko wrażenie. Po prostu rządy Zjednoczonej Prawicy jako pierwsze zaczęły otwarcie mówić o istniejącej asymetrii w stosunkach z Niemcami i podjęły próbę nadania wzajemnym relacjom partnerskiego charakteru, co – rzecz jasna – Berlinowi niespecjalnie odpowiada.

Jeśli więc ktoś chce uczciwie odpowiedzieć na pytanie, kiedy i czemu nasze stosunki się pogorszyły, to powinien zauważyć, że one od samego początku, czyli od upadku PRL, były złe. Nie w znaczeniu wzajemnej wrogości, ale właśnie w sensie braku jakiejkolwiek symetrii. Dopóki kolejne rządy w Warszawie – przymuszone do tego lub nie – akceptowały taki stan rzeczy, Berlin nie miał żadnych poważnych zastrzeżeń do relacji z Polską. Gdy jednak do władzy doszedł PiS i postanowił skończyć z dotychczasową nierównowagą, natychmiast po stronie niemieckiej pojawiły się oskarżenia.

Oczywiście nikt w Niemczech nie powie głośno, że Polska nie ma prawa do prowadzenia własnej polityki, bo byłoby to równoznaczne z przyznaniem się do traktowania wschodniego sąsiada jak wasala. Dlatego więc używa się innych zarzutów: o nacjonalizm, łamanie praworządności itp. Nic też dziwnego, że Niemcy mocno wspierają antypisowską opozycję, przede wszystkim tę spod znaku Tuska i PO, jej powrót do władzy gwarantuje bowiem Berlinowi rozwiązanie „polskiego problemu” i skierowanie polskiej polityki na dawne wasalne tory. To kluczowa kwestia, która teraz, po wybuchu wojny na Ukrainie, nabrała jeszcze większego znaczenia niż kiedyś.

Polityczne kręgi w Berlinie nie ukrywają swojego zaniepokojenia rozwojem sytuacji na Ukrainie. Przy czym w odróżnieniu od Warszawy nie chodzi tu wyłącznie o agresywną politykę Rosji, lecz o perspektywę zwycięstwa Ukrainy. Niemcy nie życzą sobie może całkowitego upadku Ukrainy, ale z pewnością nie chcą wzmocnienia Kijowa kosztem Moskwy.

Silna Ukraina to dla Berlina problem, a silna Ukraina zaprzyjaźniona z Polską, to już problem ogromny – wręcz rewolucja geopolityczna. Taki scenariusz oznaczałby bowiem powstanie u boku Niemiec bloku wschodnioeuropejskiego liczącego blisko 100 mln ludzi, silnego militarnie i dysponującego sporymi zasobami gospodarczymi. Pozycja Niemiec, i tak już osłabionych konsekwencjami swojej samobójczej polityki wschodniej, musiałaby spaść, bo zrównoważyłby ją nowy blok na wschodzie.

Niemcy bez swoich wschodnioeuropejskich wasali nadal pozostają silnym graczem, ale już nie na tyle silnym, by zdominować całą europejską politykę. Łatwo tu dostrzec, że interesy niemieckie spotykają się w tym miejscu z rosyjskimi. Nie chodzi o to, że w Berlinie kochają Putina (bo nikt go tam nie kocha), ale o to, że w polityce niemieckiej i rosyjskiej nie ma miejsca dla podmiotowej, niezawisłej Europy Wschodniej. Ten region to dla obu państw przedmiot targu i ekspansji. Różnica polega tylko na formie tej ekspansji – w przypadku Niemiec głównie politycznej i gospodarczej, a w przypadku Rosji – militarnej. Gdzie pojawi się linia rozgraniczenia interesów, to już jest kwestia do negocjacji.

