Między młotem, a kowadłem

Polecane artykuły

Nagroda dla Tuska, za obalenie rządu PiS.

Donald Tusk na pewno dostanie jakąś nagrodę jeśli wykona w Polsce zadanie, z którym tutaj przyjechał. A jego zadanie jest proste i jasne, widzimy to każdego dnia: obalenie rządu Prawa i Sprawiedliwości, czyli przerwanie tej polityki rozwoju suwerennego państwa polskiego i wprowadzenie Polski z powrotem na tory państwa zależnego od wpływów wschodnich, zachodnich – w zależności od tego, jak się opłaca poszczególnym politykom. To jest dla mnie oczywiste, że taką wizję realizuje Donald Tusk, bo już raz ta wizja sukces mu przyniosła

– powiedział senator PiS.

Marek Pęk przypomniał sytuację sprzed lat. Donald Tusk zadeklarował w lutym 2014 roku – odnosząc się do spekulacji o możliwości objęcia przez niego stanowiska w Unii Europejskiej – że nie jest tym zainteresowany, bo chce się zająć sprawami polskimi. Był wtedy premierem. Kilka miesięcy później, 9 września 2014 roku, złożył dymisję ze stanowiska w Polsce po tym, jak kilka dni wcześniej otrzymał posadę przewodniczącego Rady Europejskiej.

Wtedy kiedy tonął okręt Platformy Obywatelskiej on zarzekając się, że nigdzie się nie wybiera, jednak poszedł na ciepłą posadkę do Unii Europejskiej i to z namaszczenia Angeli Merkel, a nie polskiego rządu. Więc jest to polityk, który realizuje w Polsce cele niemieckie dzień po dniu

– dodał Pęk.

O tym, że scenariusz powrotu Tuska do Brukseli jest realny, mówił „Gazecie Polskiej” już w sierpniu szef Narodowego Banku Polskiego prof. Adam Glapiński. Jak wtedy ujawnił, w kuluarach na spotkaniu banków centralnych wprost mówiło się o posadzie dla Tuska i zadaniach, jakie musi najpierw wykonać. 

– W Bazylei, gdzie odbywają się co dwa miesiące regularne spotkanie banków centralnych, głównie rozmawia się na temat sytuacji finansowej na świecie. Oczywiście, podobnie jak przy okazji spotkań innych gremiów, w kuluarach dyskutuje się też o polityce międzynarodowej. I od jakiegoś roku mówi się, że zadanie wyznaczone przez Brukselę dla Tuska to nie tylko obalenie przez niego istniejącego w Polsce rządu i wprowadzenie naszego kraju na kurs do strefy euro. Po zrealizowaniu tych zadań Tusk ma wrócić do Brukseli, zostać szefem Komisji Europejskiej i realizować przyspieszoną budowę państwa europejskiego. Rozważane są tylko kandydatury Tuska i Kristaliny Georgiewej, szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, jako reprezentantów Europy Centralnej,

powiedział Glapinski.

państwie narodowym źródłem mocy i władzy jest naród, jego historia, skuteczność w trosce o państwo. W strukturze ponadnarodowej, z fikcyjną demokracją (bo na wspólnym poziomie niemal całego kontynentu nie jest ona możliwa), z realnym „liberalnym” zamordyzmem medialnym, źródło władzy nad tubylcami jest zewnętrzne. Daje to perspektywę zbudowania trwałego systemu oligarchicznego, wygodnego dla wąskich klas uprzywilejowanych, choć ze straszliwym w finale kosztem dla Polski i Polaków.

Ulegając temu złudzeniu duża część naszych elit pracuje przeciw własnemu państwu, z wielką naiwnością wierząc w jakieś centralistyczny potwór europejski budowany przez Niemcy. Nie wiedzą, że gdyby to się ziściło, szybko wylądują na marginesie, jak to się stało z magnatami wspierającymi rozbiory Polski.

Ale próbują. Ten ich plan uda się tylko wtedy, gdy sami Polacy uwierzą we własną małość, niezdolność do działania, jakieś państwowe upośledzenie.

Polska ma być słaba, ma nie mieć ambicji, ma nie być zdolna do działania, do suwerennego życia. Każdy dowód, że jest inaczej, a Polska, duży kraj w centrum Europy, z 1000-letnią tradycją państwową, z dynamicznie rozwijającą się gospodarką chce iść w górę, a nie redukować się do roli zaplecza taniej siły roboczej dla Niemiec, psuje im plany.

I tak by było gdyby nie obóz Jarosława Kaczyńskiego, kontynuujący myśl państwową śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Napisał M. Karnowski

Ciekawe podsumowanie zmian stosunku społeczeństwa polskiego do Niemiec przez Stanisława Janeckiego:

Koniec strachu przed Niemcami.

Mimo zawarcia 12 września 1990 r. umowy końcowej w sprawie Niemiec (tzw. traktat 2+4), mimo podpisania 14 listopada 1990 r. polsko-niemieckiego traktatu granicznego, wejścia Polski do NATO (12 marca 1999 r.) oraz wstąpienia Polski do Unii Europejskiej (1 maja 2004 r.), dopiero 1 września 2022 r. faktycznie mógł zniknąć strach Polaków przed Niemcami.

Akurat wtedy opublikowano „Raport o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej 1939–1945”. Raport i wynikające z niego konsekwencje, czyli przede wszystkim wystąpienie do rządu w Berlinie o reparacje, stały się ważnym bezpiecznikiem dla Polski i czymś w rodzaju haka na Niemcy, gdyby odradzały się tam nieprzyjazne wobec Polski nastroje i działania. Wbrew temu, co mówi opozycja w Polsce, raport i wynikające z niego reparacje nie zaogniają stosunków z Niemcami (pada argument, że w czasie wojny na Ukrainie wojna z Niemcami jest szaleństwem), lecz przypominają Niemcom ich miejsce, odpowiedzialność i zobowiązania. To jest ten hak na niemiecką nieodpowiedzialność i nieprzewidywalność, gdyby znowu się ujawniły. I ten hak pojawia się w momencie, gdy Polska jest silna gospodarczo, konkurencyjna, w szybkim tempie odrabia cywilizacyjne zapóźnienia, a w wielu miejscach Polacy żyją już na europejskim poziomie. Coraz więcej rodzajów nowoczesnych usług, np. bankowych, zdrowotnych, administracyjnych, jest w Polsce znacznie wyżej rozwiniętych niż w Niemczech.

Strach to były także kompleksy wobec Niemiec i ich waluty (wcześniej marki, a obecnie euro), wobec przedsiębiorców dających z łaski pracę Polakom (obecnie trzeba wielu zachęt i udogodnień, żeby Polacy w Niemczech chcieli pracować), wobec niemieckich uczelni i ośrodków badawczych, wobec przedsiębiorczości, wobec niemieckiej sprawności organizacyjnej. Strach przed Niemcami systematycznie zanikał, mimo że to nadal mocarstwo ekonomiczne – czwarta gospodarka świata z PKB na poziomie 4 bln dol. (polski nominalny PKB w 2021 r. to 645 mld dol.). Ale Niemcy nie są mocarstwem winnych aspektach, a działające na rzecz mocarstwowości związki z Rosją zostały zerwane i skompromitowane. Nigdy w swojej nowożytnej historii Polska nie była tak wolna od niemieckiego zagrożenia jak obecnie i nigdy Niemcy nie były tak ograniczone w możliwościach szkodzenia Polsce, choć wciąż próbują, np. mają największy wpływ na różne formy karania Polski przez Komisję Europejską i inne unijne instytucje. Zniknięcie strachu przed Niemcami nie tyle wynika ze słabości Niemiec, ile ze wzrostu znaczenia i siły Polski, ze wzrostu podmiotowości.

Strach przed Niemcami nie wynikał z siły Bundeswehry czy możliwości militarnej napaści, gdyż od 12 marca 1999 r. Polska jest w tym samym sojuszu wojskowym co Niemcy, czyli w NATO. To nie gwarantuje braku konfliktów między państwami członkowskimi, czego dowodzi spór Turcji i Grecji o Cypr (nienależący do paktu, choć należący do UE), gdzie dochodziło nawet do zbrojnych interwencji, np. tureckiej w 1974 r. Ale Niemcy i ich armia nie są przeciwnikiem Polski. Także politycznie i gospodarczo oba państwa nie są przeciwnikami (oczywiście konkurują i gospodarczo, i politycznie), należąc do Unii Europejskiej. Strach przed Niemcami wynikał przede wszystkim z nierozliczonej przeszłości. Nawet po zjednoczeniu Niemiec 3 października 1990 r. i idącym za tym zawarciem traktatu z Polską.

Wyrazem strachu przed zachodnim sąsiadem Polski była uchwała Sejmu z 25 sierpnia 2004 r., gdzie w pkt 4 można było przeczytać, że Sejm „apeluje do władz Republiki Federalnej Niemiec o uznanie bezzasadności i bezprawności niemieckich roszczeń odszkodowawczych przeciwko Polsce oraz o zaprzestanie kierowania obywateli niemieckich na drogę sądową lub administracyjną przeciwko Polsce; Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wzywa Rząd Rzeczypospolitej Polskiej do podjęcia zdecydowanych kroków w sprawie definitywnego uznania przez Republikę Federalną Niemiec ewentualnej odpowiedzialności odszkodowawczej za szkody poniesione przez obywateli niemieckich wskutek przesiedleń i utraty majątku ludności po II wojnie światowej wynikających z postanowień umowy poczdamskiej oraz wskutek późniejszych procesów repatriacyjnych”. W pkt 2 Sejm oświadczył, że

Polska nie ponosi żadnych zobowiązań finansowych wobec obywateli Republiki Federalnej Niemiec wynikających z II wojny światowej i jej następstw.

Z kolei w pkt 1 Sejm stwierdził, iż

Polska nie otrzymała dotychczas stosownej kompensaty finansowej i reparacji wojennych za olbrzymie zniszczenia oraz straty materialne i niematerialne spowodowane przez niemiecką agresję, okupację, ludobójstwo i utratę niepodległości przez Polskę; Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wzywa Rząd Rzeczypospolitej Polskiej do podjęcia stosownych działań w tej materii wobec Rządu Republiki Federalnej Niemiec”. W pkt 3 Sejm wzywał „Rząd [RP] do jak najszybszego przedstawienia opinii publicznej szacunku strat materialnych i niematerialnych poniesionych przez Państwo Polskie i jego obywateli w wyniku II wojny światowej

Po 1989 r. wielokrotnie podnoszono w Niemczech kwestie ewentualnych niemieckich roszczeń dotyczących przyznanych Polsce podczas konferencji poczdamskiej terenów należących przed wojną do Niemiec oraz podjętych wtedy decyzji o przesiedleniach ludności niemieckiej z terenów Czechosłowacji, Polski i Węgier. Robił to m.in. Związek Wypędzonych, którego liderzy byli posłami do Bundestagu i najczęściej członkami CDU. Polskę straszono nawet militarnym rozwiązaniem w kwestii granicy polsko-niemieckiej, choć polsko-niemiecki traktat z 14 listopada 1990 r. uwzględniał ważność wszystkich dotychczasowych umów i aktów prawnych między Polską a NRD i RFN (z lat 1950, 1951, 1970 i 1989). Polska nie dokonała aneksji niemieckich ziem, lecz wskutek niemieckiej agresji, wojny i okupacji Rosja, czyli do 22 czerwca 1941 r. sojusznik III Rzeszy, w porozumieniu ze zwycięskimi mocarstwami (USA, Wielką Brytanią i Francją) zajęła należące do Polski tereny (48 proc. przedwojennego obszaru RP – 178 tys. km2 ), za co nasz kraj otrzymał rekompensatę w postaci tzw. Ziem Odzyskanych. Niepełną rekompensatę, gdyż ostatecznie utraciliśmy 77 tys. km2 terytorium. Winę za te zmiany terytorialne ponoszą Niemcy, bo to rozpętana przez nie wojna do tego doprowadziła, a konferencja w Poczdamie to tylko potwierdziła. Ten stan rzeczy został zaakceptowany i prawnie zagwarantowany w polsko-niemieckich traktatach, zarówno tym z 7 grudnia 1970 r., jak i z 14 listopada 1990 r.

Na wesoło o Globalnym Ociepleniu:

Nowy zielony schizofreniczny ład.

Można odnieść wrażenie, że żyjemy w świecie tak absurdalnym i sprzeczności pełnym, że schizofrenicznym. Ja nie mam wrażenia, tylko pewność, że tak jest i tym wszystkim zarządzają ludzie o nienormatywnej orientacji intelektualnej, zbiorowa paneuropejska, czy też globalna Sylwia Spurek. Panią europoseł próbującą narzucić swą orientację kulinarną, traktuję jako symbol, ucieleśnienie kreatorów nowego wspaniałego świata. Spurek bywa wykpiwana, ale to ona rządzi, wygrywa i przepycha groteskowe i niebezpieczne pomysły.

Wiele wskazuje na to, że wizje władców nie prowadzą do ocalenia ludzkości, ale do przejęcia kontroli nad populacjami. Wiadomo, że to teoria spiskowa, ale jak mawiają Amerykanie: to, że masz paranoję, to nie znaczy, że nikt cię nie śledzi. Jeśli tych, którzy wierzą w konspirację elit uznać za pomyleńców, to gdzie na skali szaleństwa są ci, którzy mniemają, że na przestrzeni 80 lat wyregulują średnią temperaturę na Ziemi z dokładnością do 1,5 stopnia, zaplanują ją na rok 2100. Nie potrzeba studiów z zoologii, by rozpoznać barana, podobnie stopni naukowych, tajemnej wiedzy by oceniać elektromobilność, czy fit for 55. Ci, którzy wariactwo projektują też wiedzy nie posiedli. Oni udają i dają pokaz arogancji twierdząc, że wiedzą, iż w 2037 roku samochody będą się ładowały tyle czasu ile dziś trwa tankowanie, bo przecież nie powstaną miliony stacji na parkingach pod blokowiskami Europy. Wiedzą jakie niedługo będą odkrycia, bo musieli oszacować pojemność i żywotność akumulatorów dla samochodów elektrycznych. Znają też ich ceny w roku 2035, bo przecież one mają zastąpić te spalinowe, więc muszą być równie dostępne. A może mają być nieosiągalne i ludzkość ma siedzieć w domu przed ekranem, a nie włóczyć po plażach czy górach i jaśnie państwu przeszkadzać? Czytaliśmy o tym co działo się gdy hołota od 500+ nad Bałtyk zjechała. To było nie do zniesienia co niejedna pani z telewizora i gazety zaświadczyć może.

Frans Timmermans, który wariactwa firmuje wie jak będą pracować kopalnie kobaltu niezbędnego do produkcji akumulatorów, albo gdzie są jeszcze nieodkryte złoża. W 2014 roku UNICEF szacował, że w Demokratycznej Republice Konga, skąd pochodzi 60 procent wydobywanego na świecie kobaltu, 40 tysięcy dzieci przekopuje miliony ton rudy za 2 dolary dzienne, by ów metal wydłubać. Od tego czasu wydobycie wzrosło 2 razy. Samochodów elektrycznych jest dziś na całym świecie ledwie 12 mln, zaś po 300 mln spalinowych jest tylko w samej Unii. Timmermans na pewno policzył ile kongijskich dzieci potrzeba do przekopywania miliardów ton rudy dla 300 mln nowych eko samochodów, które w rozsądnym czasie zastąpią spalinowce. A jak nie wie, to spyta Didiera Reyndersa komisarza od sprawiedliwości, bo oni w tej Belgii to mają jakieś własne opracowania o wykorzystywaniu niewolniczej pracy w Kongo.

Wśród 12 milionów elektryków nie ma praktyczniej ani jednej ciężarówki. Chodzi o taką, która transportuje towary i może przewieźć np. śrutę rzepakową z Ukrainy do Niemiec na pyszne wegańskie wursty, a nie taką, co turla się po mieście, służy do opróżniania śmietników i całą noc się w garażu ładuje. Są prototypy, które od biedy nadają się do wożenia powietrza. Zbudowana na bazie ciągnika Volvo ciężarówka pobiła rekord zasięgu, bo na jednym ładowaniu pokonała 1099 km. Jechała pusta, średnio 50 km/h, po pozbawionym przeszkód, płaskim jak umysł przewodniczącej von der Leyen torze.

Z założenia elektryki mogą przewieźć mniej bo są znacznie cięższe od ciężarówek tradycyjnych, więc potrzeba ich będzie więcej, a więc wszystkiego co się na nie składa. I dużo więcej większych parkingów przy autostradach. Choć od pomysłu do przemysłu droga długa i w 2022 roku nikt nie ma pojęcia jak zbudować sprawną elektryczną ciężarówkę, to zaplanowano, że w 2035 będą one śmigały po Europie.

Jedna sprawa to diagnoza, że ludzkość z powodu trybu życia choruje na globalne ocieplenie, a druga to metody leczenia – np. ektromobiloność, albo fit for 55. Norweski fizyk, laureat Nagrody Nobla Ivar Giaever, mówi że jest tak stary, że nie boi się siewców opowiadań o globalnym ociepleniu i twierdzi, że to lipa. W czasie jednego z wykładów wykazywał, że spalenie jednej zapałki ma większy wpływ na powietrze w wielkiej auli z setkami jego słuchaczy, niż spaliny wyemitowane w ciągu trzech lat przez wszystkie samochody świata na atmosferę ziemską. Czy tak jest? Unia wyemitowała w 2019 roku, a więc przed pandemią, gdy wszystko się kręciło 5,5 mld ton gazów cieplarnianych przeliczanych na ekwiwalent CO2, z czego samochody 980 mln ton. Atmosfera Ziemi to 5 biliardów ton – 5 z 15 zerami. Owe 980 mln ton to dwie stutysięczne procenta – 0,000019% ziemskiej atmosfery aplikowane nie naraz jak trucizna, tylko w ciągu całego roku od Finlandii po Wyspy Kanaryjskie i Cypru po Irlandię. Nie wiem czy 980 mln ton to wiele mniej niż zapałka Giaevera, ale wątpię by dla 0,000019 % składu powietrza warto paraliżować Europę. Żeby nie wiem jak dzieci w Kongo się starały, jak je popędzano, to nie ukopią Timmermansowi dość wolframu, a Musk nie wyprodukuje dość samochodów, zwłaszcza że właśnie jedną z fabryk w Niemczech zamknął. Żaden elektryczny zbiorkom nie będzie wozić mieszkańców Przechlewka do Przechlewa, by w śniegu z tobołami zakupów taszczyli się kilometrami od przystanku do swego domu na skraju wsi. To brednie tzw aktywistów miejskich w studiach telewizyjnych się lęgnących.

Czy władcy Europy wiedzą co czynią? Komisarz ds rolnictwa Janusz Wojciechowski twierdzi że protesty w Holandii to lokalna sprawa, bo tam za dużo świń i krów na hektar przypada. Tymczasem organizacje rolników mówią, że to co robi rząd, to próba przejęcia farm pod zabudowę, i program pilotażowy, część globalnej agendy. Podobnie w Nowej Zelandii, gdzie opodatkowane mają być pierdy krów i owiec, bo to metan. Trzeba więc zredukować stada. Z tego punktu widzenia bardzo ekologiczni byli Amerykanie, którzy w XIX wieku wyrżnęli 100 milionów bizonów.

Zaprowadzający nowe porządki władcy świata mają swych pożytecznych idiotów wierzących w każdą opowieść o globalnym ociepleniu. By ich uwieść taśmowo produkowane są ekspertyzy i przepowiednie o zagładzie. Lata mijają i okazują się one bzdurami jak ta CIA z 1975 roku o globalnym ochłodzeniu, czy bajania Noela Browna szefa programu środowiskowego ONZ, który w 1989 roku miał wizje, że lody stopnieją, morza się podniosą i w 2009 roku nie będzie Malediwów, Bangladeszu i Delty Nilu. W 2003 roku spece z amerykańskiego Departamentu Obrony z szefem Schwarzem na czele ujrzeli jak Atlantyk w 2007 roku przelewa się przez tamy Holandii i całkowicie ją zatapia. Może szkoda, że okazało się to majaczeniem, bo mielibyśmy z głowy problem holenderskich krów. Tak, czy owak pożyteczni idioci wierzą, ale już władcy świata niekoniecznie. W ocieplenie i wód podniesienie nie wierzy np. Barack Hussein Obama. Były prezydent za 15 mln dolarów nabył w 2019 roku ogromną posiadłość na wyspie Martha’s Vineyard z rezydencją i prywatną plażą. Rok temu, w środku pandemii, gdy pospólstwo musiało się maskować i nie mogło się spotykać, urządził urodzinową tygodniówkę, na którą prywatnymi samolotami zleciało się 700 gości. Ale my nie o tym, tylko o tym, że Jego Klimatyczna Oświeconość Obama wydał kilkanaście mln dolarów i nijak się nie boi, że mu się Atlantyk przez próg do salonu wleje i ogień w kominku zgasi.

 

Prof. Krasnodębski:

Jeśli szefowa KE nie doprowadzi do wypłaty środków z KPO, to wbije kolejny gwóźdź do trumny UE

Na razie raczej mój sceptycyzm jest potwierdzany przez fakty, ale być może Ursula von der Leyen uderzy pięścią w stół i przeprowadzi to, co powinna z punktu widzenia geopolitycznego, nadrzędnych interesów UE, nie tylko polskich. Jeśli tego nie zrobi, to będzie to jej porażka polityczna, ale będzie to też jeszcze jeden gwóźdź wbity w trumnę UE, a tych gwoździ przybywa” – mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Zdzisław Krasnodębski, europoseł PiS.

Prof. Zdzisław Krasnodębski: Wszyscy wiemy, że wiceprzewodnicząca KE Jourova i pan komisarz Reynders nie byli zadowoleni z decyzji podjętej wcześniej, żeby Polsce odblokować środki z KPO, zacząć w ogóle rozmowy na ten temat. Od samego początku byli krytykami tej decyzji, podjętej pewnie głównie przez przewodniczącą KE Ursulę von der Leyen. Zatem słowa komisarza Reyndersa nie są dla mnie zaskoczeniem, a sadzę, że są też dowodem na podziały w samej KE. Zobaczymy, czy pani Ursula von der Leyen będzie w stanie podtrzymać swoje dotychczasowe stanowisko i zdyscyplinować tych dwóch członków KE, którzy oczywiście są też wspierani przez pewne siły w Parlamencie Europejskim.

Ursula von der Leyen przede wszystkim rozpoczęła proces porozumienia z Polską ws. KPO, zatem jeżeli teraz zrobi inaczej, to będzie to dowód jej słabości politycznej.

Od samego początku byłem sceptykiem i uważałem, że te środki do nas nie trafią. Co więcej, powiem szczerze, iż od samego początku uważałem, że powinniśmy w wielu przypadkach prezentować bardziej twarde stanowisko, nie zgadzać się na przykład na mechanizm warunkowości, na zawyżone cele klimatyczne itd. Jestem krytyczny w ogóle do unijnego programu odbudowy UE, ponieważ on bardzo wzmacnia rolę Komisji Europejskiej, niezgodnie z traktatami. To moje osobiste zdanie, a nie rządu. Na razie raczej mój sceptycyzm jest potwierdzany przez fakty, ale być może Ursula von der Leyen uderzy pięścią w stół i przeprowadzi to, co powinna z punktu widzenia geopolitycznego, nadrzędnych interesów UE, nie tylko polskich. Jeśli tego nie zrobi, to będzie to jej porażka polityczna, ale będzie to też jeszcze jeden gwóźdź wbity w trumnę UE, a tych gwoździ przybywa.

Załóżmy, że pieniądze z Funduszu Odbudowy wciąż nie będą Polsce wypłacane przez kolejne miesiące. Czy widzi pan jakieś pole manewru ze strony Polski, jak zareagować na tę sytuację?