Moskwa, uderzając na Ukrainę i naciskając na Berlin swoją polityką energetyczną, postanowiła niejako przymusić Niemcy do targów: nie będzie pokoju, stabilizacji i dobrobytu bez nowego podziału stref wpływów w Europie. Przy czym Niemcy – jeśli chcą zachować cokolwiek na wschodzie – powinny działać samodzielnie, bez oglądania się na Amerykę i NATO.

Ta wyraźna, choć niesformalizowana oferta Rosjan, nasuwająca pewne skojarzenia z paktem Ribbentrop–Mołotow, mocno skonfundowała Niemców. Berlin zdaje sobie sprawę z ryzyka. Wejście w jakikolwiek pakt z kremlowskim diabłem grozi rozbiciem Zachodu, odmowa – dalszą eskalacją i wojną. Dlatego Niemcy hamletyzują, robią uniki, szukając jakiegoś wyjścia z zastawionej na nich na Kremlu pułapki. Na razie widzą – jak się zdaje – tylko jedno wyjście, domagać się jak najszybszego zawarcia rozejmu lub pokoju, ale to jest przecież niemożliwe, bo Ukraina nie zamierza iść Rosji na żadne ustępstwa.

Być może Kijów byłby bardziej potulny, gdyby ograniczyć pomoc płynącą z Polski i Zachodu. Berlin, nie licząc symbolicznych dostaw, nie wysyła więc broni na Ukrainę i stara się temperować zbyt bojowe nastroje w naszej części Europy. Karci Litwinów, którzy zgodnie z pierwotnymi unijnymi wytycznymi nie przepuszczali przez swoje terytorium objętych sankcjami towarów do Królewca, i rozmywa wszelkie obietnice składane Ukraińcom i pomagającym im państwom.

Charakterystyczny był tu przypadek czołgów Leopard, które miały trafić do Polski jako rekompensata za dostarczone przez nas na Ukrainę wozy T-72. Niemcy konsekwentnie odmawiały jakichkolwiek dostaw ciężkiej broni na Ukrainę, tłumacząc to zwykle obawami przed nadmiernym uszczupleniem zdolności bojowych Bundeswehry. W końcu pod presją zgodziły się na handel wymienny i zaoferowały, że przekażą swoje czołgi tym sojusznikom z NATO, którzy sami oddadzą podobny sprzęt Ukraińcom. Być może w Berlinie uważano, że nikt się na taki deal nie zdecyduje i sprawa się rozmyje. Tymczasem Polska wysłała Ukraińcom 200 czołgów i gdy – zgodnie z niemiecką ofertą – zapytała o obiecane leopardy, została odprawiona z kwitkiem. Podobno zaoferowano nam jedynie przestarzałe, wybrakowane czołgi z magazynów, na co oczywiście się nie zgodziliśmy.

Wiarygodność Niemców jako partnera i sojusznika po raz kolejny mocno na tym ucierpiała, z czego oczywiście najbardziej cieszą się na Kremlu. Skołowane i przestraszone Niemcy znów przecież zachowały się tak, jak to przewidziano w Moskwie. Gdy więc ambasador Freytag von Loringhoven mówi dziś w ślad za swoim rządem w Berlinie, że Polska swoim uporem niszczy jedność Zachodu w obliczu rosyjskiego zagrożenia, to zwyczajnie odwraca kota ogonem. To Niemcy, oczywiście nie całkiem intencjonalnie, grają według kremlowskiego scenariusza i podkopują w ten sposób wiarygodność zachodniego sojuszu, bo wcześniej same pozwoliły się Moskwie zniewolić i zaszantażować. 

Niemcy, w tym wspomniany ambasador Freytag von Loringhoven, przyznają wprawdzie, że popełniono błędy w ocenie polityki Rosji. I że źle się stało, że Berlin przez wiele lat ignorował ostrzeżenia płynące z Polski i innych państw naszego regionu. Jednak takie oświadczenia mają w przypadku Niemców głównie rytualny charakter.