Odblokowanie tych środków zostało już wynegocjowane z szefową KE i myślę, że pole kompromisu się kończy. W takim wypadku, jeżeli są takie możliwości prawne, to powinniśmy zastanowić się nad wycofaniem się z tego programu.

Rozmawiał Adam Stankiewicz

Kres niemieckiego przywództwa w Unii Europejskiej.

Olaf Scholz, niemiecki kanclerz, opublikował na łamach Frankfurter Allgemeine Zeitung artykuł, w którym pisze o konieczności przekształcenia Europy w jeden – z geostrategicznego punktu widzenia – podmiot, co może nastąpić – w jego opinii- dopiero po tym, jak przezwyciężone zostaną – w zakresie polityki zagranicznej – narodowe egoizmy. Chodzi oczywiście o uwierającą wielu na Zachodzie zasadę jednomyślności, która winna zostać zastąpiona mechanizmem większościowego przyjmowania decyzji.

Artykuł Scholza pełen jest zdumiewających tez. Otóż jest on zdania, że UE dotychczas reagowała na „neoimperializm” rosyjskiego prezydenta Władimira Putina z „bezprecedensową determinacją i jednością”, co – być może – w Berlinie uznawane jest za coś w rodzaju credo, ale na wschodzie Europy tego rodzaju banały, niesłychanie odległe od rzeczywistości, przyjmowane są już jedynie z politowaniem i wzruszeniem ramion. Ale to nie koniec zastanawiających tez Scholza. Pisze on mianowicie, że Unia Europejska, która jego zdaniem jest „antytezą imperializmu i autokracji”, musi stać się Unią Europejską, która będzie jednością geopolityczną i po tym, jak obalona zostanie zasada jednomyślności w polityce zagranicznej, „Niemcy przejmą odpowiedzialność za Europę i świat”. Niemiecki kanclerz zapowiedział też uruchomienie dwóch pakietów pomocowych o łącznej wartości 30 mld euro, a także napisał wiele pięknych, okrągłych zdań na temat konieczności solidarności, zarówno społecznej – w Niemczech, jak i szerzej – w Unii Europejskiej.

Jak słusznie zauważył Matt Karnitschnig, niemiecki korespondent Politico, w długim artykule Scholza nie ma jednego słowa na temat więzi atlantyckich i znaczenia Stanów Zjednoczonych dla bezpieczeństwa Europy. To zastanawiające milczenie jest nieco mniej zagadkowe, jeśli poświęcimy nieco uwagi temu, co Niemcy rozumieją pod pojęciem solidarności i europejskiej wspólnoty. Weźmy dla przykładu sytuację firmy Uniper, której zarząd oficjalnie wystąpił niedawno o pomoc publiczną, którą najprawdopodobniej otrzyma, bo Scholz kroki tego rodzaju sugerował już w czasie niedawnego szczytu G-7. Potwierdził to zresztą niedawno niemiecki minister gospodarki, zapowiadając wart 9 mld euro pakiet pomocy. Warto w tym kontekście postawić jednak pytanie, jakie są powody tego, że ta powstała w 2016 roku niemiecka firma znalazła się obecnie na skraju upadłości? Są tego dwie przyczyny. Po pierwsze, Uniper musiał „spisać” wartą 1 mld dolarów inwestycję w Nord Stream 2, bo trzeba wiedzieć, iż firma ta była jednym z podmiotów finansujących ten gazociąg, a po drugie, i to jeszcze ciekawsze, nie będąc w stanie z punktu widzenia niemieckiego ustawodawstwa przerzucić na końcowych konsumentów, czyli obywateli Niemiec, rosnących kosztów związanych z drożejącym gazem, zaczęła generować gigantyczne straty. Jak argumentuje Financial Times, Uniper zaniechał niedawno rozbudowywania swych zdolności do magazynowania gazu, bo – jak można przypuszczać – stawiał wszystko na jedną kartę, czyli uruchomienie Nord Stream 2, a na dodatek teraz Rosjanie przestali w ogóle przesyłać gaz. W efekcie, mając obowiązek dostarczania energii dla końcowych odbiorców, firma musiała zacząć kupować gaz na giełdzie, gdzie ceny są astronomicznie wysokie. Sprawa jest dość oczywista – licząc na tani rosyjski gaz Uniper podpisał obowiązujące umowy z odbiorcami nie biorąc pod uwagę, że paliwo to może zdrożeć. Teraz, stojąc w obliczu obowiązku wywiązania się z kontraktów (nie mając magazynów nie ma zapasów, których utrzymanie też przecież kosztuje), ma problemy finansowe. Czym ta polityka różni się od spekulacji na kontraktach terminowych, kiedy stawiając wszystko na jedna kartę, okazuje się, że rachunek okazał się błędnym? W całej sprawie jest jednak jeszcze ciekawszy wątek. Otóż Robert Habeck, niemiecki federalny minister gospodarki z formacji Zielonych, powiedział, że Uniper „do kogoś należy” sugerując, że to właściciel powinien pokryć starty koncernu, który powołany został do życia po to, aby zarządzać elektrowniami węglowymi wydzielonymi z giganta E.ON, a postanowił wejść na nowy dla siebie rynek gazu i na dodatek zaczął zachowywać się jak nietrzeźwy hazardzista. Otóż właścicielem Uniper (70 proc. akcji) jest fiński koncern Fortum, firma państwowa. A zatem wezwania Habecka pod adresem właściciela Uniper sprowadzają się w gruncie rzeczy do tego, aby to obywatele Finlandii zapłacili za ryzykowne inwestycje niemieckiego koncernu, za niepowodzenie Nord Stream 2 i – przede wszystkim – za to, że firma nie może w świetle niemieckiego prawa podnieść rachunków dla Niemców. Mamy tutaj dość przejrzyste wyjaśnienie tego, co w Berlinie rozumie się pod pojęciem solidarności. Ale to nie koniec, bo warto zwrócić uwagę, że zapowiedziane przez Scholza i wdrażane w życie przez Habecka programy pomocy noszą wszelkie znamiona niedopuszczalnej pomocy publicznej, walka z którą jest przecież jednym z kluczowych celów Komisji Europejskiej w Brukseli. Jest jeszcze zbyt wcześnie, aby przesądzać czy teraz zostanie podjęta jakaś interwencja, czy raczej wszystko zostanie potraktowane w kategoriach „wyższej konieczności”, ale z wypowiedzi niemieckich polityków raczej nie wynika, aby ci obawiali się przeciwdziałania Brukseli.

Ale to nie koniec historii. Otóż w niemieckich mediach sporo ostatnio pisze się o tym, że rząd Scholza celowo wprowadzał opinię publiczną w błąd utrzymując, iż zaplanowanego zamknięcia do końca roku trzech ostatnich elektrowni jądrowych nie da się przesunąć w czasie na później. Okazuje się, że ich managerowie w trakcie co najmniej kilku spotkań z rządem udowadniali coś zupełnie odmiennego. Co więcej, eksperci niemieckiej TÜV, firmy certyfikującej systemy bezpieczeństwa, mieli twierdzić, że utrzymanie produkcji w trzech nadal działających elektrowniach jest całkowicie możliwe, ale również można wznowić działalność trzech kolejnych, których działalność niedawno wygaszono. Jednak niemiecki rząd, a także niemieccy eksperci, w mediach europejskich i na użytek własnej opinii publicznej twierdzą nadal coś zupełnie innego. I tak Constanze Stelzenmüller, uznana specjalistka w kwestiach międzynarodowych, współpracująca m.in. z Brookings i oczywiście German Marshall Fund, pisze na łamach Financial Times, że „te trzy elektrownie są u kresu swojej bezpiecznej żywotności. Pokryłyby tylko 6 proc. zapotrzebowania na energię elektryczną w kraju, a przemysł potrzebuje ciepła technologicznego, a nie energii elektrycznej. Podsumowując: koszt i ryzyko przedłużenia przewyższają korzyści”. Niemiecka ekspert argumentuje też, że „teraz potrzebna jest ogólnounijna strategia bezpieczeństwa energetycznego. Putin wykorzystuje groźbę odcięcia gazu, aby złamać odporność społeczną i wolę polityczną Niemiec. Ale ma na celowniku całą Europę”. Wcześniej Stelzenmüller trzeźwo napisała, że „tania rosyjska energia była kiedyś kluczowym źródłem globalnej przewagi konkurencyjnej kraju. Teraz Rosja zmusza Europę i Niemcy do zapłaty ceny za wojnę Putina” zauważając słusznie, że trwająca trzy dziesięciolecia niemiecka nadwyżka w handlu zagranicznym, która w ostatnim kwartale przekształciła się w deficyt, zbudowana była wyłącznie na przewagach konkurencyjnych, w których kluczową rolę odgrywały rosyjskie surowce energetyczne.

Zarówno w wystąpieniach niemieckich polityków w rodzaju Scholza, jak i ekspertów w typie Stelzenmüller, mamy do czynienia z delikatnym, acz przejrzystym szantażem. Niemcy stawiając na rosyjskie surowce energetyczne popełnili strategiczny błąd, ale teraz, jeśli chcecie walczyć z neoimperializmem Putina, musicie (adresatem są oczywiście państwa, które takiego błędu nie popełniły, od Francji i Holandii po Polskę) wziąć na siebie część naszych kosztów, bo inaczej nasza wytrwałość w przeciwstawianiu się Rosji szybko wyparuje. Jest to wizja Unii Europejskiej, w której aroganccy w swym przekonaniu o moralnej wyższości i stosowanych standardach politycy niemieccy łaskawie staną na czele Unii, a inni winni słuchać, oczywiście w imię solidarności i wspólnych wartości, krynicy mądrości, której źródło bije w Berlinie.

Trudno przypuszczać, aby ktoś poważnie mógł potraktować deklaracje Scholza, ale sam problem Niemiec jest również naszym problemem. Choćby z tego względu, że nasza gospodarka powiązana tysiącami więzów kooperacyjnych z niemiecką odczuje tąpnięcie za Odrą. A zatem wypracowanie jakiejś formuły solidarnościowej, również w zakresie polityki energetycznej, winno leżeć również w naszym interesie. Jednak z pewnością nie na tych warunkach, które proponuje Scholz. Nikt rozsądny w Europie Środkowej nie powierzy Berlinowi i Paryżowi polityki zagranicznej, jeszcze mniej zwolenników znajdzie idea budowy wspólnej europejskiej armii, a już zupełnie nieprawdopodobne wydają się pomysły jakiejś wspólnej akcji europejskiej obliczonej na to, aby niemieccy obywatele nie płacili zbyt wysokich rachunków za gaz i energię elektryczną, a koncern BASF mógł nadal realizować wysokie marże. Jeśli nie zmienią się relacje w Unii i to w całkowicie odmiennym niż to proponuje Scholz kierunku, to o jakiejkolwiek solidarności z Niemcami nie może być mowy. A to oznacza, że właśnie dziś decyduje się przyszłość projektu europejskiego. Niemcy najwyraźniej nie zdają sobie z tego sprawy i chcą, aby „wróciły stare dobre czasy”. One nie wrócą i Berlin musi przestać myśleć o sobie w kategoriach „wiodącego państwa” w Unii Europejskiej, a winien zacząć myśleć o relacjach partnerskich, gdzie interesy wszystkich członków są podobnie traktowane.

https://wpolityce.pl/swiat/607082-kres-niemieckiego-przywodztwa-w-unii-europejskiej

18.07.2022

Roosevelt, Reagan i Biden. Trzy różne podejścia wobec totalitaryzmów pokazują prawdę o kondycji Zachodu i jego wartościach

Już pierwszego dnia konferencji przywódców koalicji antyhitlerowskiej w Casablance, z inicjatywy prezydenta USA F. D. Roosevelta, przyjęto założenie o konieczności „bezwarunkowej kapitulacji” państw osi. Od tej pory nie było mowy o wygranej nad III Rzeszą w stylu dojścia do starych granic i zawarcia w pokoju w stylu zgody przegranych. Dokument z 12 lutego wyrażał się w tej sprawie jasno:

Tym panicznym próbom ucieczki przed konsekwencjami ich [państwo Osi – red.] zbrodni mówimy – mówią wszystkie Narody Zjednoczone – że jedynymi warunkami, na jakich będziemy postępować z rządem Osi lub jakimikolwiek frakcjami Osi, są warunki ogłoszone w Casablance: „Bezwarunkowa kapitulacja”. W naszej bezkompromisowej polityce nie mamy na myśli krzywdzenia zwykłych ludzi narodów Osi. Ale mamy na myśli wymierzenie pełnej kary i kary ich winnym, barbarzyńskim przywódcom…

Faktycznie, wojnę prowadzono dopóki nie zdobyto Berlina i nie rzucono Tokio na kolana.

40 lat później, 8 marca 1983 roku prezydent Ronald Reagan po raz pierwszy w swoim przemówieniu określił Związek Sowiecki jako „imperium zła”. Amerykański przywódca nie bał się odniesień do Boga, do moralności, do powinności człowieka Zachodu wobec wschodniej dziczy.

 Tak, módlmy się o zbawienie wszystkich tych, którzy żyją w tej totalitarnej ciemności – módlmy się, aby odkryli radość poznania Boga. Ale dopóki tego nie zrobią, miejmy świadomość, że chociaż głoszą supremację państwa, deklarują jego wszechmoc nad pojedynczym człowiekiem i przewidują jego ostateczną dominację nad wszystkimi ludami na ziemi, są ogniskiem zła we współczesnym świecie.. … Tak więc w dyskusjach na temat propozycji zamrożenia broni jądrowej nalegam, abyście strzegli się pokusy dumy – pokusy beztroskiego deklarowania się ponad to wszystko i etykietowania obu stron w równym stopniu winnych, ignorowania faktów historycznych i agresywnych impulsów imperium zła, po prostu nazwać wyścig zbrojeń gigantycznym nieporozumieniem i tym samym usunąć się z walki między dobrem a złem, dobrem i złem.

Dziś jednak wobec zbrodni armii Putina nie ma żadnej wizji kary i odpowiedzialności, nie patrzy się na to w kategoriach moralnych. Moskwa kazała wywieźć już blisko 2 miliony Ukraińców, w tym setki tysięcy dzieci, obozy filtracyjne pełnią rolę obozów koncentracyjnych, a gwałty, grabieże i używanie zakazanej broni stawia Rosję na czele światowych zbrodniarzy. Odpowiedzią Zachodu jest stonowane wsparcie w sprzęcie wojskowym i słanie pomocy humanitarnej. Sankcje na Rosję są niewystarczające, a Niemcy szukają różnych metod, by je obchodzić. Ale też światowy lider nie zdobył się na uderzenie pięścią w stół w stylu swoich poprzedników i narzucenie cywilizowanej ludzkości narracji, moralnego przykazania. W sprawie LGBT, w sprawie feminizmu i bardzo dziwnie pojmowanych praw człowieka, Zachód potrafi grzmieć z emfazą, w sprawie najprawdziwszych zbrodni poprzestaje na półśrodkach. Bez moralnego drogowskazu Zachód będzie podlegał dalszej erozji, a w momentach próby będzie – zagubiony – coraz więcej pola oddawał wrogom naszej cywilizacji.

https://wpolityce.pl/polityka/607019-wobec-iii-rzeszy-wobec-zsrs-wobec-rosji-3-rozne-podejscia

„Demokracja i niezależność ” sądownicza w Niemczech.

Siedziba TK Niemiec

W Niemczech w ostatnich latach uprawnienia poszczególnych rodzajów władz uległy przemieszaniu: władza wykonawcza, szczególnie kanclerz, dyktowała parlamentowi jak ma głosować, posłowie to akceptowali, a sądownictwo, zwłaszcza na wyższych szczeblach, w tym Federalny Trybunał Konstytucyjny, stało się partyjnym łupem – ocenia niemiecki portal Tichys Einblick.

Dawno temu wykształceni ludzie wiedzieli, że trójpodział władzy – podstawowa zasada wolnego, demokratycznego państwa konstytucyjnego – polega na niezależności władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej – pisze autor artykułu Josef Kraus. Zaznacza, że ten podział zmienił się w ciągu ostatnich dziesięciu, dwudziestu lat, w których pomieszaniu uległy uprawnienia tych władz.

Egzekutywa, kierowana przez kanclerz Angelę Merkel, przez lata dyktowała Bundestagowi, jak powinien głosować. Parlamentarzyści godzili się na wszystko. A sądownictwo, szczególnie na wyższych szczeblach, stało się łupem partyjnym. Liczący 16 sędziów Federalny Trybunał Konstytucyjny, obsadzony zgodnie z proporcjonalną reprezentacją partii politycznych, raz za razem wydawał wyroki „zgodne z linia partyjną”

— opisuje portal.

Kontrowersje związane z prezesem Trybunału Konstytucyjnego w Niemczech

Prezes TK Harbarth, krytykowany jest m.in. dlatego, że tuż przed nominacją do TK „był (i pozostał?) wiceprzewodniczącym frakcji CDU/CSU w Bundestagu i zaufaną osobą Merkel” – pisze portal.

Prezes TK, który nigdy nie służył jako sędzia, lecz pracował jako adwokat, nie chce ujawnić, w jaki sposób uzyskał tytuł „profesora honorowego” Uniwersytetu w Heidelbegu.

Tytuł profesorski był prawdopodobnie kluczowym warunkiem nominacji Harbartha na wiceprezesa, a następnie prezesa Trybunału

— zauważa portal.

Do dziś nie udało się ustalić, kim byli recenzenci, którzy zadecydowali o nadaniu tytułu „profesora honorowego” – uczelnia mimo nakazu sądu administracyjnego w Karlsruhe nie chce wymienić nazwisk.

Druga kontrowersja to wspólna kolacja sędziów TK i członków rządu, która odbyła się 30 czerwca 2021 roku na zaproszenie kanclerz Merkel.

Stało się to w środku gorących debat na temat pandemii koronawirusa i ochrony klimatu

— przypomina portal i podkreśla, że „mimo iż spotkanie dotyczyło wrażliwych kwestii, nie sporządzono z niego pisemnego protokołu”, a TK nie udzielał dziennikarzom informacji na temat kolacji z Merkel. Sąd administracyjny w Karlsruhe ostatecznie orzekł 16 czerwca 2022 r., że TK jest zobowiązany odpowiedzieć na pytania dotyczące spotkanie.

To niecodzienna sprawa: sąd administracyjny musiał już dwa razy „udzielić korepetycji” sędziom trybunału

— zauważa autor artykułu.

Jako trzecią kontrowersję związaną z TK portal wymienia tryb rozpatrywania sprawy dotyczącej komentarzy Merkel na temat wyboru premiera Turyngii w 2020 r. Na wyrok trzeba było czekać ponad dwa lata. W lutym 2020 r. o wyborze Thomasa Kemmericha (FDP) na premiera Turyngii zadecydowały głosy AfD. Merkel, składająca wówczas wizytę w Afryce, skrytykowała ten wybór jako „niewybaczalny” i zażądała, by go „cofnąć”. Kanclerz opublikowała tę opinię na stronie internetowej swojej kancelarii. Dopiero w czerwcu br. zapadł wyrok wskazujący, że komentarz Merkel „rażąco naruszył konstytucję”.

Dlaczego sędziowie z TK potrzebowali ponad dwóch lat, by wydać ten wyrok, pozostaje tajemnicą. Sąd powinien był to orzec już w 2020 roku

— podsumowuje portal.

 https://www.tichyseinblick.de/

Kolonializm Niemiecki nie dotyczy tylko Afryki w XIX i XX wieku ale przede wszystkim wschodu-pisze prof.Musiał.

Niemcy, jak każdy inny naród mają swoje uprzedzenia. Historie kolonializmu poszczególnych państw też różnią się między sobą, np. w Wielkiej Brytanii uprzedzenia etniczne kierowane były przede wszystkim przeciwko skolonizowanym narodom Afryki czy Azji, Niemcy zaś mają tylko krótki swój „epizod”, kiedy mieli kolonie w Afryce. Epizod ten nie był dominujący w niemieckiej narracji XIX i XX wieku, bo kolonializm niemiecki był skierowany przede wszystkim na wschód od Niemiec i to już od średniowiecza.”

w pewnym sensie jego podstawą ideologiczną i moralną było przekonanie, że są to narody niższe, które trzeba cywilizować. Celem nadrzędnym był oczywiście wyzysk”. Jeśli chodzi o postrzeganie innych nacji, to „niemieckie DNA kulturowe ukształtowało się w XIX wieku, a głównym obiektem niemieckich uprzedzeń byli Polacy, ale również Ukraińcy i Białorusini, jako słowiańskie narody, które wtedy nie miały własnej państwowości”.

Dlatego „für Deutschland” Tuska tak ich denerwuje. „Robią w Polsce rzeczy, które nawet nie przyszłyby im do głów w Niemczech”

https://wpolityce.pl/polityka/604085-dlatego-fur-deutschland-tuska-tak-ich-denerwuje

A może, nigdy nie byli intelektualistami? Może tylko udawali refleksję nad światem, troskę o zasady, w rzeczywistości będąc prostackimi kopistami podrzucanych z Berlina i Brukseli tez?

Bo przecież gdyby był tam chociaż niewielki ślad krytycznego myślenia i wrażliwości, nie śmialiby się z okrutnych smoleńskich dowcipów, nie uwierzyliby w koniec historii i konieczność europejskiego wynarodowienia Polaków, wyprzedaży całego majątki narodowego, nie zachwycałaby ich Marta Lempart, zareagowaliby na skandaliczny wyrok sądu uniewinniający autora krwawej egzekucji lalki z podobizną arcybiskupa? A teraz nie sabotowaliby gigantycznego wysiłku związanego z zapewnieniem Polsce bezpieczeństwa w obliczu rosyjskiej agresji na Zachód. Bezpieczeństwa, osłabionego drastycznie za ich rządów!

Robią ci ludzie w Polsce i Polsce rzeczy na które nigdy by się nie poważyli w Berlinie czy Brukseli, które im tam nawet nie przechodzą do głów. Prymitywne rechoty, wulgarne „happeningi”, robienie z polityki i debaty chlewa – taką mają propozycję dla Polaków, do tego chcą nasze życie publiczne zredukować. Po pięciu godzinach jazdy samochodem, W Berlinie, lub dwóch godzinach lotu do Brukseli (jeśli bezpośrednio) zmieniają się nie do poznania. Tam szanują tradycję, podporządkowują się regułom, z namaszczeniem słuchają hymnów, ze wzruszeniem przyjmują medale i powtarzają „für Deutschland”.

Tę różnicę słychać i widać. Dlatego „für Deutschland” jest tak ważne. Poważna, skupiona, wzruszona twarz Tuska wypowiadającego te słowa (choć to przecież tylko symbol długiego, służalczego przemówienia wygłoszonego po niemiecku do członków niemieckiej partii) jest mocnym kontrastem z pochwałą tego pana wobec każdego chlewa urządzanego w polskim Sejmie. Posmoleńskiego, palikotowego, jachirowego.

Dlatego właśnie przypominanie „für Deutschland” tak ich denerwuje.

Berlin jest mocno zaniepokojony emancypacją Europy Środkowo-Wschodniej

Moim zdaniem, gdyby Rosja faktycznie zaczęła przegrywać, Alaksandr Łukaszenka może się obrócić przeciwko Putinowi.Gdybyśmy mieli państwo z prawdziwego zdarzenia i wojsko z prawdziwego zdarzenia, nie przesypiając ostatnich 30 lat, może Białoruś wolałaby się dzisiaj orientować na Polskę – mówi Jacek Bartosiak, Strategy and Future.  Marcin Makowski, Interia.pl: Czy Ukraina przegrywa wojnę z Rosją?

Jacek Bartosiak, Strategy and Future: – Na pewno Ukraińcy mają w tej chwili problem na froncie w Donbasie. Rosjanie zyskali przewagę ogniową oraz materiałową i wrócili do swojego sposobu wojowania.

Jak możemy go scharakteryzować?

– To przede wszystkim stosowanie armii artyleryjskiej z elementem manewru pancernego i wojsk desantowych w celu lokalnego oskrzydlania, ale w bliskości tradycyjnie w armii rosyjskiej słabych ciągów logistycznych, co doprowadziło wcześniej do fiaska operacji kijowskiej. Wojny mają różne oblicza i różne etapy. Rozmaite rzeczy mogą się wydarzyć. Jeszcze niedawno cieszyliśmy się ze zwycięstwa ukraińskiej armii pod Kijowem. Dzisiaj bardzo dużo zależy od tego, czy Ukraińcy otrzymają autentyczną i potężną pomoc z Zachodu. Chodzi nie tylko o sprzęt ciężki, ale również o paliwo oraz pieniądze na funkcjonowanie gospodarki ukraińskiej, która działa dzisiaj na oparach. Ogromna część przemysłu jest albo zrujnowana, albo przejęta przez Rosjan, albo przekierowana na potrzeby armii. A Zachód jak to Zachód – wszyscy widzą, jak to dzisiaj wygląda z jednością, solidarnością, determinacją i z pomocą wojskową.

Wyczuwam w głosie ironię.

– Niestety coraz częściej przeważają kalkulacje własnych interesów. Przebywam teraz w Hiszpanii i nie zauważyłem, aby ktokolwiek w społeczeństwie przejmował się wojną. W końcu stąd daleko do Europy Wschodniej dużo bliżej do Maroka.

Zachód jest zmęczony wojną? Gdzie to nas prowadzi.

– Myślę, że jesteśmy u progu głębokiego przemodelowania architektury bezpieczeństwa naszego regionu i w ogóle formuły funkcjonowania NATO pomimo kwiecistych deklaracji polityków. Zadecyduje o tym zagrożone poczucie bezpieczeństwa. Jeśli Ukraina będzie zmuszona do zawarcia pokoju i straci okupowane przez Rosjan ziemie – wtedy będzie można powiedzieć, że Ukraina przegrała. Moskwa udowodni natomiast, że kolejny raz może zmieniać granice suwerennych państw na podstawie sił zbrojnych, jest niezbywalnym czynnikiem bezpieczeństwa w Europie, dodatkowo stosując manipulację energii, żywnością i nawozami jako instrumentem nacisku na innych. Nie możemy do tego dopuścić, inaczej zaakceptujemy trwałe uprzedmiotowienie państw Europy Środkowo-Wschodniej. O to toczy się gra i wokół tego manewrować i tańczyć będą politycy na szczycie NATO w Madrycie.

Co może się podczas tych spotkań wydarzyć?

– Obawiam się niestety, że nic szczególnego. W najgorszym wariancie pogłębi się spór odnośnie stosunku do Rosji oraz znaczenia niesławnego aktu Rosja-NATO. Wszystko wskazuje, że jedność Sojuszu jest dzisiaj rzeczą jednak mityczną. A to dopiero początek wielkiej rywalizacji mocarstw kontynentalnych Chin i Rosji z Ameryką. Pekin bardzo uważnie obserwuje naszą, czyli zachodnią reakcję na wojnę.

I jakie wyciąga wnioski?

– Jednym z nim może być przekonanie o jednak bierności NATO wobec działań Rosji w obliczu realnego braku tożsamości poczucia zagrożenia, a zatem rozmiękczania woli do solidarnej obrony państwa zaatakowanego, zwłaszcza w przypadku akcji zaczepnych niewywołujących reakcji z art. 5. NATO, czyli szybkich, zdawałoby się odwracalnych, o których chce się szybko zapomnieć i żyć dalej. Wyobraźmy sobie szybki rajd rosyjskich spadochroniarzy na stolicę Estonii. Czy NATO ruszy wtedy z całą siłą do kontrataku? Gdzie jest ta granica pełnego zaangażowania? Ukraina tego nie uruchomiła i o ile państwo to nie jest członkiem Sojuszu, to wiemy, że wojna jest wymierzona w NATO, a mimo to nie ma zgodności i solidarności realnej. Jeżeli Ukraina nie wygra wojny, będzie to oznaczało, że Polska może być następna na liście do ataku przez Rosję. To my bowiem jesteśmy dzisiaj głównym zwornikiem architektury bezpieczeństwa regionu. Przez nasze terytorium dostarczane jest uzbrojenie na wschód, wysyłamy własne czołgi, zbroimy sięna potęgę, bez nas nie ma obrony Ukrainy ani funkcjonowania tego państwa i Rosjanie dostrzegają tę jedność strategiczną Polski i Ukrainy i mogą chcieć nas wyeliminować po okresie odpoczynku, gdy nie dostaną pokojowo swojej strefy wpływów, czego zażądali w grudniu 2021 roku.

Mówisz: „możemy być następni w kolejce”, ale co to w praktyce oznacza?

– Możemy znaleźć się w wojnie z Rosją, jak Ukraina dzisiaj, ale też możemy zostać objęci wojną nowej generacji, gdzie Rosjanie będą starali się postępować przeciw nam, by jednak nie uruchomić kolektywnej odpowiedzi na ewentualną pełnoskalową wojnę w ramach art. 5 NATO. Nie chodzi zatem tylko o wojnę tradycyjną z Rosją, ale o wojnę nowego typu. Nie musi to oznaczać wojny manewrowej na terytorium Polski, ale uderzenia punktowe na nasze terytorium rosyjskiego kompleksu rozpoznawczo-uderzeniowego, czyli pociski balistyczne i manewrujące, artyleria dalekiego zasięgu, działania terrorystyczne i inne destabilizujące, w tym cyberataki, wojna informacyjna destabilizujące naszą gospodarkę. Musimy się bezwzględnie do tych scenariuszy przygotować.

Rozmawiałem niedawno z jednym z wysoko postawionych wojskowych. Mówił, że to, czego się dzisiaj obawiamy, nie polega na „inwazji na Rzeszów czy Białystok”, ale np. jednego, precyzyjnego ataku rakietowego na trakcję kolejową, przez którą przechodzi transport na Ukrainę. I wtedy mamy efekt domina – spadają ratingi, Polska uznana jest za państwo niestabilne inwestycyjnie. To realne?

– Niestety tak. Opisywaliśmy ten wariant w Armii Nowego Wzoru oraz postulowaliśmy stworzenie całego kompleksu rozpoznawczo-uderzeniowego w polskiej armii,  który mógłby odpowiadać na takie działania Rosjan. Podobne wnioski wyciągam z ostatniej podróży Strategy&Future do Izraela. Oni borykali się na przykład już w 2006 r. z zagrożeniem ze strony Hezbollahu, który wystrzeliwał setki rakiet na północy Izraela, co doprowadziło nawet do ucieczki władz ostrzeliwanych miejscowości i absolutnej destabilizacji codziennego życia obywateli. Izrael próbował temu zaradzić, ale przez długi czas nie znajdował dobrego sposobu.

Jakie stąd wnioski dla nas?

– Dzisiaj Polska musi umieć udźwignąć taką presję, gdy się ona pojawi. Pytamy, czy po pierwszym uderzeniu w nas my w odpowiedzi uderzamy w cele na Białorusi i w Rosji – na przykład w obwodzie królewieckim, czy przyjmujemy pozycję proaktywną, budujemy także siatki wywiadowcze na terenie przeciwnika, przygotowujemy cele do wyeliminowania, czy aktywnie działamy, by zapobiegać atakom, czy… nie robimy tego i wtedy – no właśnie – jakie inne opcje zostają? Putin widzi przecież, że Zachodnia Europa ma problem nawet z dostawą amunicji i sprzętu na Ukrainę. To go ośmiela, jeśli chodzi o ocenę braku solidarności, zwłaszcza u Niemców, którzy nawet w swojej telewizji wygadują niesamowite rzeczy, by usprawiedliwić swoją motywowaną własnymi interesami postawę, która szkodzi Ukrainie i nam. Innymi słowy, przez najbliższe lata możemy i musimy być w nieustannej gotowości, szarpani i podgryzani przez Kreml, zmierzający do erozji realnego działania i znaczenia art. 5.

Odwołując się do doświadczeń Izraela, może Polska potrzebuje budowy czegoś w rodzaju „Żelaznej kopuły” – systemu obrony antyrakietowej używanego przez Jerozolimę.

– Oczywiście najlepiej mieć wszystko na wczoraj. Niestety w naszym przypadku to jest znacznie trudniejsze niż w Izraelu. Jesteśmy krajem dużo większym niż Izrael i dużo większy obszar trzeba byłoby chronić. Może kiedyś będziemy w stanie wzmocnić potencjał obrony powietrznej,gdy do powszechnego użycia trafi izraelski lub amerykański system laserowego niszczenia pocisków, ale to długa droga. Poza tym potencjał Rosji jest nieporównywalny z islamskimi bojówkami. My musimy mieć na pewno obronę punktową najważniejszych celów w kraju, by nie być bezbronni i zmusić Rosję do wojny manewrowej (by naszymi przyszłymi nowoczesnymi wojskami konwencjonalnymi bić Rosjan) plus stosować rozbudowaną obronę pasywną – rozproszenie, bunkrowanie, maskowanie, by nie utracić rzeczy najważniejszych w razie takiego ataku.

https://tygodnik.interia.pl/news-bartosiak-berlin-jest-mocno-zaniepokojony-emancypacja-europy,nId,6097021

W rozmowie  portalem Niezalezna.pl, ksiądz profesor Dariusz Oko sprostował medialne fake newsy wrogich mu mediów twierdzących, jakoby został skazany i zapłacił grzywnę za krytykę homoseksualistów w Kościele katolickim. Ksiądz profesor wskazał również na fakt, że jego oskarżyciela księdza Rothe wspiera większość niemieckiego Kościoła, co dowodzi, iż większość niemieckich biskupów kłania się przed gender, a ich Droga Synodalna jest właściwie „drogą sodomalno-gomoralną”.

W naszej rozmowie chciałbym wpierw nawiązać do słynnego już artykułu księdza o „lawendowej mafii”. Bo ostatni, zamknięty już proces w Monachium został zainicjowany przez księdza Wolfganga Rothe z powodu pojawienia się w tymże artykule sformułowań: „nowotwór”, „pasożyty”. Czy ksiądz nie żałuje ich użycia? Przecież nie tylko w języku niemieckim, lecz też w polskim, są to dość drastyczne sformułowania. Powiedziałbym, że nawet „odczłowieczające”. A przecież „lawendowa mafia”, o której tak ksiądz pisał, to są jednak ludzie. Chociaż niegodziwi.

Trzeba pamiętać, że to był tylko pretekst. Chodziło o uciszenie mnie. O sprawienie, żebym nie mówił prawdy o „lawendowej mafii”. Taki był główny cel. Nawet nasz oskarżyciel, ksiądz Rothe, nie wchodził w treść artykułu. Bo bał się jego treści. Ponieważ jest prawdziwa, logiczna i mocno oskarża „lawendową mafię”. A dlatego, że ona taka właśnie jest, pani sędzia z przekonaniem i z wyraźną akceptacją przez trzy godziny czytała ten artykuł. Bo ona z mafiami ma do czynienia na co dzień i widziała, że mechanizm działania „lawendowej mafii” jest bardzo podobny do mechanizmu funkcjonowania innych organizacji przestępczych.

Więc chodziło głównie o to, żeby zmusić mnie do milczenia. I na tym polega zasadnicze zwycięstwo, że nie tylko nie zmusili mnie do milczenia, ale i niejako zrobili mojemu artykułowi reklamę wobec dziesiątków milionów ludzi. To pokazuje, jak Pan Bóg z wielkiego zła wyprowadził wielkie dobro.

Natomiast co do samych określeń „pasożyty” i „rak”, to stosuje się je często. Nieraz przecież mówimy, że pewna grupa ludzi żyje pasożytniczo lub jest pasożytnicza. Albo że jest rakiem. Na przykład amerykański kardynał Seán Patrick O’Malley – odpowiedzialny za obronę młodzieży i dzieci przed przestępcami seksualnymi w Kościele – mówi, że Kościół ma raka. Więc w popularnym języku tych określeń jak najbardziej używa się. Szczególnie w Polsce. Na tysiące i miliony sposobów! Jest to przyjęte w ramach krytyki pewnej grupy czy zachowania ludzkiego.

Mówi się przecież: „jesteś jak pasożyt”, „żyje jak pasożyt”. Na przykład wtedy, gdy członek rodziny może pracować, a nie pracuje i żyje kosztem rodziny, to powszechnie mówi się, że „żyje jak pasożyt”.

O tym, że takie słowa w języku polskim są jak najbardziej przyjęte, świadczy fakt, że wstęp do mojej książki napisały trzy osoby ze ścisłej elity duchowej Polski, znakomicie znające język polski i mistrzowsko nim władające.

Po pierwsze, ksiądz Marek Dziewiecki. Myślę, że największy mistrz duchowy Polski.

Po drugie, znany medialnie ksiądz profesor Robert Skrzypczak – jeden z największych autorytetów teologicznych i mistrzów duchowych Polski.

I w końcu sam pan redaktor Paweł Lisicki – jeden z najważniejszych dziennikarzy polskich. Redaktor naczelny jednego z najbardziej wpływowych tygodników i znakomity znawca teologii. Najlepszy teolog wśród dziennikarzy i teologów, a niektórzy mówią, że być może obecnie w ogóle najlepszy polski teolog. Dlatego, że nie boi się podejmować najważniejszych, ale najtrudniejszych tematów, od których uciekają i chowają się przed nimi teologowie zawodowi. Pisze o tym na ogół bardzo celnie w bardzo obszernych dziełach.

Ci ludzie, ta trójka piszą wstępy do mojej książki. A więc i wstępy do tego artykułu. Bo on jest pierwszym, głównym rozdział tej książki. I oni znajdowali właściwie same pochwały. Nie widzieli żadnego problemu z językiem. Więc to jest chyba wystarczający  argument, że takiego języka u nas można używać.

Nikt też w Polsce z powodu użytego języka zarzutu mi nie stawiał. Chociaż członkowie „lawendowej mafii” nienawidzą mnie. W Polsce, w Niemczech i na całym świecie. Więc w Polsce użycie takich wyrażeń nie jest problemem. To był tylko pretekst.

Natomiast nasz przeciwnik – oskarżyciel i donosiciel – ksiądz Rothe wiedział, że te słowa w języku niemieckim są bardzo obciążone, czego ja nie wiedziałem. Bo ze względu na straszną, nazistowską przeszłość Niemców, oni tych słów się wstydzą. Kojarzą im się ze zbrodniami, popełnionymi przez Niemców na Żydach. Ponieważ Niemcy mówili o Żydach, używając właśnie takich pojęć. Dlatego dla Niemców posługiwanie się nimi jest szczególnie bolesne. Można powiedzieć, że po niemiecku one są trzy razy bardziej ostre niż w języku polskim. Tego nie wiedziałem. Nie chciałem przecież, żeby mój tekst brzmiał trzy razy mocniej.

Ksiądz Rothe o tym wiedział i to wykorzystał jako pretekst. Natomiast tak w ogóle to on boi się wchodzić w treść artykułu. Ogólnie krytykuje, ale boi się mówić o szczegółach.

Jedynie wybrał sobie słowa „pasożyty” i „rak”. Prokuratura z kolei jakby skopiowała jego tweet, w którym te słowa wyłapał.

I całe oskarżenie było oparte właśnie na szczególnym uczuleniu Niemców na owe słowa. Więc z tego mogę się wycofać. I wycofałem się. Przeprosiłem. Natomiast poza tym pani sędzia z wyraźną akceptacją przeczytała publicznie – w i to w Sądzie Państwowym – cały artykuł. Podkreśliła też, że nie ma zarzutów co do treści artykułu, że go aprobuje. Więc, jeżeli te słowa usunę, to mój artykuł jest wolny. O to chodziło też w tej ugodzie i wycofaniu się sądu. Bo sąd w istocie wycofywał się. Również na tym polega nasze zwycięstwo. Przecież w sądzie drugiej instancji już nie było mowy ani o więzieniu, ani u ukaraniu, ani o grzywnie, na co skazał mnie sąd pierwszej instancji. To wszystko upadło, o tym nie było już ani słowa – z woli sądu. Sąd jednak musiał coś dostać, chociaż symbolicznie, by nie skompromitować zupełnie sądu pierwszej instancji. I takim minimum były przeprosiny i dobrowolna ofiara na szlachetny społecznie cel, na co się zgodziliśmy. Znakomici adwokaci stwierdzili przecież, że byłoby skrajną głupotą i nieodpowiedzialnością odrzucić taką ofertę sądu, który wychodzi nam naprzeciw tak daleko, jak tylko jest to możliwe.

Więc o co chodzi? Jeżeli ja te słowa, o których pisał ksiądz Rothe, usunę, to mogę – niejako „z błogosławieństwem” niemieckiego sądu – publikować w Niemczech już nie tylko artykuł, ale i całą książkę. I już tego ani ja, ani wydawca nie musimy się bać. Nasi przeciwnicy – zamiast nas wsadzić do więzienia i „zakneblować do końca świata” – zrobili nam megareklamę. Za darmo. Gdybyśmy nawet wydali miliony euro, to by takiej reklamy nie było. I teraz, po usunięciu wyrazów „rak” i „pasożyty”, tym bardziej mogę mój tekst publikować w Niemczech i w całym świecie. I również na tym polega zwycięstwo i obrócenie przez Pana Boga tego wstrętnego donosu, wielkiego zła na wielkie dobro. A dlaczego było to wielkim złem?

Bo jak Judasz doniósł na Pana Jezusa oraz wydał Go w ręce władzy państwowej, tak i nasz oskarżyciel – donosiciel ksiądz Rothe wydał nas – trzech księży profesorów – w ręce władzy państwowej i chciał, żebyśmy poszli do więzienia. Za jego przyczyną stanęliśmy wobec całego aparatu przemocy niemieckiego państwa jak Dawid wobec Goliata.

I wygraliśmy – dzięki Bogu i milionom uczciwych, prawych ludzi, którzy nas wspierali.

 

 

Niemiecki „Handelsblatt” o polskim  Prezydencie: „Andrzej Duda daje dobry przykład. Prezydent Polski staje się wzorem do naśladowania w UE”

Duda zasłużył na szacunek, dając dobry przykład. W połowie kwietnia odwiedził ogarnięty walkami Kijów w czasie, gdy nie należało to jeszcze do rutynowego programu wizyt czołowych zagranicznych polityków. To jeden z powodów, dla których Duda mógł wystąpić osobiście przed ukraińskim parlamentem w maju. Bliska współpraca i obrona sąsiedniego kraju przed rosyjską inwazją jest dla Polski kwestią racji stanu: już w 2008 roku ówczesny prezydent Lech Kaczyński i jego brat Jarosław ostrzegali, że inwazja na Gruzję jest pierwszym krokiem w imperialnych planach Rosji. Polska zawsze domagała się włączenia swoich wschodnioeuropejskich sąsiadów do zachodnich sojuszy i uważa, że to powstrzymałoby Moskwę przed aneksją Krymu i lutową inwazją

Podczas swojej drugiej kadencji prezydent Duda wykazuje się podejściem, które „wynika z doświadczeń historycznych, że bezpieczeństwo Polski zależy od silnych partnerów. Wśród nich na pierwszym miejscu są oczywiście Amerykanie” – zauważa niemiecki dziennik.

Handelsblatt” zwraca uwagę, że „bardziej konfliktowe są relacje z Niemcami”, a Duda „zaprezentował się jako budowniczy mostów: jest żonaty z germanistką, a para utrzymuje dobre stosunki osobiste z krajem sąsiednim”. Niechęć RFN do dostarczania broni „ponownie wystawia te relacje na próbę”.

Jednak „zachowanie zaufania między Berlinem a Warszawą będzie miało decydujące znaczenie dla utrzymania przez Europejczyków zjednoczonego frontu przeciwko Rosji. Kluczową rolę odgrywa tu człowiek na stanowisku prezydenta” – konkluduje „Handelsblatt”.

 

 

Ciekawa analiza gospodarki Rosji w kontekście wojny na Ukrainie.

https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-rosja-jest-zbyt-mala-aby-wygrac-wojne-na-ukrainie,nId,6043850

Fragmenty:

„Rosja jest małym krajem. Przynajmniej, jeśli chodzi o wielkość jej gospodarki. Według danych MFW w 2021 roku PKB Rosji wyniósł 1,7 bln dol. Odpowiada to zaledwie 10 proc. PKB Unii Europejskiej albo mniej więcej łącznemu PKB Belgii (620 mld dol.) i Niderlandów (1,1 bln dol.).”
„Rosja jest krajem małym gospodarczo, ale jest także krajem słabo rozwiniętym. Rosyjska gospodarka ma strukturę produkcyjną typową dla państw afrykańskichKraj ten eksportuje głównie surowce i energię (gaz i ropę naftową). Stanowią one 80 proc. całości rosyjskiego eksportu. Tymczasem rosyjski import obejmuje głównie produkty przemysłowe (maszyny, sprzęt transportowy, elektronikę, chemikalia, farmaceutyki). Produkty te stanowią ponad dwie trzecie całości rosyjskiego importu.”

„Tak słabo rozwinięta struktura gospodarcza kraju generuje podwójny problem. Po pierwsze, znaczna część rosyjskiego przemysłu uzależniona jest od importu zaawansowanych technologicznie towarów i komponentów. Bez tych elementów znaczna część przemysłu wojskowego w Rosji nie może normalnie funkcjonować. To sprawia, że Rosja jest bardzo podatna na zachodnie sankcje handlowe, które uniemożliwiają jej import kluczowych komponentów dla przemysłu wojskowego.”

 

# Rząd niemiecki wypłaca belgijskim weteranom Wafen SS świadczenia dodatkowe, wg obietnicy Hitlera z 1941 roku. 

Objęci dodatkiem do emerytury są ci, którzy podczas II wojny światowej wstąpili do nazistowskiej formacji SS. Dzisiejsze świadczenia możliwe są dzięki deklaracji ówczesnego kanclerza III Rzeszy, Adolfa Hitlera. Po wojnie, prawnym następcą III Rzeszy została Republika Federalna Niemiec. Tym samym przejęła zobowiązania Hitlera.

Przez prawie 70 lat niemieckie landy płaciły emerytury uzupełniające. Uprzywilejowani byli mieszkańcy kantonów wschodnich (chodzi o regiony Belgii zajętych przez Niemcy w trakcie wojny) i Alzacji, którzy otrzymali niemieckie obywatelstwo po inwazji hitlerowców, ale także Belgowie, którzy przystąpili do Waffen-SS podczas wojny – wyjaśnił badacz Alvin De Coninck.

Dodatek do emerytury waha się w przedziale 425-1275 euro. – Czasy, które spędzili w belgijskich więzieniach za kolaborację są im liczone za „lata pracy”, podczas gdy Belgowie, którzy w czasie wojny musieli pracować jako przymusowi robotnicy w Niemczech, po wojnie otrzymywali odszkodowanie równowartości 50 euro miesięcznie – podkreślił De Conick.

Od wydanej przez Adolfa Hitlera deklaracji, dodatkowe świadczenia od Niemiec przyznano 38 tysiącom Belgów. Po szokującej publikacji dziennikarzy „De Morgen”, w belgijskiej polityce zapanowało niemałe poruszenie. Rozpoczęto prace nad rezolucją wzywającą rząd do pilnego rozwiązania tej sytuacji poprzez dyplomację. Dziennikarze belgijskiego dziennika zwrócili również uwagę na fakt, że świadczenia nie były opodatkowane.

Respektowanie nazistowskiego prawa w XXI wieku??? To się w głowie nie mieści……

 

# Rosja szykuje się do wojny, Szwedzki Instytut ostrzega.

Analitycy Szwedzkiego Instytutu Studiów Strategicznych ostrzegają, że Rosja szykuje się do wielkiej wojny. Ich zdaniem świadczą o tym działania Kremla w latach 2009-2017.