Po zbrodniach wyrządzonych podczas II wojny światowej Niemcy opanowały do perfekcji sztukę bicia się w piersi, przy czym niekoniecznie cokolwiek z tego wynika. To tak jak w przypadku reparacji wobec Polski. Niemcy po stokroć przyznają, że owszem ponoszą pełną moralną odpowiedzialność za to, co się w Polsce stało podczas wojny, ale o zadośćuczynieniu finansowym mówić nie będą. Sprawa została formalnie zamknięta po tym, jak peerelowskie władze na polecenie Moskwy zrezygnowały z odszkodowań wojennych. Czy jednak rzeczywiście wszystko jest już przegrane? Biorąc pod uwagę unijne sądy, pewnie tak, jednak najwyraźniej nikt w Berlinie nie jest tego do końca pewien. Nawet z czysto moralnego punktu widzenia, na który tak lubią powoływać się Niemcy, odmowa jakiejkolwiek uczciwej rekompensaty dla najbardziej poszkodowanej ofiary wojny jest trudna do obrony. Dlatego Niemcy wolą uciąć ten temat, bo dyskusja nad nim obnaża ich hipokryzję.

Nic więc dziwnego, że rząd PiS, który nieustannie domaga się od Berlina nie tylko moralnego, ale i materialnego zadośćuczynienia, jest dla Niemców coraz bardziej irytujący. Bo trudno im sobie wyobrazić, że cokolwiek zapłacą za grzechy swoich dziadków. W ogóle nie do pomyślenia jest dla nich sytuacja, że narażą swoją osłabioną kryzysem gospodarkę dla zaspokojenia „nienależnych” żądań finansowych i przy okazji wzmocnią nieprzyjazny (czytaj: niezawisły od Niemiec) rząd w Warszawie. Rzeczywista polityka Niemiec polega przecież na czymś dokładnie odwrotnym – na stałym osłabianiu wierzgającego sąsiada ze wschodu. Z trudem ukrywana wrogość wobec rządu PiS wynika głównie z tego, że obecna ekipa w odróżnieniu od poprzednich próbuje temu przeciwdziałać.

Gdy Niemcy opowiadają, że polski rząd miał rację, ostrzegając przed Rosją, to poza werbalnymi deklaracjami również niewiele z tego wynika. Berlin dużo mówi np. o końcu dotychczasowej polityki energetycznej, ale jednocześnie pozbywa się kolejnych elektrowni jądrowych. A to oznacza deficyt energii w Niemczech, którą trzeba będzie jakoś uzupełnić. Wiatraki nie wystarczą, więc wracają węgiel i gaz.

Ostatnio Niemcy – wbrew polityce sankcyjnej – wymusiły zwrot turbiny zasilającej gazociąg Nord Stream 1, która była remontowana w Kanadzie. Domagali się tego Rosjanie, którzy – by przymusić Berlin do większej uległości – wstrzymali przesył gazu do Niemiec. Formalnie z powodu prac konserwacyjnych. Berlin dobrze zrozumiał wysłany mu sygnał.

Coraz więcej słychać też o możliwym odmrożeniu drugiej nitki Nord Stream, tej, która po rosyjskiej inwazji na Ukrainę miała jakoby zostać na zawsze zamknięta. Nadzieję na jej otwarcie daje werdykt TSUE, który przekazał do ponownego rozpatrzenia kwestię niezgodności Nord Stream 2 z unijną dyrektywą gazową. Otwarcie o konieczności uruchomienia gazociągu mówią też niektórzy, na razie drugoplanowi, politycy niemieccy. Wyraźnie widać, że temat jest wrzucany na forum publiczne zapewne po to, aby Niemcy i Europa stopniowo się oswajały z taką możliwością.