W raporcie Instytutu czytamy, że zintensyfikowanie manewrów przez siły wojskowe Moskwy świadczy o jej agresywnych zamiarach. Instytut (podlegający szwedzkiemu MSZ) podkreśla, że manewry z ostatnich lat nie są zwyczajnymi ćwiczeniami wojskowymi, a ich skala wskazuje, że Kreml ćwiczy na ewentualność starcia z przeciwnikiem rozmiarów Chin czy NATO.

Wicedyrektor Szwedzkiego Instytutu Studiów Strategicznych Johan Norberg przekonuje, że Rosja jest już gotowa do podjęcia działań wojskowych.

Eksperci Instytutu wskazują, że w ostatnich latach znacząco zwiększyła się mobilność rosyjskiej armii oraz jej gotowość bojowa.

#Katarzyna Gójska analizuje pewien sondaż na niemieckim społeczeństwie:

Miłujący wolność, kulturę i tolerancję naród niemiecki marzy o pogłębieniu relacji z Rosją! Wszak tam, pod demokratycznym okiem Władimira Putina, praworządność rozkwita.

The Berlin Pulse to tytuł badań społecznych przeprowadzonych w Niemczech. Obywatele tego kraju byli pytani o tematy związane z polityką zagraniczną. Tak, tak – nie mogło zabraknąć sprawy łamania praworządności w Polsce. Wszak potomkowie wyborców Adolfa Hitlera są szczególnie wrażliwi na kwestię przestrzegania prawa. Aż 3/4 z nich uważa, że – i tu cytat – ich kraj powinien zadbać o to, aby takie państwa (czyli my i Węgry) dotknęły sankcje, np. poprzez zmniejszenie środków finansowych otrzymywanych z budżetu UE. Jednym słowem, nasi zachodni sąsiedzi nie są w stanie zdzierżyć tego, co się u nas wyrabia – poruszeni wezwaniem europosła Lewandowskiego o tym, że w Warszawie jest gorzej niż w Aleppo, czy wynurzeniami europosłanki Róży Thun o brunatnej Warszawie – chcą dla nas sankcji.

Z przytoczonych przed chwilą badań – a cytuję je za „Dziennikiem Gazetą Prawną” – wynika, iż miłujący wolność, kulturę i tolerancję naród niemiecki marzy o pogłębieniu relacji z Rosją! Wszak tam, pod demokratycznym okiem Władimira Putina, praworządność rozkwita. Niemal tylu samo Niemców, którzy chcą karać Polskę, domaga się zacieśnienia współpracy z postsowieckim państwem, które od kilku lat dzień w dzień morduje, kaleczy, porywa ludzi na Ukrainie. Himalaje hipokryzji. To prawda, ale przede wszystkim jasny dowód na to, iż w karaniu Polski nie chodzi o żadną praworządność, obronę wolności itp. Domaganie się jeszcze większego zbliżenia z Moskwą pokazuje, że Niemcy mają w nosie takie błahostki jak demokracja – w FR jest jej jak na lekarstwo i im to nie przeszkadza. Chcą karać Polskę za obniżenie wieku emerytalnego sędziów, choć jest oczywiste dla każdego, iż w najmniejszy sposób nie ogranicza to wolności – wręcz odwrotnie: w arcyłagodny sposób eliminuje z wymiaru sprawiedliwości ludzi, którzy jeszcze 30 lat temu łamali prawa człowieka, mając w kieszeni legitymację partii totalitarnej. Czy nie dzieję się tak dlatego, że w niemieckiej kulturze – pod wierzchnią warstwą pozorów otwartości i demokracji – ciągle bardzo silna jest skłonność szukania łączności z kulturami, które ponad wolność stawiają siłę? Jedna sprawa zdaje się poza dyskusją – w niemieckim społeczeństwie niezwykle silny jest antypolonizm. Podobnie zresztą jak antysemityzm, bo wbrew deklaracjom sympatii do Izraela, w Niemczech bez ochrony policji nie może odbyć się żadne żydowskie święto. I być może jest tak, iż te dwie niechęci – do Polaków i do Żydów – nie zniknęły wraz z upadkiem III Rzeszy. 

Wyniki The Berlin Pulse powinno wziąć sobie do serca całe środowisko totalnej opozycji i mieć w tyle głowy, że każdy ich pokaz hejtu wobec państwa polskiego może przyczyniać się do wzrostu nienawiści wobec Polaków u ludzi, których ogromna część to potomkowie oprawców z czasów II wojny światowej.

link:

http://niezalezna.pl/250603-niemiecka-slabosc-do-autorytaryzmu

 

#Grzegorz Górny wyciąga wnioski z pewnych badań socjologicznych przeprowadzonych w latach 2015 i 2017 w Europie, na portalu w Polityce.pl, bardzo ciekawe:

„…Nie jesteśmy wspólnotą losu. Mamy inne doświadczenia historyczne. Niemal wszystkie kraje położone pomiędzy Rosją a Niemcami mają za sobą długi okres niebytu państwowego – i to doświadczonego całkiem niedawno. Dotyczy to Polski, Węgier, Czech, Słowacji, Łotwy, Litwy, Estonii, Chorwacji, Rumunii, Mołdawii, Słowenii, Bułgarii, Ukrainy, Białorusi, Serbii, Macedonii czy Czarnogóry. Świadomość, jak krucha jest niepodległość, wpisana została w nasz kod kulturowy. Dlatego inaczej niż na Zachodzie patrzymy na muzułmańskie fale imigracji czy centralistyczne ambicje eurobiurokratów.

Nie jesteśmy wspólnotą pamięci. Wciąż jeszcze pamiętamy grozę i nędzę komunizmu, którego nie doświadczyły kraje Zachodu. Większość naszych antykomunistycznych bohaterów dla nich nie jest bohaterami. Marksizm nie jest dla nas nadzieją ludzkości, lecz raczej ślepym zaułkiem. Dlatego jesteśmy szczególnie uwrażliwieni na utopijne projekty inżynierii społecznej.”

Sporo mówią na ten temat opublikowane ponad miesiąc temu wyniki badań przeprowadzonych przez renomowany ośrodek socjologiczny Pew Research Center. Przeprowadzono je między 2015 a 2017 rokiem na próbie 56 tysięcy ankietowanych w 34 krajach Europy Zachodniej, Środkowej i Wschodniej. Pytania dotyczyły sfery wartości, a ich rezultaty – odzwierciedlone na mapie geograficznej – ukazują w sprawach aksjologicznych radykalny podział między wschodem a zachodem naszego kontynentu. Linia graniczna przebiega natomiast dokładnie tam, gdzie jeszcze trzy dekady temu znajdowała się „żelazna kurtyna”.

„Żeby zobrazować zjawisko, przytoczmy zaledwie trzy pytania. Czy jesteś za lub przeciw legalnym „małżeństwom” homoseksualistów? Szwecja (88 proc. za – 7 proc. przeciw), Dania (86 – 9), Holandia (86 – 10), Belgia (82 – 10), Hiszpania (77 – 13), Wielka Brytania (77 – 20), Niemcy (75 – 23). Spośród krajów Europy Zachodniej najmniejsze poparcie dla „homo-związków” panuje we Włoszech (59 – 38).

Odwrotnie przedstawia się natomiast sytuacja na wschodzie. Wymieńmy kilka krajów: Mołdawia (5 proc. za – 92 proc. przeciw), Ukraina (9 – 85), Litwa (12 – 85), Estonia (23 – 71), Węgry (27 – 54), Polska (32 – 59).”

cały artykuł;

https://wpolityce.pl/polityka/424336-europe-nadal-dzieli-mur-nie-jestesmy-wspolnota-losu

 

#Ziemkiewicz mistrzowsko podsumował Applebaum w interia.pl

co ciekawsze fragmenty odpowiedzi na jej artykuł :

„….Amerykanie nie zagłosowali na Hilary Clinton oczywiście nie dlatego, że ktoś puścił plotkę, iż Barack Hussein Obama urodził się w Afryce, tylko dlatego, że kazali im na nią głosować ci sami ludzie, którzy zapewniali ich, że na funduszach hedgingowych nie można stracić, że inwestycja w nieruchomości jest zabezpieczona ze stuprocentową pewnością (proszę, kto ciekaw, obejrzeć film Fergusona o wszystkich tych sprzedajnych noblistach, którzy naganiali frajerów oferującym toksyczne papiery bankom), że imigranci się zasymilują i będą z nich same pożytki... Te same elity, które tak rządziły, że mimo wielu lat wzrostu gospodarczego przeciętnego Amerykanina stać na coraz mniej i coraz bardziej rośnie przepaść między nim, a wąską grupą bogaczy, że dzieciaki w szkołach zamiast się uczyć mordują się nawzajem i handlują narkotykami, że naukę wyparł genderowy bełkot, a największym problemem jaśnie oświeconych salonów stała się „dyskryminacja” polegająca na tym, że zabrania chłopcu załatwiać w damskiej toalecie, choć twierdzi on, że czuje się dziewczynką.

Analogicznie w Polsce i na Węgrzech – i we Włoszech, i w Austrii, i w kolejnych krajach, w których emocje te eksplodują w przyszłorocznych eurowyborach. „Liberalne” elity zostały odrzucone nie przez żadne plotki czy „kłamstwa średnie”, tylko dlatego, że okazały się… delikatnie mówiąc, nieskutecznie. Tak samo, jak u schyłku wieku XIX elity arystokratyczne, które nie sprostały nowym wyzwaniom. Do pewnego momentu ludzie skłonni są wierzyć, że durniem jest tylko ten a ten ekspert, intelektualista czy establishmentowy polityk – aż w pewnym momencie uznają, że durniami są „en masse” wszyscy ci mądrzący się i wynoszący ponad zwykłych ludzi jajogłowi. Nadymają się, pouczają, pohukują z urojonych wyżyn, a po prostu nie potrafią dobrze i skutecznie zarządzać naszymi sprawami.

A kiedy jeszcze durnie stają jeden za drugim „murem”, kiedy na jasno dany im przez wyborców sygnał reagują obrażaniem ich, to wtedy – koniec. Im bardziej odrzucane elity tupią, ubliżają, straszą i okazują źle głosującym „dołom” pogardę – tym bardziej są odrzucane. To nie żaden „populizm”, to jest właśnie demokracja – w przeciwieństwie do oligarchii, która sama siebie nazywa, także w omawianym tu tekście, „demokracją liberalną….”.

„PiS wyznaje dzisiaj nowe idee” (niż w latach 2005-2007, kiedy ministrem w rządzie PiS był jej mąż), pisze Applebaum, „nie tylko ksenofobiczne… ale też jawnie autorytarne”. Nie sposób wskazać żadnej zasadniczej zmiany w ideowej tożsamości PiS trzynaście lat temu i dziś, podobnie, jak nie sposób znaleźć żądnej oficjalnej deklaracji partii i samego Komendanta, która byłaby deklarowaniem (i to „jawnym”) ksenofobii czy pochwałą autorytaryzmu. Film „Nocna zmiana” w oczywisty sposób nie jest filmem „o froncie tajnych sił przeciwko prawicy”, artykuł o medialnej krzątaninie Applebaum, mającą na celu zohydzenia obecnych władz Polski w tygodniku „Do Rzeczy”, w żadnym stopniu nie przedstawił jej jako „żydowskiej koordynatorki prasy międzynarodowej, skrycie kierującej jej negatywnymi opisami Polski”. To zwyczajna podłość z jej strony.

Długo by wyliczać: właściwie wszystko opisuje Applebaum kłamliwie. Barack Obama nie dowie się z jej artykułu, jak wyglądał spór o Trybunał Konstytucyjny, i że jego początkiem było bezprawne wyznaczenie nowych sędziów przez poprzednią większość parlamentarną w świadomości nadchodzącej zmiany władzy. Odpowiadając pięknym za nadobne PiS nagiął konstytucję, ale nie bardziej, niż np. Republikanie śp. Mc Caina, a niedawno Demokraci senackimi obstrukcjami podczas walki o mianowanie nowego sędziego Sądu Nawyższego USA – na pewno jej nie „złamał”, jak to, kłamiąc po raz kolejny, pisze Applebaum. Szczególnie nikczemne jest przedstawienie przez nią tragedii w Smoleńsku. I tu Obama nie dowiedział się, skąd tak ogromne emocje, bo dziennikarka, która na jakąkolwiek krytykę reaguje histerycznym krzykiem o antysemityzmie, nie napisała nic o intrydze Tuska z rozdzieleniem wizyt, o zabieraniu prezydentowi samolotu, o wołających o pomstę do nieba zaniedbaniach śledztwa, oddanego Rosji, niszczeniu śladów, zatrzymaniu wraku, o obłożonych przez rząd PO-PSL trumnach, w które wrzucono po trzy nogi i po dwie głowy, o wieloletnich zaniedbaniach w 36 pułku specjalnym, podległym swego czasu jej mężowi jako pisowskiemu szefowi MON. Wystartowali z opóźnieniem, chcieli lądować w Smoleńsku, wszedł do kabiny generał Błasik, powiedział „zmieścisz się”, i katastrofa, a potem Kaczyński zmyślił „kłamstwo średnie” o zamachu. Nawet tak zachwycony czytelnik jak, podobno Obama, nijak z tego nie zrozumie, dlaczego tragedia wyzwoliła tak silne polityczne emocje.”

Czytaj więcej na https://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-bzdury-ktore-zachwycily-obame,nId,2652815

#Były szef NATO radzi Berlinowi brać przykład z Polski. O Nord Stream 2 mówi: To katastrofa dla UE.

Były sekretarz  generalny  NATO Anders Fogh Rasmussen najpierw bez ogródek stwierdził, że „Nord Stream 2 to bez wątpienia projekt geopolityczny”. Na tym jednak nie poprzestał i zauważył, że finalizacja tego projektu to „katastrofa dla całej Unii Europejskiej”. Ponadto Rasmussen zasugerował, żeby Berlin zaczął wreszcie brać przykład z Warszawy i polskiego rządu. „W ostatnich latach ten surowiec stał się bronią Moskwy (…). Rosja dzieli tam, gdzie to możliwe; wie, że ten projekt pomoże wbić klin między jedność europejską i transatlantycką” –

Cały artykuł:

http://niezalezna.pl/242370-byly-szef-nato-radzi-berlinowi-brac-przyklad-z-polski-o-nord-stream-2-mowi-to-katastrofa-dla-ue

# Niemcy bliżej Rosji. Łączy ich gaz i wspólni wrogowie.

W ostatnich miesiącach Niemcy systematycznie poprawiają relacje z Rosją, a jednocześnie ich stosunki z USA pogrążają się w coraz większym kryzysie. Nie ma to charakteru tymczasowego, związanego z prezydenturą Donalda Trumpa. Zmiany, jakie następują, mają charakter trwały i wynikają z szeregu uwarunkowań niezależnych od tego, kto aktualnie zasiada w Białym Domu.Obóz w Niemczech, który politykę bezpieczeństwa i obrony opiera na sojuszu z USA i NATO, słabnie.Nord Stream 2 jest ogromnie ważny dla obu stron. Rosji pozwoli zwiększyć uzależnienie Niemiec i Europy od swego surowca (przy okazji uderzając w Ukrainę), Berlin zaś uzyska bezpośredni dostęp do takich ilości gazu, że zdominuje rynek gazowy w całej Europie Środkowej i częściowo Zachodniej. Zbliżenie niemiecko-rosyjskie tradycyjnie oznacza osłabienie bezpieczeństwa krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Jednak tzw. Trójmorze nie jest osamotnione – tym razem zyskało silnego sojusznika w postaci Donalda Trumpa. Dalsze kroki administracji USA w sprawie realizacji Nord Stream 2 (sankcje?) będą testem szczerości i pokażą faktyczną skalę zaangażowania Stanów Zjednoczonych w naszym regionie Europy.

Zmiana kursu Niemiec nie wynika tylko z polityki Donalda Trumpa. Prezydent USA i jego krytyczna postawa wobec Berlina stały się jedynie katalizatorem zmian w polityce niemieckiej. Co przyznają zresztą nawet ważni członkowie rządu Angeli Merkel. Na przykład minister spraw zagranicznych Heiko Maas, który w wywiadzie prasowym opublikowanym 23 września mówił: „Panuje przekonanie, że Trumpa można przeczekać, a po nim wszystko wróci do dawnego stanu. Takie myślenie uważam za błędne. W relacjach transatlantyckich pojawiły się strukturalne zmiany, które nie znikną wraz z Trumpem. Na to musimy się strategicznie nastawić, zarówno w Niemczech, jak i w Europie”.

Cały artykuł;

https://wpolityce.pl/polityka/418026-niemcy-blizej-rosji-laczy-ich-gaz-i-wspolni-wrogowie

# Wywiad w wPolityce.pl pod tytułem: 

Troska Fundacji Bertelsmanna jest zrozumiała, jeśli weźmie się pod uwagę nazistowskie korzenie koncernu

Dzięki kontraktom rządowym, w ciągu kilku lat od przejęcia władzy przez Hitlera, rodzinna firma Bertelsmann Verlag przekształciła się w potężny koncern. W czasie wojny spółka akcyjna Bertelsmann AG  była największym dostawcą literatury dla Wermachtu. Dostarczyła 19 milionów egzemplarzy książek i broszur propagandowych „o treściach skrajnie uwłaczających Żydom oraz innym nacjom”.

„W przeciwieństwie do zapewnień o kreciej robocie przeciwko Hitlerowi i III Rzeszy, które można znaleźć w materiałach korporacyjnych, wydawnictwo ma silnie brunatną przeszłość. Rozkwitało w trakcie II wojny światowej dzięki publikacjom antysemickim i nachalnie propagującym narodowy socjalizm w wydaniu NSDAP. Dzięki kontraktom rządowym, w ciągu kilku lat od przejęcia władzy przez Hitlera, rodzinna firma Bertelsmann Verlag przekształciła się w potężny koncern. W czasie wojny spółka akcyjna Bertelsmann AG  była największym dostawcą literatury dla Wermachtu. Dostarczyła 19 milionów egzemplarzy książek i broszur propagandowych „o treściach skrajnie uwłaczających Żydom oraz innym nacjom”. Tak oceniała w swym raporcie specjalna Niezależna Komisja Historyczna, która w latach 90. badała powiązanie koncernu Bertelsmanna z nazizmem. Komisja ustaliła również, że wprawdzie na terenie Niemiec koncern nie korzystał z pracy niewolniczej, ale w polskich drukarniach przejętych w okupowanym Wilnie pracowali Żydzi zagonieni z lokalnego ghetta i podobnie było w okupowanej Rydze.”

-mówi m.in. Dr Brzeski

 

# Onet.pl opublikował ciekawy artykuł Witolda Waszczykowskiego, analizujący obecną współprace Rosji i Niemiec.

Najgroźniejsza z polskiego punktu widzenia jest jednak sfera szeroko pojmowanego bezpieczeństwa. Niemcy są największym beneficjentem zakończenia zimnej wojny, rozpadu bloku wschodniego i implozji ZSRR. Doszło do zjednoczenia Niemiec i odsunięcia zagrożenia militarnego o setki kilometrów od ich wschodniej granicy.”

„Niemcy publicznie deklarują odpowiedzialność za tragedie drugiej wojny światowej, ale w praktyce robili wiele, aby relatywizować tę odpowiedzialność. Przykładem jest wypromowanie terminu naziści w zastępstwie przymiotnika niemieccy sprawcy wojny. Tragedie zmian granic i migracji powojennych zdołali przykryć kwestią wypędzonych. Nawet niechlubna konferencja monachijska z 1938 roku (zdrada monachijska) została z powodzeniem zastąpiona narracją konferencji monachijskiej w sprawie bezpieczeństwa międzynarodowego, która od kilku dekad wyparła pamięć o poprzedniczce. Jak dotąd z powodzeniem bronią się przed reparacjami, materialnym zadośćuczynieniem za szkody wyrządzone w czasie drugiej wojny światowej. Nie muszę ponownie przypominać, w czyim interesie jest relatywizowanie odpowiedzialności za tragedię drugiej wojny światowej.”

„To nie Polska wkroczyła trzy lata temu na kolizyjny kurs z Niemcami. Wychodząc z założenia, że Unia to nie jest klub altruistów, podjęliśmy wysiłki na rzecz realizacji polskich interesów narodowych, odejścia od biernego płynięcia w nurcie europejskim. Ten interes to m.in. utrzymanie zrównoważonej integracji europejskiej, wyrównanie statusu naszego regionu z poziomem rozwoju zachodniej części Europy m.in. przez infrastrukturalno-energetyczną inicjatywę Trójmorza. Nasz interes to dywersyfikacja dostaw energii do Europy i zapewnienie bezpiecznych źródeł zaopatrzenia. Nasz interes to solidarna Unia i NATO, bez pokus do renacjonalizacji polityk państw członkowskich. Nasz interes to niepodzielność bezpieczeństwa militarnego, to Europa ciesząca się jednakowym bezpieczeństwem we wszystkich regionach.

Mam nadzieję, że przynajmniej część wątpliwości co do intencji Berlina została wyjaśniona w czasie wczorajszej wizyty w Polsce niemieckiego ministra spraw zagranicznych. Jeśli nie, to następną okazją do poważnej rozmowy będą przyszłe konsultacje międzyrządowe. Tam powinno się wyjaśnić, czy flirt Berlina z Moskwą służy poszukiwaniu kompromisowych rozwiązań dla całej Unii i NATO, czy politykom niemieckim przyświecają inne cele. Warto będzie też przypomnieć pani kanclerz, że w 2006 roku zobowiązywała się, iż w każdej podróży do Moskwy i z Moskwy zatrzyma się w Warszawie, aby wyjaśnić motywy i rezultaty takich spotka”

cały artykuł pod linkiem:

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/spotkanie-w-meseberg-budowa-kompromisu-kondominium-czy-dominacji-nad-europa/8j9fj0y

#  Zagłada chrześcijaństwa – Aleksander Rybczyński: „Postępowa” Europa od dziesięcioleci walczyła z religią, po cichu kontynuując zbrodnicze dzieło sowieckiego totalitaryzmu. Celem było stworzenie “nowego człowieka”. W wersji sowieckiej człowiek ten miał promienną twarz patrzącego w pustkę komunisty; we współczesnej wersji “nowy człowiek” kieruje się zasadami poprawności politycznej, nie myśli samodzielnie i szanuje wszystkie religie z wyjątkiem chrześcijaństwa.

Lata racjonalizmu, ateizacji, odwracania się od kościoła zrobiły swoje. Afirmacja wygodnego, wolnego od duchowej kontestacji i egzystencjalnych wątpliwości stylu życia sprawiła, że Europejczycy utracili więź z historią, tradycją i wartościami, na których ich przodkowie zbudowali potężną cywilizację. Nikt już zdaje się nie pamiętać, że cywilizacja ta wzniesiona została na chrześcijańskiej skale,”

link do całego artykułu:

http://www.polskacanada.com/aleksander-rybczynski-zaglada-chrzescijanstwa/

 

# Ciekawy głos o historii konfliktów polsko-rosyjskich (nie ruskich):

PIOTR ZYCHOWICZ: Dzieje Europy Wschodniej ostatnich 500 lat to dzieje rywalizacji między Rosją a Rzeczpospolitą. O co toczyły się te zmagania?
ANATOL TARAS: O terytoria. Po pierwsze, o Wielkie Księstwo Litewskie, Ruskie i Żmudzińskie (bo taka jest pełna nazwa tego państwa). A po drugie, o Liwonię, czyli obecne ziemie Białorusi, Ukrainy i trzech państw bałtyckich – Litwy, Łotwy, Estonii.
PZ: Rosja lubiła i lubi przedstawiać się jako opiekunka Białorusinów i Rusinów, swoich „słowiańskich braci” zagrożonych przez „obcą” Polskę. Czy rzeczywiście narodom tym etnicznie jest bliżej do Rosjan niż do Polaków?
AT: Moje zdanie w tej kwestii opiera się na wnioskach genetyków i antropologów z Rosji (grupa Eleny Bałanowskiej i Anatolija Kliesowa), a także z Białorusi (Aleksieja Mikulicza) oraz na publikacjach naukowców innych specjalności – lingwistów, psychologów, historyków. Z punktu widzenia genetyki i antropologii Białorusinom znacznie bliżej jest do Polaków, szczególnie do potomków Mazurów, niż do współczesnych Rosjan. Jedynie mieszkańcy rosyjskich obwodów – pskowskiego, części nowogrodzkiego, części twerskiego i smoleńskiego – to potomkowie Krywiczów, czyli bezpośrednich przodków Białorusinów. Ale nie Rosjan. Rosjanie są bowiem potomkami Finów i Turków (Tatarów, Protobułgarów, Baszkirów i innych). Teza o „trzech bratnich narodach” – rosyjskim, białoruskim, ukraińskim – i o rosyjskim „starszym bracie” jest tezą polityczna, a nie naukową.
PZ:Czy Rosja jest więc w ogóle państwem słowiańskim?
AT:Już dawno udowodniono, że nazwę „Ruś” państwo moskiewskie ukradło Rusi Kijowskiej, czyli przodkom Ukraińców. To jest oczywiste. Odpowiedź na pytanie, które narody są słowiańskie, a które nie, zależy od tego, jak zdefiniujemy Słowian. Jeśli założymy, że Słowianie to posiadacze określonych genów, to obecni Rosjanie nie są Słowianami. Jeśli rozumieć pod pojęciem określoną strukturę języka, jego podstawowy słownik, a także kulturę, to wielu obecnych Rosjanie jest Słowianami.
PZ:Czy językom białoruskiemu i ukraińskiemu jest bliżej do polskiego czy rosyjskiego?
AT:W czasach Wielkiego Księstwa Litewskiego język białoruski był bliższy polskiemu. Teraz, po 220 latach ukierunkowanej kompleksowej rusyfikacji, stał się bliższy językowi rosyjskiemu. Nie mogę mówić o języku ukraińskim, ponieważ dobrze go nie znam.
PZ:Czy to bliskość genetyczno-językowa skłoniła Polaków i zamieszkującą Wielkie Księstwo Litewskie szlachtę ruską do stworzenia wspólnej Rzeczypospolitej?
AT:Bez wątpienia czynnik ten odegrał rolę. Główną przyczyną nie była jednak ta bliskość, ale zagrożenie ze strony Moskwy. Gdyby Moskwa nie prowadziła kolejnych wojen przeciwko Wielkiemu Księstwu, to Rzeczpospolita by nie powstała. Znalezienie przez Wilno sojusznika przeciwko Moskwie było wówczas dla Wielkiego Księstwa kwestią życia i śmierci. A najbardziej odpowiednim sojusznikiem z punktu widzenia geograficznego, historycznego, genetycznego i językowego była Polska. A nie Szwecja, Prusy czy Austria.
PZ:Kiedy Rzeczpospolita i Rosja znalazły się na kursie kolizyjnym?
AT:Konflikt rozpoczął się od razu. Zawarta w 1569 r. unia lubelska stała się wyzwaniem dla Moskwy. Już wtedy toczyła się walka o Inflanty. Dzięki zawarciu unii lubelskiej zwycięstwo w tych zmaganiach odniosła Rzeczpospolita. Po 80 latach Moskwa się zrewanżowała. Chodzi oczywiście o straszne czasy potopu szwedzkiego opisanego tak obrazowo przez Sienkiewicza.

link:  https://dorzeczy.pl/70498/Polska-kontra-Rosja-500-lat-walk-o-Europe-Wschodnia.html

# Tak Orban skwitował wszczęcie procedury wobec Węgier: ” Dni tej komisji są już policzone”. Fragmenty artykułu:

…Potrzebujemy po wyborach europejskich Komisji, która nie karze państw chroniących granice Europy, takich jak Węgry. Nie powinna karać nikogo, a jeśli już chce, to niech raczej karze tych, którzy wpuścili do Europy miliony migrantów z naruszeniem obowiązujących przepisów unijnych…”

Nawiązując do propozycji KE, by państwom członkowskim, które zgadzają się na transfer do przyszłych centrów kontroli migrantów w UE osób sprowadzonych na ląd udzielać wsparcia finansowego w wysokości 6 tys. euro na osobę, Orban powiedział, że przywodzi mu ona na myśl eksperymenty szkolne na biologii, gdy „żabie jeszcze drga noga”.Zaznaczył jednak, że ta sprawa dotyczy kwestii zasadniczej: na co należy wydawać pieniądze Europejczyków.
„Myślenie, zgodnie z którym mielibyśmy je dać migrantom ( te 6 tyś EURO) zamiast Europejczykom, jest niebezpieczne i powinniśmy zadbać o to, by w następnych wyborach ukonstytuował się taki Parlament, który nie wystąpi z podobną bzdurą i absurdem”. „– Jeśli chodzi o politykę wobec uchodźców, obowiązuje zasada: pani Merkel nie ma uprawnień do decydowania, kto może mieszkać na Węgrzech. Ja też nie pozwoliłbym sobie na decydowanie o tym, kto może mieszkać w Niemczech, a kto nie. Mówimy to bardzo uprzejmie .” – powiedział węgierski premier.

Link:   http://niezalezna.pl/231789-komisja-europejska-wszczela-procedure-wobec-wegier-orban-quotdni-tej-komisji-sa-juz-policzonequot

 

#  Piękny głos Ziemkiewicza na temat wolności pracy po Magdalence: ”  Co mógł człowiek czuć, gdy krakowski „Czas” bankrutował, mając pierwsze miejsce w regionie pod względem czytelnictwa i sprzedaży, zduszony zmową reklamodawców? Gdy numer „Najwyższego Czasu” z listą Macierewicza, absolutnie nieosiągalny w sprzedaży, ówczesny monopolista „Ruch” skierował w całości na przemiał, informując redakcję o prawie stuprocentowych zwrotach? Gdy po świetnym starcie tygodnik „Spotkania” został przez francuskiego wydawcę nagle zamknięty, bo „przyjaciele przyjaciół” z Polski ostrzegli go, że redakcję opanowali faszyści? Gdy w identyczny sposób zakończył się rynkowy sukces telewizji RTL-7?”

link:  https://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-to-sie-nazywa-frustracja,nId,2606976

# Jan Parys: „Nie pracuję w administracji i jako osoba prywatna mogę powiedzieć więcej” cały wywiad: https://dorzeczy.pl/kraj/69893/Jan-Parys-Nie-pracuje-w-administracji-i-jako-osoba-prywatna-moge-powiedziec-wiecej.html

„…z lekceważeniem rosyjskiego zagrożenia, lansuje się tezę o konieczności współpracy politycznej i gospodarczej z Moskwą i o potrzebie równoważenia wpływów Ameryki przez współpracę z Rosją”. Jako przykład wskazuje tu Nord Stream i Nord Stream II. – A przecież jest jasne, że to dzięki środkom finansowym z eksportu węglowodorów do Europy Rosja może budować swój potencjał militarny, którym potem grozi Europie. Może czas publicznie się zapytać, co to za schizofrenia panuje w Berlinie, jak można dofinansowywać państwo, które jest głównym przeciwnikiem militarnym Europy i nie ukrywa swych agresywnych zamiarów… .”

„…Co Polska powinna zrobić w takiej sytuacji? Zdaniem Parysa, aby utrzymać niepodległe państwo Polska musi „trzymać się z najsilniejszym członkiem NATO, czyli współpracować z USA w każdym aspekcie”. Polityk zaznaczył, iż Amerykanie nie prowadzą polityki na zasadzie filantropii i nie chcą „bronić Polski dla Polski”, ale „chodzi im o zatrzymanie marszu zachodnioeuropejskiej elity w kierunku Moskwy. Jak wskazał „z racji naszego położenia, naszej roli w regionie, woli polskiego narodu do utrzymania niepodległości, Polska jest sojusznikiem dla USA, w grze jaka dziś się toczy w Europie…”.

 

# Europa jest w szoku. Włoski minister spraw wewnętrznych Matteo Salvini realizuje zapowiadane przed wyborami obietnice! I zaczyna działać na korzyść własnych obywateli: dbać o swój kraj, jego finanse i gospodarkę, wreszcie o jego bezpieczeństwo. Toasz Łysiak w swoim feletonie w SIECI.

” Prowadzący zaraz zapytał więc o kwestię Romów – to także rozgrzało atmosferę we Włoszech, gdyż wicepremier zapowiedział wydalenie z kraju wszystkich Cyganów nielegalnie przebywających na terenie Italii. Salvini odparł, że jeśli ktoś nie respektuje prawa państwa, w którym mieszka nielegalnie, nie płaci podatków, a nawet wbrew przepisom nie posyła dzieci do szkoły, to dlaczego ma być przez ten kraj wspierany i utrzymywany. A zatem na poziomie podstawowym jest to po prostu kwestia powrotu do fundamentów funkcjonowania państwa prawa. ….Padły także inne ważne słowa – o tym, że musi się zakończyć panujący w Europie dyktat dwóch państw: Francji i Niemiec. Salvini przypomniał, że Włochy są drugą gospodarką w UE, są także drudzy, jeśli chodzi o wpłaty do unijnego budżetu, a to oni właśnie do tej pory przyjmowali najwięcej imigrantów w całej Europie. Jednym słowem: według włoskiego ministra spraw wewnętrznych państwa unijne powinny do wszystkiego podchodzić po partnersku, Włochy zaś muszą w końcu zacząć mówić swoim głosem. I dodał: „Tak jak to robią takie kraje jak Węgry czy Polska”. Tak czy owak dla kogoś, kto tak jak my, Polacy, zna już dynamikę działań posłusznej Brukseli opozycji, jasne jest, że wobec tego wszystkiego dotychczasowe ataki przeciwników nowego włoskiego rządu to dopiero początek. Prawdziwa furia dopiero nadciąga.”

 

https://wpolityce.pl/polityka/401950-furia-nadciaga

 

# Prof.Legutko w wywiadzie dla  : ” Nieugięty proamerykanizm Warszawy doprowadza Unię Europejską do szału”.  If America Is Divided, So Is Europe.               https://www.wsj.com/articles/if-america-is-divided-so-is-europe-1530914306?mod=searchresults&page=1&pos=1

 

Polska wersja (cytaty):

https://wpolityce.pl/polityka/402931-prof-legutko-dla-wall-street-journal

# Prof. Daniel Pipes w artykule pod tytułem „Polski zakaz dla muzułmanów” (Poland’s Muslim Ban”) opublikowanym w dzienniku „The Washington Times” w niedzielę, zapowiada, że Polska uniknie kryzysu, jaki z powodu muzułmańskich uchodźców grozi Zachodniej Europie. 

Pipes, jako jeden z pierwszych z grona amerykańskich ekspertów w dziedzinie polityki międzynarodowej, już w roku 1985 ostrzegał przed zagrożeniem, jakie dla Zachodu stanowi islamski fundamentalizm.

W komentarzu opartym na obserwacjach zebranych podczas tygodniowego pobytu w Polsce Pipes stwierdza, że w Polsce brak zagrożenia imigracją z Bliskiego Wschodu spowodowany jest polityką „obrony cywilizacji” rządzącej partii PiS, która wprowadziła prawie absolutny zakaz imigracji z państw muzułmańskich. (Pipes nazywa PiS, podobnie jak inne tego typu partie, które ostatnio doszły do władzy na Węgrzech, we Włoszech i w Austrii, partiami „cywilizacjonistów”).

https://www.washingtontimes.com/news/2018/jul/1/how-poland-responds-to-western-europes-illegal-mig/

# Głos w sprawie zmian w SN. Poniżej cytat z Trybunału Konstytucyjnego z 1998 roku (przewodniczący Safjan, który obecnie walczy po stronie PO) w sprawie wieku sędziów przechodzących w stan spoczynku:Stosownie do postanowień ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych granicą tą (piastowania stanowiska sędziego) było i nadal pozostaje 70 rok życia; po jej przekroczeniu nikt nie może pełnić urzędu sędziowskiego w sądach, o których mowa w art. 175 konstytucji. Nie oznacza to jednak, by ustawodawca nie mógł też ustanowić innych, dodatkowych granic, po osiągnięciu których możliwe jest przesunięcie sędziego w stan spoczynku, nawet jeżeli nie wyraża on na to zgody. W świetle art. 180 ust. 4 konstytucji konieczne jest tylko, by także te granice oparte były o osiągnięcie określonego wieku przez sędziego, a w świetle ogólnych konstytucyjnych zasad ustroju sądownictwa konieczne jest, by regulacja taka była ustanowiona w sposób respektujący zasadę niezawisłości sędziowskiej i aby służyła ona realizacji konstytucyjnie legitymowanych celów.
Kluczowe tym tekście jest to, że – wbrew tezom, rozpowszechnianym dziś m.in. przez tych, którzy obecnie, motywowani własnym udziałem w politycznym konflikcie, apoteozują Trybunał Konstytucyjny sprzed pisowskich reform – TK uznał, że jak najbardziej możliwe jest wprowadzenie prawa, dającego możliwość przenoszenia – nawet wbrew ich woli, co zostało expressis verbis napisane! – sędziów w stan spoczynku, po przekroczeniu przez nich określonej granicy wieku, którą ustawodawca może zwykłą ustawą zmieniać.
Link do artykułu: https://wpolityce.pl/polityka/402417-nie-mozna-zmienic-wieku-emerytalnego-sedziow

# Wywiad z autorem książki Jens Hovsgard, „Szpiedzy, których przyniosło ocieplenie”,opowiadającej o aferze Nord Stream.


W Polsce i np. w państwach bałtyckich podejście państw zachodnich do Rosji postrzegamy przez pryzmat dwóch podstawowych błędów. Pierwszy zakłada, że Rosja Putina jest jak każde inne państwo, z którym prowadzi się dyplomatyczne rozmowy. Drugi błąd polega na twierdzeniu, że z Rosją można zawierać czysto biznesowe układy, niemające związku z polityką. Czy twoja świadomość tych spraw zmieniała się wraz z pracą nad książką?
-Po raz pierwszy natrafiłem na sprawę Nord Stream, kiedy zajmowałem się tematem mojej ostatniej książki, czyli duńską rodziną królewską. Mały wycinek tamtej sprawy dotyczył tego, w jaki sposób Gazprom i Rosja wykorzystywała królową i jej otoczenie do tego by zdobywać poparcie dla swoich politycznych i gazowych projektów. Moje pierwsze spostrzeżenie było takie, że Gazprom jest firmą, która kompletnie różni się od wszystkich firm zajmujących się energią, które znamy z Zachodu.Właściwie całe kierownictwo Nord Stream i Gazpromu składało się z byłych agentów KGB, FSB i niemieckiej Stasi. Jednym z pierwszych kroków Putina po zdobyciu władzy było usunięcie wszystkich starych dyrektorów z Gazpromu i zastąpienie ich swoimi ludźmi. Strategia Gazpromu w całości podporządkowana jest celom politycznym. Ba, przecież Putin w 1996 roku bronił na Uniwersytecie Technicznym w Petersburgu pracę licencjacką na temat tego, w jaki sposób Rosja może budować swoją potęgę, wykorzystując zarządzanie takimi surowcami jak gaz ziemny. Dlatego wyjątkowo naiwni są ci przywódcy zachodni, którzy uważają, że można nakładać sankcje na Putina za aneksję Krymu, a jednocześnie zawierać biznesowe umowy z Gazpromem. To jest polityka tworzona pod dyktando Rosji.
Ludzie związani w przeszłości z tajnymi służbami nie tylko rządzili projektem Nord Stream, ale też stosowali metody, których nauczyli się w poprzednim zawodzie. Tak było np. gdy postanowiono wykorzystać rosyjskiego emigranta Dmitrija Romanoffa w rozgrywce z duńską koroną.
-To była bardzo inteligentna rozgrywka w wykonaniu Putina i jego ludzi. Po pierwsze rozumieli specyfikę duńskiej polityki. Jesteśmy demokracją, ale mamy też monarchię. Teoria jest taka, że królowa nie ma żadnych kompetencji politycznych, ale wiadomo, że sprawa, która zdobędzie poparcie królowej ma duże szanse, że zostanie załatwiona. Dlatego w 2002 roku Putin napisał pełen kurtuazji list do królowej, zawierający wiele deklaracji o wieloletniej przyjaźni pomiędzy oboma krajami. Zaproponował przeniesienie szczątków księżnej Dagmary Marii Fiodorownej z Danii i pochowanie ich w Rosji, z innymi członkami Romanowów.
Czyli musimy podjąć współpracę z Putinem, żeby być w większym stopniu odpornym na kryzysy, które Putin wywołuje…

Mniej więcej tak to wygląda. Do tego dochodzi wiara, że Putin nie zakręci Niemcom gazu. Gdy mówię o takiej możliwości i argumentuję, jak niebezpieczne może być uzależnienie od rosyjskiego gazu, to słyszę „Dlaczego Putin miałby to zrobić, skoro do tej pory tego nie robił?”. Wtedy ja odpowiadam „Dlaczego nie miałby tego zrobić?”. W tej chwili, chcąc zmarginalizować Ukrainę, stawia na dobrą współpracę z Niemcami, ale przecież to nie wyklucza tego, że gdy powstanie Nord Stream 2 i nadarzy się polityczna okazja, Putin nie wykorzysta znowu gazu jako broni.

Wśród liberalnych środowisk w Europie, które jeszcze nie dawno nie widziały nic złego w kontaktach z Putinem, nastąpiła zmiana, przynajmniej pozorna, w podejściu wobec Rosji. Proputinowskie sympatie są dziś często w ustach byłych sojuszników Moskwy zarzutem, który kompromituje polityka. Czy ta zmiana atmosfery może wpłynąć na szanse realizacji Nord Stream 2?

Atmosfera rzeczywiście się zmieniła. Krytyka NS2 jest bardziej otwarta, a dyskusja sięga szerszych kręgów opinii publicznej. Jednak z drugiej strony kluczowe osoby, które podejmują w tej sprawie decyzje, nadal znajdują się w Niemczech. A tam niewiele się zmieniło. Ciągle lansowana jest teza, że Nord Stream 2 jest projektem czysto ekonomicznym i nie ma wpływu na politykę.

Czy istnieje zatem scenariusz, w którym projekt NS2 zostaje zablokowany?

Mówiąc szczerze jestem bardzo sceptyczny wobec tego czy takie rozwiązanie jest jeszcze możliwe. W jednej z depesz amerykańskiej ambasady w Moskwie, która wyciekła przez WikiLeaks znajduje się relacja, w której opisane jest jak Mattias Warnig stwierdza otwarcie „Projekt Nord Stream 2 dojdzie do skutku i nic nas nie powstrzyma”. Po stronie Kremla istnieje ogromna determinacja by doprowadzić to do końca.

# Polecam analityczny artykuł o problemach ekonomicznych Grecji. Dlaczego akurat ten? Bo w komentarzach do niego odszukałem wiele odniesień do Polski, że z nami też by tak było po przystąpieniu do strefy euro lub po następnych 4 latach rządów PO.

https://fakty.interia.pl/autor/michal-michalak/news-grecja-pudrowanie-bankruta,nId,2599808

 Michal Michalak

Najciekawsze (wg mnie) cytaty: „….Zaciskanie pasa „level hard”.Komu dzisiaj zabiorą? – mogą się zastanawiać Grecy, włączając wieczorne wiadomości. I tak już osiem lat. Od 2010 roku, kiedy zaczęły się pakiety pomocowe, płaca minimalna w Grecji spadła z 876 do 683 euro. Emerytury obniżono nawet o 40 proc. Ponad 1,2 mln greckich emerytów żyje za mniej niż 500 euro miesięcznie. Średnia emerytura to 722 euro.Wiek emerytalny podniesiono do 67 lat dla kobiet i mężczyzn. Zlikwidowano emerytury pomostowe. Doszło do masowych zwolnień w sektorze publicznym. Niezależnie od tego, czy w danym urzędzie albo firmie był przerost zatrudnienia czy nie – Grecja miała do wyrobienia kwotowe normy zwolnień i koniec. Trzeba było wykonać. Tym, którzy w budżetówce zostali, ścięto pensje nawet o 30 proc. VAT podniesiono z 19 do 24 proc., a następnie podciągnięto większość towarów pod tę właśnie stawkę. CIT podniesiono do 29 proc., co jest szczególną trudnością zwłaszcza dla małych przedsiębiorstw. Nałożono nowe podatki na co tylko się dało: internet, telewizję, turystykę… Wzrosła akcyza. Grecja została także zmuszona do sprywatyzowania: lotnisk, portów, autostrad, energetyki, gazu, wodociągów, poczty, kolei. I to wszystko w zamian za łącznie 274 mld euro pomocy dla Grecji, tak? Może jednak było warto zacisnąć pasa, by przeżyć? Tyle że twierdzenie, iż Troika – Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy – pomogła Grecji, jest pewnym „semantycznym nadużyciem”.
Skąd my to znamy? a no z Polski, część tych „reform” PO zdążyła wprowadzić: podniesienie wieku emerytalnego, podniesienie VAT, wyprzedaż kolei, autostrad, energetyki itd.

 

# Wreszcie głos rozsądku z Niemiec. Minister Spraw Zagranicznych Niemiec Heiko Mass powiedział:

„Nie możemy dopuścić do rozpadu Unii na różne podgrupy i do powstania nowych granic. Musimy zasypać powstałe w ostatnich latach szczeliny między Północą a Południem oraz między Wschodem a Zachodem. Musimy nauczyć się patrzenia na Europę oczami innych Europejczyków, aby lepiej rozumieć ideę Europy.”

Polityk zaznaczył,” …że krajom Europy Środkowo-Wschodniej nie można okazywać wyższości moralnej, ale należy zabiegać o porozumienie…” „przeżyły rozpad komunizmu i totalną zmianę swoich warunków życia, a Unia Europejska była dla nich przede wszystkim „obietnicą wolności i dobrobytu…” „….Pouczenia z Berlina odnoszą jednak z pewnością mniejszy skutek, niż mądre propozycje zmierzające do zrównoważenia interesów….. „– podkreślił niemiecki socjaldemokrata.

 

O co chodzi w sporze Polski z KE?Poseł Schreiber nie ma wątpliwości, że istotne są trzy kwestie:Europejskich elit nie denerwuje najbardziej np. to, jak rozstrzygane są w Polsce wyroki TK, tylko trzy kwestie: to, żeby Polska weszła do strefy euro; to, żebyśmy przyjęli islamskich imigrantów oraz to, żebyśmy zrobili korektę kursu w polityce zagranicznej, czyli żebyśmy podporządkowali się polityce Paryża i Berlina – powiedział portalowi Niezalezna.pl Łukasz Schreiber, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

http://niezalezna.pl/227231-o-co-chodzi-w-sporze-polski-z-ke-posel-schreiber-nie-ma-watpliwosci-ze-istotne-sa-trzy-kwestie

# Arkadiusz Mularczyk: „Polacy czekają na otwarcie ścieżki sądowej w sprawie reparacji od Niemiec.” wywiad w wPolityce.pl. fragmenty:”W toku prac zespołu napotykamy się na różne ciekawe zagadnienia. Jednym z ciekawszych jest praktyka wysyłania z Polski do Niemiec dokumentów, o które występowały różne organy sądowe państwa niemieckiego, rzekomo w celu ścigania nazistów. I ku naszemu zdumieniu od początku lat 60. do końca lat 90. państwo polskie, archiwa, i Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce wysłały do Niemiec, do centrali w Ludwigsburgu, ponad 62 tys. oryginałów dokumentów. To były zeznania świadków, zdjęcia, mikrofilmy, często jedyne dowody zbrodni niemieckich popełnionych w Polsce. Te dokumenty niestety do Polski nie wróciły.”
„Dziwne jest to, że przez tyle lat żadna z instytucji państwowych nie podjęła żadnych starań o zwrot tych dokumentów. To jest też niebywałe. Tu się pojawia niestety nazwisko pani Darii Nałęcz, która takie dokumenty wysyłała do Niemiec, bez podstawy prawnej. Pojawiają się też inne nazwiska, i można zadać pytanie, czy to była wyłącznie lekkomyślność, niedbałość, głupota, czy też były inne przyczyny i powody. Bo można odnieść wrażenie, że Niemcy w ten sposób czyścili polskie archiwa z dowodów zbrodni niemieckich. Może to był główny cel tej operacji. Chodzi tu m. in. o dokumentację rozstrzeliwań Polaków, pacyfikacji wsi i innych zbrodni. To jest wstrząsające.”

https://wpolityce.pl/polityka/397655-tylko-u-nas-arkadiusz-mularczyk-polacy-czekaja-na-otwarcie-sciezki-sadowej-w-sprawie-reparacji-od-niemiec-sprawa-budzi-ogromne-nadzieje

# Trwa wybielanie Niemców ze zbrodni popełnionych przez ten Naród w okresie rządów Hitlera (1933-1945).Jeden z polityków (pose) partii AfD (Alternatywa dla Niemiec) powiedział na publicznym:
„Rządy Hitlera to drobiazg w porównaniu z ponadtysiącletnią historią sukcesów.”
Sami Niemcy, ustami polityka CDU tak to skomentowali:

50 milionów zabitych w wojnie, Holokaust, wojna totalna – określenie tego wszystkiego jako „ptasiej kupy” to jak policzek wymierzony ofiarom. To także relatywizowanie tego, co wydarzyło się w imię Niemiec

— powiedziała Annegret Kramp-Karrenbauer, sekretarz generalna współrządzącej w Niemczech chadeckiej CDU, uważana za potencjalną następczynię kanclerz Angeli Merkel.