Można to także odczytywać jako formę szantażu wobec innych – zwłaszcza wschodnioeuropejskich – sąsiadów. W tym kontekście pojawia się bowiem propozycja, by w ramach europejskiej solidarności udostępnić Niemcom nieco gazu z polskich zapasów. Dzięki temu Berlin nie będzie tak uzależniony od dostaw z Rosji. Pomysł ten został instynktownie odrzucony przez część polskiej opinii, zwłaszcza tej prawicowej. Niemcy, jak się trafnie zauważa, nie wykazywały się dotąd wobec Polski jakąś szczególną solidarnością, co widać nie tylko na przykładzie wspomnianej sprawy czołgów Leopard czy reparacji wojennych, ale i ogólnie – całej polityki wschodniej Niemiec opartej na współpracy z Rosją kosztem Europy Wschodniej. Jedynym w ostatnim czasie przypadkiem odwoływania się przez Berlin do solidarności z naszym regionem była kwestia relokacji imigrantów w 2015 r. Ale wtedy, podobnie jak teraz, chodziło wyłącznie o rozwiązanie problemu, do którego Niemcy sami doprowadzili.

Oczywiście idea europejskiej solidarności wobec zagrożenia ze wschodu jest słuszna i warta wsparcia, ale Niemcy musiałyby wcześniej same się do tej polityki przyłączyć i ją stosować.

Na razie polityka niemiecka – mimo wojny na granicach Unii – nie uległa jakimś zasadniczym przeobrażeniom. Nadal można w niej dostrzec dążenie do osłabiania Polski, głównie na gruncie ekonomicznym. Niedawno pojawiły się zapowiedzi blokowania budowy portu kontenerowego w Świnoujściu, ciągle są zamrożone środki z KPO, o których decyduje wprawdzie Komisja Europejska, ale chyba tylko ktoś naiwny uwierzy, że głos Niemiec nie ma tu znaczenia.

Wreszcie trudno nie dostrzec potęgi niemieckiego kapitału medialnego w Polsce, który znowu intensywnie atakuje wszystko, co potencjalnie może wzmocnić naszą niezależność. Od przekopu Mierzei Wiślanej począwszy, przez Centralny Port Komunikacyjny, na polskich kontraktach zbrojeniowych skończywszy, a to przecież jest jedynie przykładowy i niepełny katalog kampanii prowadzonych wbrew polskim interesom. Warto też zauważyć, która opcja polityczna w Polsce takie kampanie czynnie wspiera. Naturalnie chodzi tu o Platformę Obywatelską i Donalda Tuska, który – co znamienne – w swoich ostatnich wystąpieniach publicznych regularnie odwraca uwagę odbiorców od wojny na wschodzie i kieruje ją przeciwko rządowi PiS. Temu samemu rządowi, który od lat uwiera Niemców. A więc to nie Rosja najbardziej zagraża Polakom i ich dobrostanowi, lecz pisowski reżim.

Porozumienie polsko-niemieckie byłoby z pewnością korzystne dla obu stron i należy do niego dążyć. Dopóki jednak Niemcy nie zrozumieją, że kluczem do takiego porozumienia jest równoprawne traktowanie sąsiada, dopóty niewiele się zmieni. Górnolotne słowa o moralności nigdy przecież nie zastąpią jej samej.

https://wpolityce.pl/tygodniksieci/606896-papierowy-sojusznik-dazenie-do-oslabiania-polski

18.07.2022

Niemcy są po prostu wrogiem Polski. „Głównym celem naszego zachodniego sąsiada jest w tej chwili federalizacja Unii”