 

# Świetny artykuł o Niemcach i jej roli w Unii Europejskiej,  Michała Karnowskiego. Kilka cytatów:

„Z każdym miesiącem coraz mocniej wybrzmiewa więc pytanie, jak to się dzieje, że wyłącznie Niemcy, niemiecka gospodarka, niemieckie koncerny medialne, niemieckie elity czują się dobrze w obecnej Unii? Tylko ich gospodarka kwitnie, tylko ich skarbce pękają z nadmiaru złota. Czy są tak genialni, a inni głupi? Tak pracowici, a inni leniwi? A może tak cwani, a inni tak naiwni?

A może jest odwrotnie: to nie oni świetnie radzą sobie w tym świecie, ale cały mechanizm jest tak właśnie zbudowany, by wszystko pracowało na rzecz sukcesu Niemiec?

Czyż nie to właśnie widzimy przy okazji sprawy pracowników delegowanych? Kiedy w jakimś segmencie (teraz chodzi głównie o transport), nawet bazując na obecnych regułach, firmy z Europy Środkowej i Wschodniej wypracowały przewagę konkurencyjną, natychmiast zmieniono reguły.

Niemcy potrzebują siły roboczej? Europa otwiera na rozkaz pani Merkel granice, a tych, którzy już Niemcom nieprzydatni, przymusowo ma się relokować do reszty państw.

Nikt w Europie nie wypowiada każdego dnia tylu słów o „europejskiej solidarności” co Niemcy i zaprzyjaźniony z nimi Donald Tusk, ale też nikt nie realizuje tak otwarcie antyeuropejskiego projektu jakim jest Nord Stream 2, budowany przez Niemcy z Rosją, która w przerwach między gazociągiem numer 1, a tym numer 2, napada zbrojnie na sąsiadów, oficjalnie przyjaciół Berlina.”

 https://wpolityce.pl/polityka/396650-czy-niemcy-to-jedyny-narod-ktory-pasuje-do-tej-unii-i-dobrze-sie-w-niej-czuje-wszyscy-inni-za-slabi-za-glupi

 

# Długo czekałem na ten artykuł, w pełni obnażający imigrację po zaproszeniu Merkel doskonały wywiad w austriackiej gazecie . Ten artykuł. powinno się czytać każdemu lewakowi rano i wieczorem i co tydzień robić z niego sprawdzian. A Merkel (i Nowoczesna.) powinni znać go na pamięć.

https://www.wochenblick.at/ex-helfer-fluechtlinge-forderten-markenware-und-haeuser/

Poniżej tłumaczenie za portalem Euroislam.pl:

Emerytowany nauczyciel z Austrii, Franz Schmalwieser, chciał zrobić coś dobrego podczas kryzysu imigracyjnego w 2015 roku. W wywiadzie dla portalu Wochenblick poddaje teraz ostrej krytyce „przemysł azylowy” i wytyka powszechne nadużycia systemu socjalnego.

 

Wochenblick: Dlaczego spogląda pan w przeszłość z gniewem?

Schmalwieser: Po przejściu na emeryturę chciałem zrobić coś sensownego. Dlatego rozwinął się u mnie „syndrom pomocnika”, który prawie graniczył z nałogiem. Jeśli pomagasz szczerze i z pełnym przekonaniem, ale to nie jest doceniane i tylko wyzyskiwane, w pewnym momencie pojawia się jednak nieprzyjemne przebudzenie. To była dość długa walka z samym sobą, ponieważ zdałem sobie sprawę, że wiele osób ubiegających się o azyl świadomie wykorzystuje system socjalny i nie chce niczego dać od siebie.

Gdzie się pan zaangażował?

W Neustadt (niedaleko Amstetten) opiekowałem się na prośbę burmistrza czterema rodzinami ubiegającymi się o azyl, co poszło jeszcze całkiem nieźle. Dziesięcioro dzieci, ośmiu dorosłych. Mieszkali w domu z sześcioma pokojami, który został wynajęty przez osobę prywatną. W rzeczywistości było tam tylko miejsce dla maksymalnie ośmiu osób.

18 osób różnych kultur w sześciu pokojach?

Tak. Po raz pierwszy spotkałem się wtedy z terminem „przemysł azylowy”. Właściciel zarabia powyżej 10 000 euro netto na miesiąc. Chciał nawet umieścić w jednym pokoju cztery do sześciu osób.

Jakie były Pańskie zadania?

Robiłem wszystko. Szofer, koordynator, zbieracz datków, mediator w sporach, nauczyciel niemieckiego. Uczyłem jazdy na rowerze, odwiedzałem z nimi mieszkania. Często też płaciłem za różne rzeczy z własnej kieszeni.

Jak społeczeństwo zareagowało na nowych mieszkańców?

Zaangażowanie było bardzo duże. Pomagało mi piętnastu wolontariuszy. Byłem liderem i koordynatorem grupy „Mesi”. Na początku były hojne datki, głównie bardzo ładne rzeczy, naczynia, ubrania. W tym 30 damskich rowerów. Rowery zostały gdzieś porzucone lub zaginęły, bo były [dla imigrantów] bezwartościowe, ponieważ nie były rowerami górskimi. Pod koniec 2016 roku afrykańscy migranci wyszli na ulice Wenecji, żądając markowych ubrań. Najwyraźniej ubrania dostarczone przez Caritas nie wystarczały. Przeszukując darowane ubrania, często słyszałem: „Franz, to się nie nadaje, chodźmy na zakupy. Rzeczy powinny być markowe”. Czegoś takiego się nie ukryje. Wolontariusze przestali nam pomagać i także darowizny się skończyły. Ludzie czuli się wyzyskiwani.

Jak odnajdywali się w społeczeństwie młodzi?

Na przykład: umieściłem córki afgańskiej rodziny w Szkole Gospodarstwa Domowego. Stopniowo porzucały szkołę. Pierwsza dziewczyna zniknęła po dziewięciu miesiącach. Pojechała do Włoch z Afgańczykiem mieszkającym nielegalnie w Wiedniu. Policja sprowadziła ją z powrotem. Potem powiedziała mi, że „miłość jest o wiele fajniejsza niż szkoła”. Później znów zobaczyłem te dziewczyny w Amstetten. Częściowo zawoalowane, wszystkie z chustką na głowie, pod presją ojca. Jeden była zamężna, druga w ciąży.

Kiedy pojawiły się pierwsze wątpliwości?

Zaraz po kilku miesiącach. Po przybyciu rodzin w ciągu pierwszych czterech miesięcy odbyło się 18 wizyt dentystycznych. Następnie ginekolog, dermatolog, okulista. Ponieważ przepisano wiele okularów, jedna z matek zażądała lepszej jakości; miałem za to zapłacić 124 euro, ale odmówiłem.

Z jakimi oczekiwaniami ci ludzie tutaj przybyli?

Przemytnicy okłamali ich, że dostaną dom i stałą sumę pieniędzy co miesiąc. Wiedzieli, że im więcej dzieci, tym lepiej. Byli tacy „uchodźcy”, którzy dokładnie to sobie wykalkulowali przed wyjazdem.

Jak to jest możliwe?

Przez internet. W domu azylowym mieszkał Irakijczyk, który stracił pracę w Dubaju. Porwał w Bagdadzie swoje dwie córki i przyjechał pociągiem z uchodźcami do Austrii. Na telefonie komórkowym pokazał mi, co „mu się należy”: jako dorosłemu z dwójką dzieci -1400 euro miesięcznie.

 Dokąd ci ludzie później się udają?

Często pomagałem w znalezieniu mieszkania w okolicy Amstetten. Ale każdy chciał jechać do Wiednia. Wtedy doświadczyłem tego mojego „oświecenia”. Syryjskiej rodzinie zaproponowano na początek dom rolnika w Böheimkirchen: 86 metrów kwadratowych, odnowiony, nowe meble. Na podstawie siedmiopunktowej listy Syryjczycy wyjaśnili tłumaczowi, dlaczego się nie zgadzają: brak automatycznego centralnego ogrzewania, śmierdzi (stajnia), dom – mimo przystanku przed drzwiami – zbyt odległy od centrum. Propozycja niewielkiej pomocy na farmie, w zamian za drzewo opałowe, została odrzucona, itp. Później ta rodzina wyjechała do Wiednia i mieszkała tam na 40 metrach kwadratowych. Kolejna rodzina odrzuciła ładny dom oferowany przez diakonię St. Martin. Oni też chcieli jechać do Wiednia. Inna syryjska rodzina chciała zoptymalizować swoją sytuację. Choć dobrze zintegrowana i otrzymująca bardzo dużą pomoc, przeniosła się do Wiednia i rozczarowała swoich bezinteresownych pomocników.

Eksploatacja systemu społecznego, przemysł azylowy – czy to są złośliwości z pana strony?

Doświadczyłem tego i byłem oszołomiony. Zadałem sobie na przykład pytanie, w jaki sposób osoby ubiegające się o status uchodźcy, bez transferu środków finansowych, kaucji, płacą czynsz – to są tysiące euro. Wtedy dowiedziałem się, że istnieje „kapitał początkowy” od zarządu dystryktu. Ponad 3000 euro właśnie w tym celu. Syryjska rodzina z czwórką dzieci została umieszczona przez diakonię w domu o powierzchni 110 metrów. „Jak to zrobić z minimalnym dochodem?” zapytałem tamtejszych pracowników. Nie ma problemu, odpowiedzieli, ta rodzina ma dodatkowe świadczenia i otrzymuje do 2800 euro miesięcznie. Wtedy byłem już zły.

Jak pan sądzi, co jest największą przeszkodą w integracji?

Religia. Oświecony islam nie stanowi problemu. Ale islamizm jest największą barierą i niebezpieczeństwem. Czyni odpornym na edukację, przeciwnym pracy i zamkniętym na porady. 20-letni Turek powiedział mi w twarz: „Wkrótce i tak my będziemy tutaj rządzić”. Coś takiego niełatwo jest przetrawić.

Co zrobiłby pan dzisiaj inaczej?

Wszystko. Pomagałbym tylko w przestrzeganiu przepisów i byłbym surowy i konsekwentny. Systemu socjalnego nie wolno wykorzystywać; dokumentowałbym zachowanie osób ubiegających się o azyl. To powinno być brane pod uwagę przy udzielaniu azylu.

Co doradziłby pan innym „pomocnikom”?

Nie bądź bezkrytyczny, nie pomagaj bezwarunkowo, nie daj się zaślepić, przy pierwszych podejrzanych oznakach bądź czujny. W przypadku odrzucenia lekcji niemieckiego nie powinno być kieszonkowego. Ale nie wolno wylewać dziecka z kąpielą. Istnieje również wiele przykładów udanej integracji. Niektórzy z tych, którym pomogłem, są dziś dobrymi i cenionymi przyjaciółmi. Oczywiście nadal będę pomagać, ale osobom, które na to zasługują.

Czy nadal czuje się pan częścią społeczności „refugees welcome?”

Nie. Przeszła mi chęć do pomagania za wszelką cenę. Wielu lewicowców to oderwane od rzeczywistości pięknoduchy i nie rozumieją, co wyrządzają państwu. Często się też zastanawiałem, dlaczego osoby wyemancypowane i walczące o równość są tak spokojne, przecież oni jako pierwsi stracą w islamie wolność i swoje prawa.

Tłumaczenie Natalia Osten-Sacken, na podst: https://www.wochenblick.at

 

 

#Głos amerykańskiego analityka CIA Schindlera, na temat katastrofy smoleńskiej: „…Prawdę mówiąc, zachodni wywiad miał poważne wątpliwości co do „oficjalnej” wersji Smoleńska od samego początku. Wysoko postawiony polski urzędnik ds. bezpieczeństwa otwarcie informował mnie: „Oczywiście Warszawa znała prawdę”, co oznaczało, że poprzedni rząd starał się dogadać z Putinem, powielając rosyjską wersją katastrofy. Dodawał: „Co mieli robić? Czy myślisz, że NATO rzeczywiście poszłoby dla Polski na wojnę z Rosją o Smoleńsk?”….”W tym cały szkopuł. Funkcjonariusze wywiadu USA zasugerowali mi podobną historię – że amerykańscy szpiedzy, podobnie jak Warszawa, od początku wiedzieli, że Rosjanie kłamią nt. katastrofy. Niemiecki wywiad wydaje się też znać brudną prawdę. To, że za dochodzeniami w 2011 r. kryje się coś nieprzyjemnego, teraz wygląda na bardzo prawdopodobne. Kiedyś sugerowanie, że Putin zaryzykowałby wojnę, mordując czołowych polskich polityków, mogło wydawać się dziwaczne, ale w ciągu ośmiu lat od katastrofy Kreml przejął Krym i najechał wschodnią Ukrainę – nie wspominając, że użył broni chemicznej w Anglii, aby uciszyć swoich wrogów.”

http://niezalezna.pl/225298-analityk-wywiadu-usa-po-lekturze-raportu-smolenskiego-quotnowe-dowody-wskazuja-na-rosjequot

# W najnowszym numerze tygodnika „Sieci” Konrad Kołodziejski  Niektórzy twierdzą, że Soros osobiście przyczynił się do wywołania kryzysu migracyjnego, aby przyśpieszyć trwający od półwiecza cywilizacyjny rozkład Europy. On sam mówił kiedyś w wywiadach, że obawia się potęgi Niemiec i przejęcia tam władzy przez nacjonalistów. Być może sądzi, że zmiany kulturowe zmniejszają to ryzyko. Inni z kolei doszukują się w jego działaniach następnej okazji do zarobku. Nie należy oczywiście przeceniać możliwości Sorosa, ale faktem jest, że sprzyjał on tzw. arabskiej wiośnie, która na przełomie 2010 i 2011 r. doprowadziła do upadku kilka bliskowschodnich dyktatur. Arabska wiosna zamiast demokracji przyniosła jednak destabilizację całego regionu i całkiem dosłownie otworzyła drogę masowej imigracji do Europy

— czytamy w tekście.

# W gazecie  Znalezione obrazy dla zapytania berlin policy journals szef Bundestagu Wolfgang Schäuble   powiedział:  Polacy są oburzeni domniemaniami, że ich kraj łamie praworządność. Musimy o tym rozmawiać i możemy – ale nie wtedy, gdy spojrzymy w dół na nasze nosy i powiemy: „Ja ustalam reguły”, jak gdybyśmy byli z powrotem w klasie. Czy naprawdę musimy uczyć Polskę, jak walczyć o wolność i samostanowienie?Polacy są oburzeni domniemaniami, że ich kraj łamie praworządność. Musimy o tym rozmawiać i możemy – ale nie wtedy, gdy spojrzymy w dół na nasze nosy i powiemy: „Ja ustalam reguły”, jak gdybyśmy byli z powrotem w klasie. Czy naprawdę musimy uczyć Polskę, jak walczyć o wolność i samostanowienie?Rozmawiając z polskimi kolegami, obraża ich zarzut, że nie honorują już europejskich wartości. Interpretują to inaczej. Nie mamy innego wyboru, jak komunikować się ze sobą o tych różnicach, bez arogancji. Musimy również wziąć pod uwagę ich wyjątkowe doświadczenia
Link do artykułu: https://berlinpolicyjournal.com/i-strongly-advise-against-arrogance/


# Wywiad z ocalonym z Holocaustu Żydem Edwardem Mosbergiem: oto fragment: Dlaczego mimo to tę straszną zbrodnię (Holocaust) przypisuje się Polakom, depcząc prawdę?


Nie wiem, kto oskarża, ja nie oskarżam. A ludzie, którzy otwierają usta i mówią różne głupoty, powinni trzymać język za zębami. A że byli polscy kolaboranci? Oni byli wrogami narodu polskiego. Była również żydowska policja, która współpracowała z Niemcami. Jako Żyd wstydzę się tych ludzi, którzy pracowali z Niemcami. I naród polski powinien się wstydzić za tych Polaków, którzy pracowali z Niemcami, bo to byli wrogowie narodu polskiego. Taka jest prawda.

https://wpolityce.pl/historia/392499-tylko-u-nas-edward-mosberg-ocalony-z-holokaustu-to-co-stalo-sie-z-zydami-to-jest-niemiecka-historia-oni-to-zrobili-prasa-rzad-musza-o-tym-mowic

Niestety też o Żydach, a raczej o jednym publikującym zawsze coś niezgodnego z prawdą historyczną: Grabowskim:

Zdaniem Grabowskiego tragedia żydów węgrowskich „to jest opowieść o tym, jak walka o przetrwanie zderzyła się z bezlitosną obojętnością i przyzwoleniem na zło”. Obojętność łatwo wykreować, wystarczy omijać opisy stanów emocjonalnych Polaków niepasujące do założonej tezy-pisze historyk Radosław Jóźwiak.

Jóźwiak w rozmowie z redaktorem naczelnym skupia się na zarzutach, jakie Fajwel Bielawski stawia społeczności Węgrowca w książce „Ostatni Żyd z Węgrowa”. Nawiązuje także do wydanej pod redakcją prof. Barbary Engelking oraz prof. Jana Grabowskiego publikacji „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski”.

Przedstawiony przez Bielawskiego opis działań Polaków z Węgrowa w czasie likwidacji getta był dla mnie szokujący. Przedstawił on w istocie całą społeczność miasta jako aktywnych współuczestników akcji likwidacyjnej. Okolicznych chłopów, z wyjątkiem tych, którzy go przechowali, przedstawił również jako grupę polującą na Żydów. Wyłania się obraz, w którym Polacy dorównują Niemcom, a nawet są od nich aktywniejsi i gorliwsi. Opisując okres powojenny, rozwodzi się nad złowrogą, antysemicką atmosferą, która wraz z rzekomym zagrożeniem życia ze strony Urzędu Bezpieczeństwa zmusza go do ucieczki i porzucenia domu oraz sklepu

— zauważa Jóźwiak.

Relacja telewizyjna Grabowskiego o strażakach, którzy widłami dźgali Żydów w płonącym domu w getcie, jest oparta na głosach oskarżycieli. Ale są też skrajnie odmienne relacje świadków obrony. Jest np. relacja Czesława Słupa, który opisuje tych samych strażaków wyciągających z płonącego w getcie domu dzieci żydowskie i pozwalających im uciec. Prof. Grabowski eksponuje głosy oskarżycielskie, pomija głosy stanowiące obronę. Manipulacje pana profesora mogą wręcz szokować: rodzina Bielawskich ukrywała się w Pieńkach Jarnickich, gdzie Niemcy zamordowali 23 Żydów i ukrywającego ich Polaka. Jan Grabowski, korzystając z tego, że w książce pada tylko skrócona nazwa Pieńki, celowo w przypisie podaje oddalone o 20 km Pieńki Jagodzińskie, gdzie Żydów zamordowała policja granatowa bez udziału Niemców. Rodzina Bielawskich nigdy tam się nie ukrywała

— mówi w wywiadzie historyk.

 

#Też mi się wydaje, że naciski środowisk żydowskich w USA, by Senat USA uchwalił ustawe nr 447, mają drugie dno, a mianowicie, żądania od Polski, poprzez różne naciski międzynarodowe, odszkodowań za mienie żydowski bez spadkowe, które zgodnie z polskim prawem, przeszło na Skarb Państwa. Można przypuszczać, że Żydowskie organizacje, które są beneficjentem tej ustawy, będą wpływać na Niemcy w sprawie reparacji wojennych dla Polski. Zgadzam się z Panem Janeckim, niestety Pan Gowin nie ma racji, zastanawiam się czy jest na tyle nierozgarnięty czy nie rozumie zagrożenia, a może Pan Gowin tak mówi bo tak mu kazali
Cały artykuł pod linkiem:    https://wpolityce.pl/polityka/392227-janecki-w-salonie-dziennikarskim-o-ustawie-447-mozliwosci-nacisku-na-polske-sa-ogromne-w-liscie-kongresmenow-sa-same-klamstwa

 

# Wreszcie Niemcy się budzą, ciekawy artykuł o stosunku do nas naszych sąsiadów.

http://fakty.interia.pl/swiat/news-berliner-zeitung-o-niemieckiej-arogancji-wobec-polakow,nId,2572967

 

#„Zgwałcił mnie Tariq Ramadan*” Oto prawdziwe oblicze muzłumanina, zgwałcić kobiete bo nie nosi burki!. Francuska działaczka praw kobiet, Henda Ayari, była salafitka, która przeobraziła się w liberalną muzułmankę, oskarżyła uznanego muzułmańskiego uczonego, Tariqa Ramadana, o zgwałcenie jej w hotelu paryskim w 2012 r.

W wywiadzie dla egipskiej telewizji Dream TV z 7 kwietnia Ayari, która założyła NGO**, żeby pomóc między innymi kobietom ujarzmionym przez islamskich ekstremistów, opowiedziała historię swojego życia i mówiła o tym, co zdarzyło się, kiedy Ramadan zwabił ją do swojego pokoju hotelowego i tam zgwałcił.

Ayari, która określa siebie jako “świecką feministkę, broniącą praw kobiet”, powiedziała, że napisała książkę „J’ai Choisi D’être Libre”, opisującą jej drogę od salafizmu do liberalizmu po terrorystycznym ataku na Bataclan w 2015 r., kiedy zrozumiała niebezpieczeństwo nieodłączne od politycznego islamu i salafizmu. W książce jest rozdział o „Zubairze”, którego później zidentyfikowała jako Ramadana. Podziwiała go i ufała mu jak “starszemu bratu lub imamowi” – powiedziała, opisując to wydarzenie.
Ramadan jest obecnie zatrzymany we Francji pod zarzutem zgwałcenia dwóch kobiet. Kilka innych kobiet wysunęło podobne oskarżenia przeciwko niemu.
Henda Ayari: Postanowiłam napisać tę książkę po ataku terrorystycznym [w 2015 r.] na Bataclan. Byłam zaszokowana, kiedy zobaczyłam ofiary, zabijanie i krew w telewizji. Zrozumiałam, że polityczny islam i salafici stanowią niebezpieczeństwo. Zmuszono mnie do małżeństwa, kiedy miałam 20 lat. Pojechałam do Tunezji na wakacje i w ciągu jednego dnia zostałam żoną salafickiego mężczyzny, którego nie znałam. Przez kolejnych 10 lat żyłam jak więzień z tym człowiekiem. Urodziłam troje dzieci i nosiłam nikab. Pojechaliśmy do Arabii Saudyjskiej, gdzie chciał, żebyśmy się osiedlili. Pewnego dnia postanowiłam uciec z moimi dziećmi.
Kiedy był atak na Bataclan, postanowiłam opowiedzieć moją historię na Facebooku. Zamieściłam moje zdjęcia przed i po – w wieku 20 lat, w [zasłaniającej] szacie i w wieku 38 lat, nawet bez hidżabu. Napisałam, że byłam uwięzioną, uciskaną kobietą. Dzisiaj jestem wolna. Po moim poście na Facebooku skontaktowali się ze mną wydawcy Flammarion. Zaproponowali, bym napisała książkę i opowiedziała moją historię, żeby pomóc innym kobietom. Założyłam także NGO, żeby im pomagać. W tej książce w rozdziale zatytułowanym „Zubair”, napisałam, co mi sie przydarzyło. Człowiek, którego podziwiałam, zgwałcił mnie. Tym człowiekiem był Tariq Ramadan.
Są Francuzki, które nawróciły się na islam i które w wieku 17-18 lat mają dwoje lub troje dzieci. Wydano je za mąż w bardzo młodym wieku. Kilka 16-letnich dziewcząt salaficcy islamiści skontaktowali przez Facebooka, a potem zawarli z nimi religijne małżeństwo przez Skype. Znam dziewczynę, z którą skontaktował się taki człowiek. Podpisał z nią kontrakt religijny przy Skype. W nocy miał z nią seks i zaszła w ciążę. Potem ją porzucił. We Francji wiele dziewcząt, które przeszły na islam, jest nieszczęśliwych, ponieważ są porzucone, zapomniane i opuszczone z dziećmi. Nie otrzymują żadnej pomocy ani wsparcia. Noszą hidżab i nie są pewne, czy chcą go zatrzymać, czy zdjąć. Są nieszczęśliwe.
Kontaktowali się ze mną starsi Francuzi, których dzieci nawróciły się na islam. Nie wiedzą, co zrobić i skontaktowali się ze mną prosząc o radę, bo ich dzieci nie chcą mieć z nimi nic wspólnego. Jeden mężczyzna powiedział, że jego córka w ogóle odmawia rozmowy z nim od czasu, jak nawróciła się na islam. Miała religijne małżeństwo z salafitą.
Uważam, że to jest prawdziwy problem. Dlaczego Francuzi boją się islamu? Z powodu tych islamistów, którzy używają islamu do kontrolowania i więzienia kobiet i żeby osiągnąć cele polityczne. Potępiam to. Pozostaję muzułmanką i jestem dumna z mojego islamu. Jestem świecką feministką, która broni praw kobiet. Dzisiaj wzywam francuskich polityków, by pomagali takim NGO jak moje, żeby te NGO mogły pomagać kobietom.
Były też dziewczęta, które zwerbowano przez Facebooka i Internet, żeby pojechały do Syrii. Znam dziewczyny, która próbowały dostać się do Syrii po komunikowaniu się z jakimś facetem na Facebooku. Facet proponował, żeby taka dziewczyna pojechała do Syrii. Znam człowieka, który tam pojechał. Powiedziano mu, że będzie pracował dla organizacji humanitarnej, ale w rzeczywistości ci ludzie są używani jako mięso armatnie. Poświęca się ich w wojnie, wierząc, że to jest islam. Kobiety są używane jako prostytutki lub niewolnice, żeby rodziły dzieci.
W 2012 r, zamieściłam na Facebooku swoje zdjęcie bez hidżabu. Tego dnia Tariq Ramadan napisał do mnie: „Assalaam alajkum, siostro Henda. Jak się masz? To, co robisz, nie jest dobre”. Stwierdził, że przyciągam wzrok mężczyzn i że to nie jest dobre. Myślałam, że to nie może naprawdę być Tariq Ramadan. Przecież on nie wysyłałby mi takich słów. Odpisałam: “Tariq Ramadan nie miałby na to czasu. Podajesz się za niego”. Odpisał: „Naprawdę jestem Tariq Ramadan. Jeśli mi nie wierzysz, udowodnię ci to”. Zaproponował, żebyśmy przeszli na Skype. Zgodziłam się i włączył kamerę, i zobaczyłam przed sobą prawdziwego Tariqa Ramadana. Byłam zaszokowana. To było niewiarygodne. Nie spodziewałam się tego – Tariq Ramadan mówił do mnie, interesował się mną, pojawił się przede mną. Byłam zaszokowana. Wtedy powiedział, że może do mnie zadzwonić, jeśli chcę. Zapytał mnie o numer telefonu i zaproponował, że spotkamy się w kolejną sobotę.Uważałam go za kogoś w rodzaju starszego brata lub imama. Miałam mnóstwo pytań o islam i chciałam go o to zapytać, a ponadto miałam szansę spotkać kogoś, kogo podziwiałam. Ufałam mu. Nie spodziewałam się, że zwróci się przeciwko mnie. Powiedział: ”Musisz przyjść do mojego pokoju w hotelu, bo tutaj jest wielu ludzi, którzy mogą mnie rozpoznać. Lepiej, jeśli będziemy rozmawiać w pokoju, gdzie będzie spokojniej”. Ponieważ widziałam w nim brata i imama, ufałam mu całkowicie. Podziwiałam go i uważałam, że jest modelem muzułmańskiego mężczyzny. Kiedy tam przyszłam, poszedł umyć ręce. Potem podał mi rękę i pocałował na przywitanie. Nie spodziewałam się tego, ale przyznaję, że mu na to pozwoliłam. Wtedy nagle jego zachowanie zmieniło się. Stał się wobec mnie bardzo agresywny. Pchnął mnie na łóżko i zrobił to, co zrobił. Kiedy pchnął mnie na łóżko, powiedziałam “nie”. Powiedziałam, że te rzeczy mogą wymknąć się spod kontroli. To tylko wzmogło jego gniew i zrobił, co chciał. Był bardzo agresywny. Myślałam, że umrę tej nocy, bo dusił mnie i bił. Powiedział do mnie: „O to się prosisz, bo nie nosisz hidżabu”.
Źródło: https://www2.memri.org/polish
*Tariq Said Ramadam-muzułmański teolog, filozof i pisarz polityczny. Wnuk Hasana al-Banny, twórcy Bractwa Muzułmańskiego. Szwajcar pochodzenia egipskiego.
Jest propagatorem idei euroislamu, wykładał m.in. na Uniwersytecie Oksfordzkim i Uniwersytecie we Fryburgu.
** NGO- non goverment organization

Również o emigracji ale nie tej, nam przyjaznej, a wrogiej. Pisarz i publicysta Bassam Tibi

napisał m.in. „Pod koniec listopada 2017 r. US Pew Research Center w Waszyngtonie i Nowym Jorku opublikowało prognozy statystyczne na rok 2050, które zostały potem przedstawione przez „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Według gazety, „odsetek muzułmanów w Republice Federalnej Niemiec wzrośnie z 6,1 procent w 2016 r. do 20 procent w 2050 r.”. Jako Syryjczyk i muzułmanin nie mam nic przeciwko temu, jeśli ci ludzie stają się Europejczykami i nie przenoszą konfliktów i przemocy z Bliskiego Wschodu do Niemiec. Faktem jest, że to arabscy uchodźcy zmieniają Niemcy, a nie odwrotnie. Na początku, aby uniknąć oskarżeń o uprzedzenia i sianie paniki, podkreślam stanowczo, że nie jestem przeciwko ludziom uciekającym przed zagrożeniem, ale przeciwko ewentualnym konsekwencjom, które będą mieć negatywny wpływ na Europę.”….

….”Bat Ye’or (autorka książki -pt. „Eurabia”)zastanawia się, dlaczego europejskie media propagują przyjazną [imigrantom] kulturę. „Muzułmańscy migranci napływający do Europy są mile widziani jako twórcy Eurabii” – pisze. Tak więc zagrożenia w ogóle się nie zauważa. Czym różni się Eurabia od Europy Zachodniej? Jest mniej europejska – odpowiada Ye’or. Wydaje się, że jest to cel lewicujących europejskich zwolenników multi-kulti, którzy odrzucają europejską tożsamość, a nawet potępiają jej obronę, nazywając ją rasizmem.

Według Bat Ye’or, Eurabia byłaby rezultatem „islamizacji Europy”. Jako Żydówkę martwi ją fakt, że Eurabia łączy antyamerykanizm i nienawiść do Żydów. „Antysemityzm jest obliczem przyszłej muzułmańskiej Eurabii” – stwierdza. Zwraca też uwagę na metody propagandy zła stosowane przeciwko krytykom tego scenariusza. Każdy opór przeciwko rosnącemu napływowi muzułmańskich migrantów z krajów arabskich i muzułmańskich do Europy będzie piętnowany jako rasizm i okryty niesławą.”.

Cały artykuł:

https://euroislam.pl/jesli-nic-sie-nie-zmieni-europa-stanie-sie-eurabia/

 

 

 

#Jak poradzić sobie z niżem demograficznym w Polsce, ciekawy artykuł Grzegorza Górnego. „Według szacunkowych danych w Polsce może przebywać obecnie od miliona do półtora miliona Ukraińców, z których większość jest zatrudniona przy różnych pracach (zarówno oficjalnie, jak i na czarno). Oblicza się, że w samym Wrocławiu może ich być ok. 60-65 tysięcy, czyli 10 proc. ludności miasta.”….”Ukraińcy pracujący w Polsce – w odróżnieniu od imigrantów muzułmańskich w krajach zachodnich – łatwo integrują się z otoczeniem, nie stwarzając problemów kulturowych i cywilizacyjnych. Jeśli weźmiemy pod uwagę ich liczebność, to skala incydentów z ich udziałem jest minimalna. Częściej sami padają ofiarą ataków na tle etnicznym niż są ich sprawcami. Jak informuje ambasada Ukrainy w Polsce, w 2017 roku policja zarejestrowała 37 przypadków napaści na obywateli ukraińskich z powodu ich narodowości.”

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/390880-ukrainska-imigracja-zarobkowa-a-kryzys-demograficzny-w-polsce

 

#Dzisiaj w moich starych mailach, znalazłem linka do ciekawego artykułu z grudnia 2016, francuskiego podróżnika Jeana Raspail, na temat zamachów islamskich w Europie,oto kilka cytatów: Jean Raspail: Islam wytoczył nam wojnę. Wiem, zaraz ktoś zacznie protestować, że nie islam ale islamscy terroryści, że to nie to samo. Wiem o czym mówię i uporczywie twierdzę: to islam wypowiedział nam wojnę. Ten problem da się rozwiązać, ale tylko pod warunkiem, że europejscy przywódcy zaczną działać zdecydowanie i energicznie. Europa Środkowa i Wschodnia ma takich przywódców, w tym Polska. Jeśli zachodni przywódcy pozostaną jednak tacy miałcy i słabi, nieświadomi i tchórzliwi, sytuacja się tylko pogorszy. Dotyczy to zresztą nie tylko polityków w zachodniej Europie ale także obywateli. Są takimi samymi tchórzami. Wysłałem mojemu niemieckiemu wydawcy małą notkę po zamachu w Berlinie. Napisałem mu: „Myślałem o panu w minioną niedzielę (dzień zamachu-red.), i zastanawiałem się dlaczego Berlińczycy zamiast zapalać świeczki i składać kwiaty, nie poszli pod pierwszą lepszą ambasadę krajów arabskich wykrzyczeć swoją frustrację i złość. Wyrazić swój sprzeciw. Albo nie podpalili w odwecie meczetu?”….”Po zamachu na Bataclan Francuzi zaczęli malować kredkami po chodniku i bredzić coś o otwartym społeczeństwie i unikaniu podejrzeń wobec muzułmanów. Owce. Kwiatki i znicze ich nie uratują. Nasza klasa polityczna jest niestety tak samo głupia jak obywatele i ma dokładnie tak samo wyprane mózgi.”….”…nie ma powodów do optymizmu. Będą kolejne zamachy. Spodziewam się, że następne kilka lat – 2017, 2918 i 2019 rok – upłyną nam pod znakiem islamskiego terroru. Aż w końcu ludzie będą mieli dość. Odzyskają odwagę i zmuszą rządy do działań. Będzie to okres dużej niestabilności. Ludzie już zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że tolerancja i humanizm nie popłacają. Przyjmujemy tzw. uchodźców, a oni nas zabijają. Nasz humanizm się na nas mści”….

Jean Raspail (ur. 5 lipca 1925 w Chemillé-sur-Dême) – francuski pisarz i podróżnik, laureat wielu nagród, m.in. Grand Prix du Roman Akademii Francuskiej. Mieszka w Paryżu. (wykipedia)

 

#Cała prawda o Armii Czerwonej w czasie II Wojny Swiatowej. Szok po przeczytaniu!  Jak i dlaczego ZSRR ukrywało prawdę o II wojnie światowej?

https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/historia/jak-i-dlaczego-zsrr-ukrywało-prawdę-o-ii-wojnie-światowej/ar-BBDZk2W?ocid=spartanntp#page=1

 

 

#Ciekawy artykuł o Islamie, ciekawe pytanie autor postawił i ciekawie na nie odpowiada. Czy islamiści lecą z nami na Marsa?

https://euroislam.pl/czy-islamisci-leca-z-nami-na-marsa/

 

# Panika na rosyjskiej giełdzie. Rubel pikuje w dół. Oligarchowie tracą miliardy ciekawy artykuł w niezalezna.pl, na temat nowych sankcji USA nałożonych po próbie zabicia byłego agenta Skripala i jego córki.

http://niezalezna.pl/222080-panika-na-rosyjskiej-gieldzie-rubel-pikuje-w-dol-oligarchowie-traca-miliardy

 

# Przez 50 lat, polskie instytucje, wysyłały oryginalne akta, dokumentujące zbrodnie niemieckie popełnione na terenie Polski, podczas II Wojny Światowej. Ciekawy wywiad z posłem Mularczykiem, który powiedział miedzy innymi:”Historia II wojny światowej jest nieznana na świecie i można się zastanowić, czy Niemcy przez całe lata nie realizowały polityki, której celem było zacieranie pamięci o zbrodniach nazistowskich i wyzbywania się przez państwo polskie tej dokumentacji”
link do artykułu:

https://wpolityce.pl/polityka/389225-mularczyk-zwrocil-sie-do-polskich-instytucji-ws-dokumentow-nt-zbrodni-niemieckich-nie-ma-ich-w-archiwach-polskich

# „Frankfurter Allgemeine Zeitung” słowami Schulze Wessel pisze: Określanie Polski mianem „państwa wypędzającego” i odrzucanie przez Berlin polskich propozycji upamiętnienia wysiedlonych we wspólnym muzeum spowodowało utrwalenie po polskiej stronie wrażenia, że w Niemczech pamięta się o ludobójstwie na europejskich Żydach, natomiast Polakom przypisuje się, pomimo ich strasznych cierpień, rolę „współsprawcy Holokaustu” i „sprawcy wypędzenia”,”Polacy zarzucali Niemcom, że „chcą na nowo pisać historię”, na co w Niemczech kręcono ze zdumienia głową. Ten zgrzyt był oprócz polsko-rosyjskich konfliktów o pamięć bodźcem do stopniowego kształtowania się „patriotycznej” polityki historycznej,porównując obecną sytuację do XIX wieku, gdy Adam Mickiewicz pisał o Polsce jako „Chrystusie narodów”.,”Pragnienie międzynarodowego uznania bohaterstwa i ofiar Polski w II wojnie światowej idzie w parze z „własnym obrazem historycznej czystości narodu”.
Historyk Martin Schulze Wessel zauważył to co dl Polaków jest oczywiste, ale dla Niemców, wychowanych na serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” z 2013 roku, kreślący postaci Polaków jako zatwardziałych antysemitów, już nie.

 

 

# Ten archiwalny (sprzed 7 lat) artykuł polecam ku przestrodze!

https://www.wprost.pl/256717/Francja-muzulmanie-modla-sie-na-ulicy-To-nie-do-przyjecia

Czym skończyły sie te ustępstwa? Dalej się modlą na ulicach a dodatkowo zabijają Francuzów i zwiększają swoja populacje, nie tylko przez płodzenie dzieci ale też masowy napływ z Afryki. Cztery lata później był zamach na redakcje Charli Hebdo a potem to już islamiści się tylko rozkręcali….

Były szef NATO:„Jestem bardzo przeciwny projektowi Nord Stream 2, ponieważ nie jest to projekt handlowy, a projekt polityczny, mający na celu utrzymanie zależności Europy w kontekście importu rosyjskiego gazu…..Jeżeli rząd Niemiec nie podejmie takiej decyzji, rząd Danii może powiedzieć „nie”, ponieważ Nord Stream 2 przepływa przez wody terytorialne Danii. Powiedział były premier Danii i były szef NATO, Anders Fogh Rasmussen.

# Ile Niemcy zarobiły na II wojnie światowej? Ciekawy artykuł Leszka Pietrzaka, „III Rzesza w czasie II wojny światowej zdobyła i zabezpieczyła majątek, który stał się podstawą potęgi gospodarczej powojennych Niemiec. Tym bardziej powinniśmy domagać się od nich odszkodowań za II wojnę światową.”Potem przyszła kolej na złoto Czechosłowacji. Czesi jednak, czując zbliżający się upadek swojej republiki, postanowili wysłać swoje rezerwy złota do Wielkiej Brytanii, jednak Hitler wymusił później na marionetkowym rządzie Protektoratu Czech i Moraw, aby ten z powrotem ściągnął je do kraju. W ten sposób czeskie złoto trafiło w ręce niemieckie. Gdy ofiarą niemieckiej agresji stała się Polska, Hitler był przekonany, że również polskie złoto wzmocni rezerwy złota Rzeszy. Tak się jednak nie stało. Polacy jako jedyni z ofiar III Rzeszy zdołali w ostatniej chwili uratować 75 ton złota z rezerw Banku Polskiego, wywożąc je za granicę. Swoje złoto usiłowała ratować Belgia, wywożąc je wcześniej do Francji, ta jednak, aby uratować swoje rezerwy złota, wydała Niemcom belgijskie. Ci z kolei przewieźli je do skarbca w Berlinie, natychmiast przetapiając je i opatrując sygnaturami Reichsbanku ze wsteczną datą roku 1938. W praktyce częściej jednak było tak, że władze niemieckie zmuszały banki okupowanych krajów do sporządzenia pisemnego transferu złota do Reichsbanku. W ręce niemieckie wpadło również złoto innych europejskich krajów, podbitych przez III Rzeszę. Potem doszło złoto ofiar Holocaustu i zwykłych obywateli okupowanych przez Niemcy krajów Europy. W przypadku Polski bank emisyjny na terenie Generalnej Guberni musiał natychmiast przekazywać „każdy gram” złota do niemieckiego Reichsbanku. Tak naprawdę wartości zrabowanego Polsce złota nie da się nawet oszacować. Tylko w 1943 r. podczas przeprowadzonej na terenie Generalnej Guberni operacji Reinhardt przejęto wyroby ze złota wartości prawie 40 mln dolarów. W efekcie tej grabieży rezerwy niemieckiego złota już na początku 1943 r. stały się kilkadziesiąt razy większe, niż na początku wojny i były warte prawie 772 mln dolarów (według obecnej wartości około 7 mld dolarów). W chwili zajmowania kolejnych krajów, Niemcy rabowali również ich rezerwy walutowe, równie cenne z perspektywy prowadzonej przez nich wojny. W Czechosłowacji było to prawie 25 mln dolarów, w Holandii prawie 163 mln dolarów, we Francji 225 mln dolarów. Nawet zajęcie Włoch po upadku dyktatury Mussoliniego pozwoliło Niemcom zgarnąć prawie 100 mln dolarów z rezerw włoskiego banku centralnego.”

http://dziennik-polityczny.com/2018/02/26/niemcy-zarobily-ii-wojnie-swiatowej/

# Kraje zachodnie budzą się, oto głos burmistrza Antwerpii,De Wevera, który powiedział w tygodniku „De Zondag” m.in. o Żydach: (Ortodoksyjni Żydzi) przywiązują także dużą wagę do zewnętrznych symboli religijnych, ale akceptują konsekwencje. (…) Unikają konfliktów. Taka jest różnica. Muzułmanie chcą być w przestrzeni publicznej, w edukacji, z ich zewnętrznymi symbolami religijnymi. To powoduje napięcie” O lewakach: „Ci sami lewicowcy, którzy palili biustonosze w maju 1968 roku, teraz uważają zasłanianie twarzy za symbol równości” i najważniejsze wg mnie
” Uważam, że to dziwne. Ludzie chcą zniszczyć chrześcijaństwo, ale akceptują wszystko, jeśli chodzi o islam. Ja to nazywam uległością”.

Ciekawy głos w   

Poland shares no responsibility for the Holocaust

: W podobnym tonie wybrzmiała krytyka prof. Butterwicka-Pawlikowskiego z Kolegium Europejskiego w Natolinie i School of Slavonic and East European Studies na University College w Londynie. -” Polacy, którzy dokonali haniebnych zbrodni na Żydach – czasem dla zysku, czasem pod groźbą śmierci – zrobili to wbrew swojemu własnemu państwu, które istniało podczas okupacji Polski zarówno przez nazistów i komunistów, zarówno jako rząd na uchodźstwie, jak i struktury podziemne. W przeciwieństwie do tych europejskich państw, które kolaborowały z nazistowskimi Niemcami i były współwinne za Holokaust, prawowity polski rząd zakazał za pomocą prawa i stanowczo karał zastraszanie, wydawanie i mordowanie Żydów, jak również kolaborowanie z niemieckim okupantem w szerszym ujęciu”.
Prof. Butterwick-Pawlikowski napisał że,”…. w 1942 polski rząd wystosował notę do wszystkich państw sygnatariuszy Deklaracji Narodów Zjednoczonych o „masowej eksterminacji Żydów w okupowanej przez Niemców Polsce”, ale „sojusznicze rządy nie były skłonne jej zauważyć”.

Link do The Guardian i tego artykułu:   https://www.theguardian.com/world/2018/feb/21/poland-shares-no-responsibility-for-the-holocaust

 

# Coś w temacie konfliktu polsko-żydowskiego ale w 2015 roku.  http://publica.pl/teksty/zimmerman-podziemie-polskie-a-zydzi-solidarnosc-zdrada-i-wszystko-pomiedzy-53475.html

Joshua D. Zimmerman: Przez prawie 60 lat po wojnie dwa sprzeczne ze sobą obozy historyków wydawały monografie na temat wojennych stosunków polsko-żydowskich. Polacy argumentowali, że ich rodacy zachowywali się poprawnie w stosunku do Żydów, udzielając im pomocy, kiedy to było możliwe w okrutnych warunkach okupacji. Twierdzili, że Holokaust był kwestią niemiecko-żydowską, której Polacy byli niewinnymi świadkami. Dla kontrastu, żydowscy historycy w tym okresie przekonywali, że skala zniszczenia nie mogła być możliwa bez milczącej zgody oraz, w niektórych wypadkach, współudziału Polaków.
Jednak po 1989 roku niektórzy Polacy zaczęli zdawać sobie sprawę z roli poniektórych swoich rodaków w mordowaniu Żydów. Z kolei część żydowskich historyków zaczęła pisać o Polakach, którzy pomagali Żydom. …. Jeśli chodzi o żydowskich badaczy, ceniona książka Antony’ego Polonsky’ego, pt. Dzieje Żydów w Polsce i Rosji jest przykładem bardziej zrównoważonego spojrzenia na zachowania Polaków w stosunków do Żydów podczas II wojny światowej. Na Zachodzie coraz więcej się mówi o członkach polskiego podziemia na dużą skalę pomagającym Żydom. Bestseller Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim zoo autorstwa Diane Ackerman (2007) przybliża czytelnikom historię Jana Żabińskiego, dyrektora warszawskiego zoo i członka Armii Krajowej, który wraz ze swoją żoną Antoniną ukrył kilkaset Żydów. Obecnie trwa tworzenie hollywoodzkiej ekranizacji książki. Słynny kurier Armii Krajowej Jan Karski został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Obamę Prezydenckim Medalem Wolności. Z kolei Irena Sendlerowa została nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla w 2007 roku. Obraz polskiego podziemia stopniowo się zmienia, gdyż mamy do czynienia z nowymi dowodami, że oprócz osób, które popełniały zbrodnie wobec Żydów, w polskim ruchu oporu byli także bohaterowie pomagający im.