Główny cel Niemiec? Federalizacja i dominacja ekonomiczna nad krajami Europy

Unia Europejska jest już w zasadzie zupełnie opanowana przez Niemcy. Głównym celem naszego zachodniego sąsiada jest w tej chwili federalizacja Unii i stworzenie z niej jednego państwa, które formalnie zarządzane byłoby z Brukseli, faktycznie zaś z Berlina. Głównym sposobem działania ma być „ekologizacja” Europy poprzez nałożenie rozmaitych i bardzo kosztownych podatków i obostrzeń prawnych mających na celu redukcję emisji CO2. Niemcy chciały ta metodą ograniczyć znacznie i utrudnić produkcję przemysłową i wytwarzanie energii przez inne kraje unijne – w tym Polskę. Byłoby to wymierzone w konkurencję dla ich towarów, które stają się obecnie coraz słabsze jakościowo (Niemcy mają już ujemny bilans handlu zagranicznego). Celem Berlina jest także zamiana Europy Środkowej w ich kolonię – niedorozwiniętą gospodarczo, ale dostarczającą taniej siły roboczej i surowców. Berlin zdawał sobie sprawę, że cała operacja doprowadzi do ogromnego spadku konkurencyjności towarów europejskich na świecie i do zubożenia obywateli Unii i utrudnienia im normalnego funkcjonowania (np. przez narzucenie drogich, zawodnych i nie nadających się do dalszych podróży samochodów elektrycznych). Niemieckim planistom to nie przeszkadzało i nie przeszkadza.

W celu realizacji tych zamierzeń Niemcy zawarły (prawdopodobnie zimą b.r.) układ z Rosją. Z jednej strony wyraziły zgodę na zajęcie Ukrainy przez Putina, zainstalowanie w niej prorosyjskiego rządu i aneksję kolejnych terytoriów ukraińskich do Rosji. Z drugiej strony Rosja obiecała przesyłać Niemcom tani gaz (Nord Stream 2 miał także zostać uruchomiony), na którego dystrybucji w Europie Berlin miał jeszcze dodatkowo zarabiać i wzmacniać swoje wpływy. Gaz rosyjski, obok ekologii miał stać się drugim czynnikiem ułatwiającym federalizację Europy. Niemcy liczyły nas to, że wojna na Ukrainie potrwa najwyżej tydzień. Zakładały też, że będą trochę protestować pro forma, a potem po kilku tygodniach wszystko wróci do tzw. normy.

Realizacja planu napotkała jednak na trudności. Bohaterska obrona Ukraińców trwa już prawie pięć miesięcy, Rosjanie dokonują straszliwych aktów terroru i ludobójstwa. Niemcy muszą więc dołączać (niechętnie i niemrawo) do protestów przeciwko agresji i zbrodniom rosyjskim, aczkolwiek broni przekazują Ukrainie bardzo niewiele. Jednak zniecierpliwieni Rosjanie straszą Berlin zupełnym odcięciem dostaw gazu, co wywołało ostatnio niesłychaną panikę nad Szprewą.

Rola Polski

Nasz kraj w tej całej układance odgrywa istotną rolę. Podporządkowanie Polski i ustawienie jej w klasycznej roli neokolonialnej, Niemcy uważają za jeden z pierwszorzędnych celów. Byłoby to dla nich także równoznaczne z odzyskaniem (w jakimś sensie) terytoriów straconych w 1945 r. o których pamiętają (chociaż udają, że nie pamiętają). Niemcy dążą więc za wszelką cenę do zainstalowania w Polsce rządu, który będzie im sprzyjał (jak mówił Kisiel: „zgadnij Koteczku czyj to ma być rząd?”). Dla Angeli Merkel i jej następcy narzędziem blokowania funkcjonowania polskiego przemysłu są sankcje finansowe aplikowane Polsce przez Niemców za pośrednictwem Komisji Europejskiej. Zablokowanie nam dotacji i pożyczek covidowych wysokości 70 miliardów euro za karę za rzekome łamanie praworządności, to wyłączna zasługa naszych sąsiadów zza Odry. Jeden z ich motywów to obawa, że tak wielka suma może jeszcze bardziej rozkręcić naszą gospodarkę. Najbardziej oburza fakt, że obecnie, gdy Polacy udzielają tak znaczącej pomocy uchodźcom ukraińskim (których liczba dochodziła do 4 milionów) i wydają na to olbrzymie pieniądze, Niemcy (oczywiście pod płaszczykiem Unii Europejskiej) blokują nam dotacje, każą też płacić odszkodowania za nie zrealizowanie, a przy tym bezprawne i absurdalne postanowienia TSUE. Pomijam już te kwestię, że nie udzielono nam żadnego wsparcia finansowego w naszych szeroko zakrojonych i kosztownych akcjach pomocowych dla uchodźców ukraińskich. Naiwnością byłoby zresztą oczekiwać czegokolwiek od najbardziej skąpego i pazernego państwa na świecie, a takim są właśnie Niemcy.

Owe „kamienie milowe” i puste obietnice Urszuli von der Leyen służą tylko mydleniu nam oczu. W żadne słowa tej pani nie można już wierzyć. Wykonuje ona zresztą nie polecenie gremiów unijnych, ale po prostu rządu federalnego Niemiec, chociaż pod płaszczykiem Komisji Europejskiej. Spełnianie wymagań owej Komisji Europejskiej (np. w kwestii Likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego) powoduje tylko wysuwanie coraz to nowych i coraz to bezczelniejszych postulatów. Można się domyślać, że wkrótce pojawią się żądania typu: zezwolenie na małżeństwa homoseksualne, na adopcję dzieci przez homoseksualistów, na wpisywanie do dowodów osobistych opcji płci „niebinarnej” itp.

Antypolskie działania Berlina

Już od wielu miesięcy twierdzę, że Polska tych pieniędzy nie dostanie. Antypolskich posunięć ze strony Berlina jest tylko ostatnio tak wiele, że można by o nich napisać grubą książkę. Należy więc zastanowić się czy nie przyjąć po prostu, że mamy obecnie dwóch wrogów: Rosję i Niemcy. Fakt, że państwo niemieckie jest naszym wrogiem (mimo wspólnej przynależności do Unii Europejskiej i NATO) niestety nie dociera jeszcze do świadomości większości Polaków. Berlin chciałby przeprowadzić wasalizację Polski wykorzystując Komisję Europejską, TSUE i inne struktury unijne. Są to  bardzo skuteczne narzędzia w rękach dzisiejszych rozzuchwalonych następców Fryderyka II i Bismarcka. Powstają więc pytania: czy rzeczywiście opłaca się nam pozostawać w Unii? Czy w warunkach gdy nakłada się na nas jakieś absurdalne kary finansowe, odbiera się nam należne pieniądze (70 miliardów euro to prawie 3/4 rocznego budżetu Polski) i każe się płacić jakieś makabryczne podatki za emisję CO2, a także podważa się naszą suwerenność w dziedzinie ustroju sądownictwa i w dziesiątkach innych spraw, a wszystko to służy budowaniu dominacji Niemiec nad nami, mamy nadal udawać, że przynależność do Unii jest dla nas korzystna? Czy nie lepiej podziękować Niemcom oraz ich adherentom i pójść swoją drogą? Odpowiedź jest oczywista. Z pewnością wybranie wolności będzie nas sporo kosztowało i wywoła niemałe perturbacje polityczne, ale nie ma innego wyjścia.

Gdy w kwietniu b. r. Rosja zablokowała Polsce dostarczanie gazu, żaden kraj europejski nie zadeklarował chęci udzielenia nam pomocy. Niemcy oczywiście nabrały wody w usta. Dzisiaj, gdy to Niemcom grozi brak gazu w wyniku knowań Putina Komisja Europejska postuluje, aby wszystkie kraje, w tym także Polska zobowiązane były przymusowo do dostarczania gazu Niemcom. Na takie dictum powinniśmy eurokratom odpowiedzieć krótko: odczepcie się od nas i zajmijcie się np. prostowaniem bananów (aby stały się zgodne z normami unijnymi), albo zbieraniem szparagów (w Niemczech). My sobie bez was damy radę!

Dr Bartosiak: Los i historia doprowadziły do tego, że Polska ma dzisiaj szansę sięgnąć po coś więcej, niż utrzymanie status quo.