# Polecam artykuł o Ustawie 447 USA:  https://wpolityce.pl/polityka/382372-puste-taczki  przyznam, że również się zawiodłem na naszym MSZ.

# Baaardzo ciekawy artykuł w Nie do wiary jak Żydzi myślą o Polakach, dla mnie szok!!!! https://wpolityce.pl/polityka/382219-amerykanska-pisarka-w-haaretz-zydzi-uwazaja-wszystkich-polakow-za-antysemickie-bestie-niemcow-natomiast-usprawiedliwiaja-na-kazdym-kroku
Świetny wywiad z Patrykiem Jaki, oto cytat:”Polska jako państwo, a Polacy jako naród potrafili się przeciwstawić i niemieckim nazistom, i rosyjskim komunistom. Byliśmy narodem bohaterów, a nie zbrodniarzy; ofiar, a nie katów. Jak ludzie odpowiadający za Polskę przez ćwierćwiecze, rządzący nią, mogli doprowadzić to wszystko do stanu, w którym wszystko jest widziane na świecie na opak? Jak można było nie reagować na postępujące z roku na rok przypisywanie nam współodpowiedzialności za zbrodnie na Żydach? […] Kiedy u nas finansowano film „Pokłosie”, oni opowiadali światu, jak to walczyli dzielnie z nazistami. Kiedy u nas promowano Grossa, w Niemczech kręcono serial „Nasze matki, nasi ojcowie” opowiadający o młodych, wrażliwych żołnierzach niemieckich i dzikich, antysemickich akowcach. Sformułowania „polskie obozy śmierci” i „polskie obozy koncentracyjne” to wierzchołek tego zakłamania. Powszechność tego kłamstwa pokazuje, jak bardzo państwo polskie zawiodło w obronie podstawowych prawd historycznych. Nie pojmuję tej bezradności elit III RP. Patrzyli na to i nic nie robili. Mam zresztą wrażenie, że im to odpowiadało.
Cały artykuł na łamach najnowszego wydania „Sieci” minister sprawiedliwości Patryk Jaki wyjaśnia jednak, o co tak naprawdę chodzi w sporze z Izraelem, którym interesuje się cały świat.

W Daily Mail ukazał się ciekawy artykuł obnażający zakulisowe działania Georga Sorosa i jego fundacji w Wielkiej Brytanii na rzecz nowego referendum, by zostać w Unii.


Brytyjski „Daily Mail” skrytykował w piątek miliardera George’a Sorosa za wsparcie i współorganizowanie kampanii mającej na celu powstrzymanie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. „Spadaj, panie Soros. Możesz zatrzymać swoje brudne pieniądze” – pisze „DM”. Cytat za PAP/mall:” „Daily Mail” odniósł się do informacji opublikowanych w czwartek przez „Daily Telegraph”, według których Soros za pomocą stworzonej przez siebie Open Society Foundation zdecydował się wesprzeć kampanię „Best for Britain”; kampania ta ma doprowadzić do powtórzenia referendum w sprawie członkostwa Wielkiej Brytanii w UE. Miliarder miał również podjąć w swoim londyńskim domu sześciu sponsorów rządzącej Partii Konserwatywnej w nadziei, że przekona ich do przekazania darowizny na rzecz jego inicjatywy.Tabloid ocenił w komentarzu redakcyjnym, że aktywność Sorosa przypomina, że choć UE była „założona w najszlachetniejszym z celów – by szerzyć braterstwo, pokój i dobrobyt wśród narodów, które jeszcze niedawno były w stanie wojny”, to „przez dekady (istnienia) zdegenerowała się i przyjęła formę antydemokratycznej, nierozliczającej się przed wyborcami, niewydolnej i protekcjonistycznej biurokracji prowadzonej przez międzynarodowe elity polityczne i finansowe na ich korzyść”.
Dziennik podkreślił, że oprócz miliardera w wydanych przez niego kolacjach wzięli udział także: zarabiający 48 mln funtów rocznie prezes firmy reklamowej Martin Sorrell, były dyrektor wykonawczy Goldman Sachs Stephen Peel i były minister w rządzie Partii Pracy Mark Malloch-Brown, który doradzał m.in. w Banku Światowym i ONZ.

Cały artykuł :

http://www.dailymail.co.uk/news/article-5370015/Fury-George-Soros-plot-sabotage-Brexit.html

 

Polecam artykuł w , akurat na czasie, gdy trwa żydowska nagonka na Polaków:

Śmierć za bochenek chleba, sprzedany Żydom, w czasie II wojny światowej.

https://wpolityce.pl/historia/380233-smierc-za-bochenek-chleba-historia-rodziny-lubkiewiczow

 

Mateusz Morawiecki udzielił wywiadu Die Welt ; 

https://www.welt.de/politik/ausland/article172830294/Mateusz-Morawiecki-Polen-findet-sein-Justizsystem-unabhaengiger-als-das-deutsche.html

To kilka wątków za Niezalezna.pl:

Mateusz Morawiecki ocenił, że polski wymiar sprawiedliwości jest bardziej niezawisły niż niemiecki. Niemcy nie stosują się pewnych kwestiach do zaleceń Komisji Weneckiej i podkreślił, że Polska nie zamierza ustępować w sporze z UE o uchodźców i reformę sądownictwa.
Podkreślił, że Polska udziela wsparcia finansowego uchodźcom w ramach programów UE, za pomocą których uchodźcy mają pozostać w swoich krajach lub krajach tranzytowych.
Morawiecki stanowczo sprzeciwił się rozdzielaniu uchodźców między wszystkie kraje unijne.

 

Jan Pietrzak powiedział w  głośno to co myśli większość (tak, tak Panie Czaputowicz, zdecydowana większość) „Niemcy….Celowo nas atakują. Nasi oprawcy prowadzą świadomą walkę przeciwko nam. Niemcy od stuleci niszczą Polskę, starają się dalej to robić, teraz za pomocą mediów. Myśleli, że będzie łatwo im zrobić półkolonialne państwo, które notorycznie będą okradać, ale nie da się ponieważ nareszcie mamy rząd, który dba o polską gospodarkę i polskie interesy…….mam nadzieję, że się nie poddamy, że nasze obecne władze wiedzą jak postępować w takich wypadkach. Nie możemy się poddawać niemieckiej presji. Dosyć tego! To naprawdę skandal. Przegrali z nami II wojnę światową, którą tak nazywają, a tak naprawdę to była wojna z Polską. Wspólnie z Rosją Sowiecką wypowiedzieli Polakom wojnę. Pokonaliśmy te dwa bandyckie państwa w czasie wojny. Kosztowało nas to miliony ofiar i potworne materialne zniszczenia. Oni uważają, że nic się nie stało i dalej chcą nas wyzyskiwać i pouczać. Polacy więcej zrobili dla obalenia faszyzmu niż sami Niemcy. Powinni szanować to, co zrobiliśmy. Dzięki Polakom i „Solidarności” doszło do zjednoczenia Niemiec. Powinni to szanować, a nie ciągle się czepiać. Szliśmy do UE pełni dobrej woli mając nadzieję na pozytywne ułożenie relacji polsko-niemieckich. Nie chcemy żadnych wojen. Niemcy zawsze nas zaczepiają, chcą nas okraść, zniszczyć i stłamsić. Warto byłoby, żeby ktoś ze sfer rządowych to powiedział co ja mówię, bo nie mam takiej siły przebicia jak politycy.Not. zip Wywiad wpolityce.pl

Niemiecki sędzia usunął krzyż z sali sądowej przed procesem islamisty.     

Były premier Bawarii Edmund Stoiber (CSU) skrytykował sędziego sądu dla nieletnich, który kazał zdjąć krzyż z sali sądowej.”Człowiek, który grozi drugiemu śmiercią za to, że stał się chrześcijaninem, powinien widzieć krzyż przed swymi oczami”—stwierdził niemiecki polityk w rozmowie z gazetą „Bild”. źródło:ann/KAI
Cały artykuł: http://www.bild.de/politik/inland/kreuz/haengt-kreuz-in-gerichtssaal-ab-54560730.bild.html

„Moskwa i Berlin w symbiozie gospodarczej” artykuł Wojciecha Jakóbika w 2 numerze Gazety Polskiej z br., a nim m.in. wyjaśnienie na czym polega niemiecki parasol ochronny nad Nord Stream2 i jak niemieckie spółki wiążą się ze spółkami rosyjskimi.

W wywiadzie z z Joanna Gwiazdą i Andrzejem Gwiazdą, zamieszczonym w numerze nr 1 z 2018 roku przeczytałem celną obserwację Andrzeja Gwiazdy:
Pytanie GP:”…No dobrze, ale ciągle są budowane (przez opozycje) analogie miedzy czasami komunizmu a obecnym państwem PiS-u.Próbuje się to wmawiać młodym. W jaki sposób pokazać ludziom różnicę?
AG: To chyba jest niewykonalne. Kiedyś rozmawiałem z jedną panią….w moim miejscu pracy…. no i mówię,że u nas nie jest jeszcze tak źle, bo nie było głodu…..I mówię, że ja sam najdłużej nie miałem nic do jedzenia przez cztery dni. A ona na to: „Ja to bym nie wytrzymała…..poszłabym coś kupić do jedzenia”-odpowiedziała. No więc nie da sie wytłumaczyć ludziom, jak było w komunie. „

Czasy komuny wydają sie odległe, dla młodych są zamierzchłą historią, na równi ze Stalinem, Gomółką, stanem wojennym. Młodzi nie rozumieją, że polska była sowiecką kolonią, z której CCCP czerpał samy korzyści, przez ok. 40 lat  (węgiel za mniej niż dolara od tony, miliony kg mięsa za lodówki, wciskał nam Łady i Żiguli za dolary kiedy inni jeździli niemieckimi i japońskimi autami itp) jak kraje zachodnie ze swoich kolonii w Afryce czy Azji. Ale nie tylko o gospodarkę chodzi, nie mieliśmy wolności prasy, wolnych mediów i niezawisłych sądów, niezależnych uniwersytetów, niezależnych związków zawodowych, prywatnej gospodarki, wolności zgromadzeń, wolności słowa, wolności w prywatnej inicjatywie gospodarczej, wolności zrzeszania się w partiach politycznych innych niż dozwolone przez władze, zakładania dowolnych; komitetów (jak KOD), stowarzyszeń ( Jak  Obrońcy Demokracji ,czy TAMA, czy Obywateli RP) z czego obecnie V kolumna komuny w pełni korzysta by obalić rząd i by „stara” komuna wróciła i „…by było jak było..”.

http://www.gazetapolska.pl/15329-polska-znow-staje-sie-wolna-tamci-przegrali-z-joanna-duda-gwiazda-i-andrzejem-gwiazda-rozmawiaja-jacek-liziniewicz-i-jakub-maciejewski

 

Polecam artykuł Michaela Brendana Dougherty w National Review, trzeźwa ocena bieżącej sytuacji w Polsce i dokonywanych zmian. Jednym z największych punktów niedawnego sporu jest presja UE, by Polska zaakceptowała narzuconą liczbę uchodźców, aby zmniejszyć obciążenie Włoch i innych państw. Polska zaznacza, że ​​w ten sposób złamałoby zasady ustalane przez samą UE. Serdeczne zaproszenie Angeli Merkel w 2015 r. skierowane do ponad miliona migrantów i uchodźców oraz działania kilku innych europejskich rządów w czasie kryzysu migracyjnego pogwałciły porozumienia dublińskie, które podpisały państwa członkowskie. Co więcej, żaden rząd Grupy Wyszehradzkiej nie może zaakceptować tych kwot— czytamy w artykule.
Czy Platforma Obywatelska była wzorem powściągliwości, jeśli chodzi o podział władzy? Rzeczywiście, częściowo został on osłabiony w oczach polskiego społeczeństwa, kiedy minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz został przyłapany na dyskusji z szefem banku centralnego Markiem Belką na temat sposobu manipulacji polską polityką pieniężną w celu wzmocnienia Platformy Obywatelskiej w wyborczych sondażach
— czytamy.

http://www.nationalreview.com/article/455040/eurocrat-attacks-anti-pluralist-polish-government-hypocritical

Niemiecki dziennik , piórem dziennikarza Alana Posenera, ostrzegł, że realizacja kontrowersyjnej budowy gazociągu Nord Stream 2 doprowadzi do izolacji Niemiec w Europie, wyraził też opinię, że budowa tego gazociągu jest niekorzystna dla Bundeswehry, gdyż ogranicza możliwości organizowania manewrów przez niemiecką marynarkę wojenną i siły powietrzne.”Realizując ten projekt Niemcy izolują się w Europie, sieją nieufność i wspierają prawdopodobnie populizm w takich krajach jak Polska czy Węgry”– napisał autor Alan Posener.
„Trudno pojąć, dlaczego (węgierski premier) Viktor Orban jest krytykowany za sprzeciw wobec unijnych sankcji wobec Rosji, podczas gdy Niemcy oferują Putinowi swoje usługi jako stacja paliw w UE, a także dlaczego Polsce zarzuca się brak solidarności ze względu na sprzeciw wobec przyjęcia uchodźców, gdy równocześnie Niemcy odmawiają solidarności w kwestiach energetycznych”– podkreśla Posener.
„Merkel powinna wiedzieć, że żaden projekt, w którym uczestniczy Gazprom, nie jest „czysto ekonomiczny” – pisze Posener przypominając, że szefem konsorcjum budującego gazociąg jest były funkcjonariusz Stasi i zaufany Putina, Matthias Warning.
Gotowe rury ładowane są na frachtowce i wywożone z Niemiec w nieznanym kierunku
– konkluduje „Die Welt”.
Link do artykułu:

https://www.welt.de/politik/deutschland/article171945433/Nord-Stream-2-Eine-bedrohliche-Verbindung.html

Quelle: dpa

Germany puts Germany first„: „Niemcy wytykają innym egoizmy narodowe, a same tak prowadzą politykę. I wolą Rosjan od Amerykanów”.Na internetowych stronach magazynu „Politico” (link poniżej),odnajdujemy interesujący artykuł poświęcony polityce Berlina. Autor przekonuje, że niemiecki rząd i społeczeństwo, na co dzień chętne do doszukiwania się w polityce innych państw nacjonalizmów i egoistycznych pobudek, sami posługują się takimi mechanizmami. W niektórych wypadkach zagrażając przy tym bezpieczeństwu i integralności sojuszników z Unii Europejskiej i NATO”.

https://www.politico.eu/article/germany-puts-germany-first-defense-politics-foreign-policy/?utm_content=buffereaba0&utm_medium=social&utm_source=twitter.com&utm_campaign=buffer

AFP PHOTO / Vano Shlamov (Photo credit should read VANO SHLAMOV/AFP/Getty Images)

 

„Niemcy nie zgodziły się jak dotąd na ustawowe rozwiązanie tego problemu. (…) W Niemczech brakuje woli politycznej, bo każdy polityk, który by podjął ten temat, ryzykowałby utratę popularności. A potrzebne są także regulacje dotyczące zagrabionego majątku polskiego, rosyjskiego i każdego innego”
— powiedziała w rozmowie z „” Claudia von Selle(*), niemiecka prawnik, odpowiadając na pytanie, dlaczego Niemcy nie przyjęły prawa umożliwiającego zwroty obrazów zrabowanych podczas II wojny światowej.
(*)Prawnik, m.in. przewodniczącą komisji prawa sztuki Międzynarodowej Unii Adwokatów w Paryżu, przyznała, że w obiegu jest co najmniej 0,5 mln zrabowanych przez Niemców polskich dzieł. Ciekawe jaka jest ich szacunkowa wartość? Niemcy masowo pozbywali się ich na wolnym rynku, więc teraz w ich rękach są w większości pieniądze a nie dzieła sztuki, Pani von Selle, mówi raczej o dziełach sztuki jakie są w posiadaniu instytucji (muzea, pałace, itp) a nie obywateli (zł…ei).

— powiedziała w rozmowie z „Deutsche Welle” Claudia von Selle, niemiecka prawnik, odpowiadając na pytanie, dlaczego Niemcy nie przyjęły prawa umożliwiającego zwroty obrazów zrabowanych podczas II wojny światowej.

Prawnik, będące m.in. przewodniczącą komisji prawa sztuki Międzynarodowej Unii Adwokatów w Paryżu, przyznała, że w obiegu jest co najmniej 0,5 mln zrabowanych przez Niemców polskich dzieł.

Pojednanie Zachodu z Rosją nie jest w najbliższym czasie możliwe – pisze dziennik „Die Welt”, przytaczając przykłady z ostatnich dni: wykluczenie Aleksieja Nawalnego z wyborów prezydenckich oraz incydent z rosyjskim
„Putinowski system uważa ustępstwa i kompromisy za oznaki słabości. Zachód powinien, a nawet musi się tego od Nawalnego nauczyć” – pisze Geiger.
„Kto jest chwiejny, ten przegrywa. Jeżeli w najnowszej rosyjskiej historii jest jakiś motyw przewodni, to taki: Rosja Putina bierze to, co zdoła sobie wyszarpać, i nie cofa się przed niczym: ani przed kłamliwą propagandą, ani przed łamaniem prawa międzynarodowego, a już na pewno nie przed ignorowaniem demokratycznych zasad”
– podkreśla niemiecki dziennikarz.

https://www.welt.de/debatte/kommentare/article171920354/Russland-Wer-Putin-gegenueber-wankt-hat-schon-verloren.html

Houellebecq: Integracja muzułmanów byłaby o wiele łatwiejsza, gdyby katolicyzm był u nas religią państwowąciekawy wywiad, jakiego niemieckiemu pismu „Der Spiegel” udzielił Michel Houellebecq, francuski pisarz, autor m.in. bestsellerowej powieści pt. „Uległość”.

https://wpolityce.pl/swiat/373579-houellebecq-integracja-muzulmanow-bylaby-o-wiele-latwiejsza-gdyby-katolicyzm-byl-u-nas-religia-panstwowa

Prof. Nowak: „Przekonanie, że Zachód tworzy normę, do której nie dorastamy, to jest historia kompleksu utrwalanego od XVIII wieku”
Gość red. Antoniego Trzmiela w Radiu Dla Ciebie,wskazał na Voltaire’a, jako tego, który zapoczątkował kompleksy polskiego narodu.
„Kompleks zapoczątkował Voltaire, piszący na zamówienie carycy Katarzyny i Fryderyka Wielkiego karykaturę polskości. (…) Polskość jako nienormalność, polskość jako gorszość i podrzędność. Polska, która może jedynie aspirować do roli podczłonka klubu”—powiedział. Prof. Nowak dodał, że „Europa nie polega na roli nauczyciela, który uczy niedouczonych prowincjuszy ze wschodu.
Tu nie ma nauczycieli i uczniów. Tu są uczestnicy jednej wspólnoty historyczno-kulturowo-duchowej.”—stwierdził historyk.
„Pisma przeciw Polakom” – Voltaire. wydawnictwo: Biblioteka Kwartalnika Kronos Warszawa 2017

Dziennikarz, lepiej rozumie naszą reformę systemu sądowniczego, niż opozycja i Komisja Europejska. Kilka cytatów: Komisja Europejska i polska opozycja zakwestionowały razem ważność wyborów niektórych sędziów Trybunału Konstytucyjnego (odpowiednika francuskiej Rady Konstytucyjnej), i – rykoszetem – ważność wyborów jego przewodniczącego i wiceprzewodniczącego. Jednak Komisja i opozycja składają się z wyższych urzędników i polityków, a nie sędziów”. Edery przypomina, że legalność tych wyborów potwierdził Sąd Najwyższy w Polsce. Ale „Polski Sąd Kasacyjny”, czyli Sąd Najwyższy, nie może być oskarżony o sympatię do rządzącej partii w Polsce.
Fragmenty artykułu za niezalezna.pl:

http://niezalezna.pl/212274-francuska-gazeta-broni-polski-mocny-cios-w-targowice-oberwali-tez-timmermans-i-tusk

Unia na równi pochyłej pisze Tomasz Sakiewicz w . W 10 zdaniach „zaorał” polityke Unii Europejskiej.
Brukselscy urzędnicy nie wyciągnęli żadnych wniosków z ostatnich kryzysów w Unii. Brexit był i jest trzęsieniem ziemi, które tak naprawdę dopiero odczujemy. Kryzys uchodźców doprowadził do fali terroru, jakiego Europa dawno nie zaznała. Zmienia się niekorzystnie struktura społeczeństw na rzecz islamu. Za 20 lat muzułmanie będą w stanie decydować w wielu krajach Europy Zachodniej o tym, kto rządzi. Kryzys w Hiszpanii może skończyć się rozpadem jednego z największych państw UE. Przy okazji Europa musiała spokojnie znieść widok bitych przez policję ludzi, w tym kobiet. Projekt Nord Stream 2 zaś całkowicie podważył europejską solidarność, a bezczelna cenzura prasy w Niemczech, szczególnie brak reakcji UE na to, ośmieszyła Brukselę jako nośnika jakichkolwiek wartości. Pozostaje jej więc rola największej na świecie organizacji lobbystycznej załatwiającej interesy najsilniejszym w Unii. Nie mam wątpliwości, że są wkurzeni, bo nie można już nas okradać, a chcą odzyskać swoje składki do wspólnego budżetu, które do tej pory wracały do nich w wyniku karuzel VAT-owskich i zleceń infrastrukturalnych w Polsce realizowanych przez ich firmy. Tylko niech jasno powiedzą, o co chodzi. źródło: niezalezna.pl

http://niezalezna.pl/212254-unia-na-rowni-pochylej

 

Trzecim nurtem cywilizacyjnym, który uderza dziś w Polskę jest Wschód – rozumiany jako interesy imperialnej Rosji. pisze Witold Gadowski w swoim artykule:
„Polska – Europa, źródła dzisiejszego konfliktu.”

http://gadowskiwitold.pl/publicystyka/polska-europa-zrodla-dzisiejszego-konfliktu

 

                            Foto:GeekWeek.pl

„Gott mit uns” autor Krzysztof Jasiewicz Tygodnik  16-22.X.2017 nr 42/2017
Nasze roszczenia wobec Niemców muszą być rozpatrywane jako reparacje, odszkodowania i przypadki szczególne np.dla takich miast jak Wieluń i warszawa”

„Coś więcej niż Volklista” autor Zygmunt Zieliński „„nr 10(53)Październik 2017
„Pycha jest zakorzeniona w kulturze niemieckiej i przytłacza inne narody”

„Rzeczywistość Wielkopolan podczas zaborów” autor Kamila Comba Tygodnik  16-22.X.2017 nr 42/2017
„Kanclerz Otto von Bismarck…..swój stosunek do Polaków wyraził w liście napisanym do siostry 26 marca 1862: Bijcie Polaków , aż im się żyć odechce. Mam wszelkie współczucie dla tych sytuacji, ale jak przetrwać chcemy to nie możemy uczynić nic innego jak ich wytępić”
W 1885r. ciężar walki z polskością(Prusy)rozszerzono na obszary ekonomiczne. …..przeprowadzono tzw.rugi pruskie, polegające na usunięciu terenu zaboru pruskiego wszystkich poddanych innych monarchów. Byli to głównie robotnicy i rzemieślnicy polscy…..Następnym krokiem było powołanie przez sejm pruski Komisji Kolonizacyjnej przyznanie ej funduszy 100 mln marek na wykup polskich majątków i ich parcelacje pomiędzy chłopów niemieckich…….. W ciągu 20 lat działalności Komisji Kolonizacyjnej udało się wykupić z rąk polskich ok 40 tyś ha ziemi.