W ogóle Berlin jest mocno zaniepokojony emancypacją Europy Środkowo-Wschodniej, która bez pytania zaczęła prowadzić własną politykę wobec wojny Ukrainy i Rosji. Przecież przez dekady rosyjskie surowce pomagały – nie tylko Niemcom – zachować wysokomarżowość ich przemysłu, ale również lewarowały ich siłę polityczną na kontynencie. To dzisiaj wyraźnie widać

— mówił.

Berlin nie byłby tak wpływowy i konkurencyjny, gdyby nie tani gaz i ropa z Rosji, pozyskiwana kosztem bezpieczeństwa naszego regionu. Myślę, że gdy opadnie kurz wojny, po kryzysie wewnątrz NATO czeka nas kryzys Unii Europejskiej. Wydaje mi się, że Polska i państwa wschodniej flanki NATO nie zgodzą się na stworzenie projektu federacyjnego, w którym długodystansowo Rosja jest jednym z elementów stabilności energetyczno-gospodarczej

— dodał dr Bartosiak.

Los i historia doprowadziły do tego, że Polska ma dzisiaj szansę sięgnąć po coś więcej, niż utrzymanie status quo. Do tego potrzebna jest jednak silna, suwerenna i zwycięska w wojnie Ukraina, a to trudne zadanie

https://wpolityce.pl/polityka/603203-dr-bartosiak-ostrzega-mozemy-znalezc-sie-w-wojnie-z-rosja

Kim jest Kanclerz Scholz?

Co o kanclerzu Niemiec mówi jego przeszłość i czego możemy się po nim spodziewać w przyszłości? W najnowszym filmie eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich biorą pod lupę postać Olafa Scholza i przypominają sporo nieznanych wielu osobom faktów z przeszłości. Dlaczego Scholz politykę, która z perspektywy zwłaszcza wschodniej flanki NATO jest kontrowersyjna? Co mówi Olaf Scholz o wojnie na Ukrainie? Najnowszy materiał OSW rzuca nieco więcej światła na zakulisowe działania niemieckiego kanclerza.

Ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich dr Anna Kwiatkowska przypomina, że obecny kanclerz Niemiec w młodości działał w socjalistycznych młodzieżówkach partyjnych i był żarliwym marksistą. Warto podkreślić, że swoją polityczną karierę Olaf Scholz rozpoczął w wieku 17 lat, gdy wstąpił do młodzieżówki SPD.

Bardzo ciekawa jest ta młodość Olafa Scholza ponieważ on był bowiem żarliwym marksistą, co nie każdy wie… Był bardzo mocno zaangażowany w pracę z młodzieżówką FDJ – młodzieżówką enerdowską – młodzieżówką ludzi skupionych wokół socjalistycznej Partii Jedności Niemiec. Bardzo blisko z nimi współpracował. Pisał też bardzo dużo do różnych takich pisemek młodzieżówki socjaldemokratycznej już RFN-owskiej, gdzie wygłaszał bardzo podobne poglądy jak koledzy z FDJ. Walczył o pokój, odprężenie, walczył z industrialno-militarnym kompleksem – to cytaty wszystko – zbrojeniowym USA, zwalczał agresywne NATO – to też cytat. 
– mówi dr Anna Kwiatkowska – ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich.

https://niezalezna.pl/446695-kim-naprawde-jest-kanclerz-niemiec-krotka-historia-jak-olaf-scholz-bedac-zarliwym-marksista-zwalczal-agresywne-nato

 

https://wgospodarce.pl/informacje/95593-robiac-biznes-z-kremlem-niemcy-graja-przeciwko-unii

https://dorzeczy.pl/kraj/98824/niemcy-nas-naucza.html

https://wpolityce.pl/swiat/553491-uklon-w-strone-kremla-ale-nie-tylko

 

Wywiad J.Kaczyńskiego na temmat Niemiec i Rosji, w obliczu wojny.

– [Niemcy] Polski nie traktują jak równoprawnego partnera – ich celem jest dzielenie nas, ograniczanie, trzymanie pod butem. […] I żeby było jasne, chciałbym, by było inaczej, i mam nadzieję, że kiedyś to państwo znajdzie w sobie siłę do głębokiej przemiany. Póki co jest w Europie – stwierdzam to z przykrością – niezwykle destrukcyjnym elementem” – mówi w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” Jarosław Kaczyński. Całość rozmowy prezesa PiS z Katarzyną Gójską i Tomaszem Sakiewiczem w najbliższym numerze tygodnika „Gazeta Polska”, dostępnym w sprzedaży od środy 15 czerwca.

 

https://niezalezna.pl/446333-jaroslaw-kaczynski-dla-gazety-polskiej-niemcy-sa-w-europie-niezwykle-destrukcyjnym-elementem

Program Wschodni: Dążenia Niemiec do Nord Stream 2 pokazują po czyjej stronie opowiadają się w konflikcie Rosja-Ukraina

Prezydent Putin pokazuje swoją siłę i udowadnia bezkarność / Krzysztof Skowroński, „Kurier WNET” nr 84/2021

 

https://niezalezna.pl/266121-wiceprezydent-usa-ostrzega-przed-zaleznoscia-od-rosji-mocny-glos-w-sprawie-nord-stream-2

https://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/gazowa-niepodleglosc,2640877,4199

https://niezalezna.pl/399340-w-kleszczach-rapallo-2

https://niezalezna.pl/266233-naimski-ostro-o-kulisach-nord-stream-2-trzeba-siegnac-do-wypowiedzi-putina-z-westerplatte

https://wpolityce.pl/polityka/355971-rosja-wielki-sasiad-niemiec-niebywala-troska-rfn-o-to-kto-i-jak-powinien-rzadzic-w-polsce

https://dorzeczy.pl/kraj/86695/Musial-Wspolpraca-niemiecko-rosyjska-kwitnie-od-czasow-ZSRR-To-sie-nie-zmieni.html

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/witold-jurasz-nord-stream-2-czyli-o-zludnych-nadziejach-warszawy/wyypr8l

https://niezalezna.pl/268857-niemiecki-dwuglos-ws-nord-stream-2-polityczna-ustawka-to-jedna-z-brzydkich-metod-w-polityce

https://niezalezna.pl/272483-podwojne-standardy-niemiec-w-stosunkach-z-rosja-interesy-po-cichutku-sa-realizowane

https://wpolityce.pl/swiat/460806-ze-rosja-usprawiedliwia-inwazje-39-r-to-jasne-ale-niemcy

https://niezalezna.pl/286789-polskie-drogi-rosyjski-cien-gazeta-polska-panstwo-straci-miliardy-kto-zarobi

https://dorzeczy.pl/kraj/177409/nord-stream-2-rosja-odpowiada-przylebskiemu.html

https://dorzeczy.pl/ekonomia/119340/ekspert-miazdzy-niemiecka-polityke-energetyczna-to-w-duzej-mierze-zasluga-zrecznej-propagandy.html

https://niezalezna.pl/303176-niemcy-niezadowolone-z-sankcji-nalozonych-przez-usa-ambasador-wyjasnia-decyzje

Niemcy aktywnie lobbują w USA przeciwko sankcjom na NS2! „Bild” oskarża: Spółka ma wyjątkowo dobry dostęp do Urzędu Kanclerskiego

https://niezalezna.pl/301632-minister-niezwykle-ostro-o-rosji-penetruje-instytucje-korumpuje-elity-to-trzeba-przeczytac

https://niezalezna.pl/301608-zabolaly-sankcje-nalozone-w-zwiazku-z-nord-stream-2-zemste-planuje-niemiecki-biznes-w-rosji

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/polacy-zawsze-beda-obserwowac-niemcy-i-rosje-bialy-dom-odtajnia-dokumenty/xzp7271